Żużel na lodzie - skąd pomysł na taką rywalizację?

W niedzielę o g. 17 na Tor-Torze nietypowa walka specjalistów od ścigania się motocyklami na tafli.

Żużel na lodzie ma historię równie długą jak jego tradycyjna odmiana. Pierwsze wyścigi - choć na powietrzu - rozgrywano w Skandynawii już w latach 20. ubiegłego stulecia. Po wojnie potęgą w tej dyscyplinie został Związek Radziecki, a później Rosja. Początkowo startowano na zamarzniętych jeziorach, morzach oraz rzekach. Później sport przeniósł się na tereny zamknięte - tworzono specjalne tory na stadionach lekkoatletycznych. W przeszłości bandy stanowił zebrany śnieg. Obecnie częściej wykorzystuje się już dmuchane ochrony przed wypadkami zawodników. W przeszłości również śnieg służył do wyznaczania wewnętrznej części toru - obecnie stosuje się do tego kolorowe pachołki lub kwiaty. Polacy mają stosunkowo niewielkie doświadczenie w tej dyscyplinie sportu. W latach 60. bracia Rajmund i Norbert Świtałowie zdołali nawet awansować do finału IMŚ, ale nie zdołali odegrać w nim znaczącej roli. Kilkanaście lat temu w Warszawie przeprowadzono nawet mistrzostwa świata w żużlu lodowym. Zawody na Stegnach zostały jednak zdominowane przez Rosjan. W turnieju nie wziął udziału żaden Polak, z biało-czerwoną flagą startowali za to zawodnicy pochodzący zza wschodniej granicy, bracia Jurij i Walery Iwanowowie.

Zawodnicy z Rosji od 1966 r. tylko pięciokrotnie ustąpili przedstawicielom innych nacji w mistrzostwach świata. W tych zawodach jeźdźcy nie "wyłamują" w typowy sposób motorów na łukach. Na Tor-Torze znanym głównie z rywalizacji ścigać będzie się czterech zawodników. W przeszłości podobne zawody na sztucznych lodowiskach odbywały się również m.in. w Bydgoszczy, Gdańsku i Częstochowie. Rywalizacja na tafli często bywa jeszcze bardziej emocjonująca niż tradycyjna forma ścigania się na torze żużlowym. Niesie za sobą więcej walki, wyprzedzeń na dystansie, ale też kolizji i upadków - głównie na łukach, gdzie często dochodzi do sczepiania się motocyklami. Zawodnicy zwykle nie chcą, aby chroniła ich specjalna banda, jaka towarzyszy zawodom żużlowym. Preferują bowiem zwykłą drewnianą. W przeszłości tłumaczyli, iż w przypadku, gdyby osłonięto ją słomą, istniałaby możliwość, że jej resztki znajdą się na torze. A to według nich jest znacznie bardziej niebezpieczne niż zderzenie z drewnianą osłoną.

Więcej o: