ME w piłce ręcznej. Krzysztof Lijewski: Musimy posypać głowę popiołem

-Trzeba uderzyć się w pierś i posypać głowę popiołem, bo zagraliśmy naprawdę słabo w końcówce i prawie wypuściliśmy zwycięstwo z rąk - mówi po zwycięstwie 24:23 nad Macedonią Krzysztof Lijewski. Polska zapewniła sobie awans do kolejnej rundy.

Na kartce któryś z kibiców wydrukował napis: "Prosimy o spokój. I tak wygramy jedną bramką". Nie pomylił się.

Krzysztof Lijewski: Gdyby przed meczem obstawił taki wynik pewnie by się wzbogacił, ale, proszę mi uwierzyć, my nie chcemy wygrywać jedną bramką. To kosztuje nas dużo zdrowia, mocy i nerwów. Chciałbym wygrać dziesięcioma punktami i spacerkiem pójść sobie do szatni. Tymczasem jestem cały poobijany i ledwo mówię. Dużo zdrowia zostawiliśmy na boisku. Miejmy nadzieję, że wystarczy go na kolejne mecze.

Z Macedończykami grało się trudniej niż z Serbią?

- Nie. Przede wszystkim największym naszym przeciwnikiem jesteśmy my sami.

Co to znaczy?

- Nazwiska czy sukcesy drużyny przeciwnej mówią oczywiście same za siebie, ale my mamy tyle potencjału, żeby z każdym grać na równym poziomie. Tymczasem teraz jesteśmy największym wrogiem dla samych siebie. Jeżeli poukładamy sobie wszystko w głowie będziemy mogli góry przenosić.

Dzisiejsza wygrana i pewny awans pomoże przed meczem z Francją?

- Teraz przed nami paradoksalnie najłatwiejszy mecz. My mamy cztery punkty, oni mają cztery punkty, ale to Francuzi muszą wygrywać, bo są faworytami. Nie tylko tej grupy, ale całego turnieju. Oni zagrają pod większą presją, a my bez walki się nie poddamy.

Co Ty wiesz o piłce ręcznej?

Zobacz wideo
Więcej o: