Piast Gliwice - Lech Poznań 2:0. Hit dla lidera! Zakończył świetną serię "Kolejorza"

Rozpędzony Lech Poznań przekonał się o sile Piasta Gliwice. Goście mogą jednak mieć do siebie spore pretensje, bo nie wykorzystali co najmniej dwóch stuprocentowych okazji.

Facebook?  | A może Twitter? 

Gospodarze zapraszali na mecz nietypowym spotem - Bartosz Szeliga doradzał kibicom, co powinni zrobić, aby w niedzielę przy Okrzei nie zmarznąć. - Nie wstydźcie się i na stadion zabierzcie koc. A dla was, panowie, klasyczne kalesony! - namawiał skrzydłowy Piasta. My natomiast liczyliśmy, że aby ochronić publikę przed chłodem, wystarczą już boiskowe emocje. Po jednej stronie mieliśmy przecież lidera i absolutną rewelację sezonu, po drugiej zaś aktualnego mistrza kraju, notującego serię sześciu ligowych zwycięstw. W trakcie takiej rywalizacji po prostu musiało być gorąco...

Początek z kolei jeszcze bardziej rozbudził nasze apetyty. Nie minęło bowiem nawet 60 sekund od pierwszego gwizdka sędziego, kiedy Szymon Pawłowski znalazł się w świetnej sytuacji i... nie trafił w piłkę. W odpowiedzi natomiast Gerard Badia wcelował w słupek! Mało tego. Zaraz potem przed kolejną szansą stanął Pawłowski. Tym razem zachował się już zdecydowanie lepiej, ale futbolówka bramkę Jakuba Szmatuły nieznacznie minęła. Tak czy siak, zanosiło się na to, że wynik bezbramkowy długo się nie utrzyma.

I rzeczywiście, tyle że to Piast objął prowadzenie! Zresztą, po naprawdę świetnej akcji. Radosław Murawski, Josip Barisić i Gerard Badia pograli jak na treningu i wyprowadzili na czystą pozycję Szeligę. Ten zachował zimną krew, nie dając Jasminowi Buriciowi większych szans. Czyli - tak jak prognozowaliśmy - kalesony rzeczywiście nie były potrzebne! Inna sprawa, że zadanie gliwiczanom ułatwiła dziura w defensywie Lecha. Gości nie usprawiedliwia nawet to, że chwilę wcześniej Jan Urban musiał dokonać wymuszonej zmiany (kontuzji doznał Paulus Arajuuri).

Ludzie Radoslava Latala starali się iść za ciosem, co przyniosło całkiem groźne próby Patrika Mraza i Barisicia. Ale w 32. minucie mogło - a właściwie powinno - być 1:1. Wszystko dzięki kapitalnemu podaniu z głębi pola autorstwa Łukasza Trałki. Wydawało się, że Karol Linetty nie ma wyboru i wpakuje piłkę do bramki, ale nic z tego. Pomocnik "Kolejorza" fatalnie przestrzelił. Do końca pierwszej połowy niezły strzał oddał jeszcze Maciej Gajos, ale to było za mało, by pokonać Szmatułę. W przerwie Urban miał więc nad czym myśleć...

W 48. minucie gospodarze pogrążyli Lecha: po zagraniu Tomasza Mokwy piłkę z trzech metrów wepchnął do siatki Barisić! "Kolejorz" znalazł się w naprawdę trudnej sytuacji. Dość wspomnieć, że ani razu w tym sezonie nie zdarzyło się jeszcze, by Piast prowadził na własnym terenie dwiema bramkami i takiego spotkania nie wygrał. Poznaniacy ruszyli jednak do przodu. I o ile strzały Pawłowskiego i Trałki krzywdy gliwickiemu bramkarzowi zrobić nie mogły, o tyle w 61. minucie ten pewnie widział już piłkę w swojej siatce. Wystarczyło bowiem, by wprowadzony w przerwie Denis Thomalla kopnął celnie z pięciu metrów. Chybił! Podobnie jak kilka akcji później Linetty. Lech zatem sytuacje miał, ale zdecydowanie zawodziła skuteczność.

Choć nie oznacza to, że w polu karnym Lecha wiało nudą. Po szybkiej kontrze duetu Badia - Barisić ten drugi był naprawdę bliski celu, a kilkadziesiąt sekund później główka Urosa Koruna zatrzymała się na poprzeczce! W rewanżu oko w oko ze Szmatułą stanął Thomalla, ale i tę szansę zmarnował. Innymi słowy - działo się naprawdę wiele.

Ostatecznie wynik już się nie zmienił, a to oznacza, że zespół Latala przezimuje z pięciopunktową przewagą nad drugą w tabeli Legią. Lech natomiast traci do gliwiczan aż 17 punktów.

Piast Gliwice - Lech Poznań 2:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Szeliga (15.), 2:0 Barisić (48.)

Piast: Szmatuła - Mokwa, Korun, Pietrowski Ż, Hebert, Mraz Ż - Mak (90. Angielski), Murawski, Badia (75. Moskwik), Szeliga - Barisić Ż (90. Musiolik).

Lech: Burić - Kędziora, Kamiński, Arajuuri (13. Dudka), Kadar - Trałka, Tetteh Ż - Pawłowski, Linetty (70. Formella), Gajos - Kownacki (46. Thomalla).

Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola); widzów: 7552

Więcej o: