JKH GKS Jastrzębie. Prezes Kazimierz Szynal: Pieniądze nie grają

JKH GKS Jastrzębie, mimo dziur w budżecie i masowej ucieczki czołowych hokeistów, nadal należy do ligowej czołówki. 

Facebook?  | A może Twitter? 

Nie ma drugiego takiego klubu w ekstralidze, który doznałby w ostatnich miesiącach tak znacznego ubytku hokejowej krwi, co JKH GKS Jastrzębie. Po minionym sezonie, w którym śląski klub bezskutecznie bił się z GKS-em Tychy o mistrzostwo Polski, Jastrzębie opuściło z różnych powodów kilkunastu graczy. Wśród nich tak znaczące postacie, jak Przemysław Odrobny, Mateusz Rompkowski, Mateusz Bryk, Tomas Protivny, czy Maciej Urbanowicz.

Robert Kalaber, trener JKH, wieszczył, że o sukcesach w kolejnym sezonie można zapomnieć. Fakty są natomiast takie, że po pierwszej części sezonu jastrzębianie tracą tylko trzy punkty do GKS-u Tychy, który na tle JKH to finansowy i kadrowy mocarz.

- Po raz kolejny potwierdziło się, że pieniądze nie grają. Na papierze na pewno nie jesteśmy tak mocni, jak pozostałe drużyny ze ścisłej czołówki. Pieniądze do wydania też na pewno mamy najmniejsze. Mamy jednak drużynę, która nie przejmuje się przeciwnościami losu, tylko robi swoje - mówi Kazimierz Szynal, prezes JKH.

Poważne zmiany kadrowe w składzie zespołu z Jastrzębia miały związek z ograniczeniem finansowania drużyny przez Jastrzębską Spółką Węglową.

- Na tę chwilę nie mamy informacji, czy JSW jeszcze ograniczy nakłady na sport. Powtarzam jednak - na tę chwilę. Życie nauczyło nas, że musimy być przygotowany na każdy scenariusz. Nasz budżet na ten sezon nie jest zamknięty. Cały czas szukamy pieniędzy, które pozwolą nam spokojnie dograć rozgrywki - dodaje Szynal.

Liderem JKH jest wciąż niezniszczalny Leszek Laszkiewicz. Ze starej gwardii zostali też Mateusz Danieluk, Richard Brodowski, czy Michal Plichta. - Gramy dobrze, a mogłoby być jeszcze lepiej, gdyż od początku sezonu zmagamy się z plagą kontuzji. Ciągle brakowało nam pięciu graczy - mówi prezes.

Zanim JKH powalczy o kolejny medal MP, zagra w turnieju Pucharu Polski. Półfinałowym rywalem zespołu z Jastrzębia Zdroju będzie Cracovia. - Nie jesteśmy faworytem, ale w 2012 roku, gdy sięgnęliśmy po to trofeum, było podobnie. Dlaczego nie sprawić niespodzianki jeszcze raz? - pyta Szynal.

Więcej o: