Jest przełamanie! Start Lublin ograł we Wrocławiu Śląsk

Lubelscy koszykarze przełamali wreszcie złą passę, jaka towarzyszy im od początku rozgrywek Tauron Basket Ligi. Zwycięstwo nad Śląskiem było drugą wygraną Startu w tym sezonie, a pierwszą na wyjeździe.

Od razu trzeba powiedzieć, że w niewiele lepszym położeniu byli gospodarze, którzy do spotkania z czerwono-czarnymi mogli się pochwalić zaledwie dwoma zwycięstwami. Na dodatek zespół trenera Emila Rajkovicia, który dosłownie w przeddzień spotkania zastąpił Mihalo Uvalina (z pracy serbskiego szkoleniowca działacze najwyraźniej nie byli zadowoleni) - występuje w europejskich pucharach, gdzie też wiedzie mu się kiepsko. Oprócz tego wrocławianie we własnej hali nie wygrali w lidze jeszcze ani razu, i w tym drużyna lubelska upatrywała pewnej szansy. Wielką niewiadomą był także występ Jarosława Trojana, który zmagał się z kontuzją i jego gra stała po dużym znakiem zapytania. Ostatecznie środkowy Startu na parkiet wybiegł, co drużynie dodało pewności. O swoje walczyli także Igor Chumakow i Trency Jackson, którym po ostatnich słabych meczach działacze i sztab szkoleniowy mogli podziękować.

Wracając do samego meczu, to od początku był on bardzo wyrównany. W połowie pierwszej kwarty po trafieniu Roba Poola lublinianie prowadzili 10:7. Potem gospodarze zdołali wyrównać. W końcówce gra była chaotyczna i dotyczyło to obu stron. Ostatecznie więcej zimnej krwi zachowali wrocławianie i wygrali tę część meczu 17:14.

Na początku drugiej odsłony Trojan doprowadził do wyrównania (17:17), ale Śląsk znowu zdołał minimalnie odskoczyć. Lublinianie grali jednak bardzo ambitnie i nie dość, że zdołali odrobić straty, to wyszli na prowadzenie. W 18. minucie - po dwóch celnych rzutach wolnych Czumakowa - prowadzili 32:28. Niestety końcówka znowu należała do gospodarzy, którzy dogonili zespół trenera Pawła Turkiewicza i drużyny zeszły na przerwę przy wyniku 34:34.

Pierwsze minuty po zmianie stron były niezwykle wyrównane i najczęstszym rezultatem pojawiającym się na tablicy był remis. Od połowy trzeciej kwarty Start zaczął zyskiwać przewagę dwa razy trafił Marcin? Salamonik i czerwono-czarni prowadzili 49:44. Śląsk próbował zmniejszać dystans, ale ostatecznie w końcówce tej części meczu, po dwóch celnych rzutach wolnych Jana Grzelińskiego, który zresztą we Wrocławiu niegdyś grywał, z tym, że w WKK - przewaga Startu przed czwartą kwartą wzrosła do sześciu punktów (55:49).

Początek decydującej części spotkania to zdecydowana dominacja zespołu lubelskiego. W 32. minucie, po trafieniu Jacksona Start wygrywał dziesięcioma punktami, po chwili nawet jeszcze wyżej (66:53). Śląsk jednak nie zamierzał rezygnować i na niespełna cztery minuty przed końcową syreną przewaga lublinian stopniała do czterech punktów (66:62). Zaczęła rodziła się obawa, że po raz kolejny w tym sezonie czerwono-czarnym może się wymknąć zwycięstwo z rąk w samej końcówce. Na szczęście tym razem się tak nie stało, a wygraną przypieczętował dwoma celnymi rzutami wolnymi najskuteczniejszy w tym meczu gracz Startu Nick Kellogg.

W kolejnym spotkaniu Start zmierzy się 21 listopada u siebie z drużyną King Wilki Morskie.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU

Śląsk Wrocław 68

Start Lublin 75

Kwarty: 17:14, 17:20, 15:21, 19:20.

Śląsk: Kowalenko 14, Heath 8, Jankowski 6 (1), Chanas 3 (1), Sutton 2 oraz Smith 17 (1), Jarmakowicz 11 (1), Madden 6, Kulon 1.

Start: Kelloogg 20, Czumakow 10, Małecki 5, Poole 5, Salamonik 5 oraz Grzeliński 18 (1), Jackson 5, Trojan 5, Ciechociński 2, Czujkowski.