Orlen Wisła Płock - Besiktas. Nafciarze z nową kartą

- Nieważne, czy wygramy dziewięcioma golami, czy zwycięską bramkę rzucimy w końcówce meczu. Najważniejsze jest zwycięstwo - podkreśla bramkarz Orlen Wisły Płock Rodrigo Corrales. W sobotę nafciarze w ramach Ligi Mistrzów podejmą turecki Besiktas Stambuł (godz. 16).

Liga Mistrzów wraca do Płocka po przerwie przeznaczonej dla reprezentacji narodowych. Z płockiego zespołu na zgrupowaniach przebywało 13 zawodników, wśród nich wychowanek Wisły, kołowy Mateusz Piechowski, który został powołany do kadry B przez trenerów Marcina Lijewskiego i Damiana Wleklaka. Prowadzona przez nich młoda reprezentacja wzięła udział w bardzo silnie obsadzonym turnieju z Danią, Hiszpanią i Norwegią. - Przegraliśmy tylko z Danią [20:29- red], sami nie wiemy, co się stało, być może jakieś rozluźnienie - opowiada Piechowski. - W pozostałych meczach wszystko funkcjonowało dobrze [kadra Polski B wygrała z Norwegią 25:24 i Hiszpanią 23:21]. W kadrze jest wielu perspektywicznych zawodników, mamy szansę się w niej rozwijać.

W poniedziałek wszyscy kadrowicze wrócili do Płocka, a już w środę zagrali we Wrocławiu ze Śląskiem. Płocczanie zwyciężyli (36:25), ale o pierwszej połowie z pewnością chcieliby jak najszybciej zapomnieć. - Zagraliśmy słabo, musieliśmy gonić wynik. Być może zabrakło trochę motywacji, ale najważniejsze, że zdołaliśmy się podnieść w drugiej części gry i odnieść przekonujące zwycięstwo - dodaje hiszpański bramkarz Orlen Wisły.

- W pierwszej połowie wyglądało to tak, jakbyśmy zapomnieli, jak się gra w piłkę ręczną - ocenia Mateusz Piechowski. - Mimo że do przerwy był remis, to jednak nie byliśmy z niego zadowoleni. Po przerwie chcieliśmy pokazać, że to był tylko wypadek przy pracy. Trener w przerwie kazał nam ochłonąć, a potem dał kilka wskazówek. Powiedział, że musimy zagrać na swoim poziomie. I tak zrobiliśmy. Po ciężkiej pracy wygraliśmy z dużą przewagą.

W sobotę nafciarze wznawiają rozgrywki w Lidze Mistrzów. Przed własną publicznością zmierzą się z tureckim Besiktasem Stambuł (godz. 16, transmisja w Canal+ Sport rozpocznie się pół godziny wcześniej).

W poprzednim sezonie Orlen Wisła pokonała Turków różnicą aż dziewięciu bramek (28:19). - Teraz to drużyna inna niż w poprzednim sezonie, bardziej waleczna, dosyć mocno bije w obronie - zauważa Piechowski. - Liga Mistrzów rządzi się swoimi prawami w tym sezonie, każdy może wygrać z każdym. Z takim nastawieniem wyjdziemy w sobotę na parkiet, z takim nastawieniem przyjedzie do Płocka nasz rywal, dlatego wynik jest sprawą otwartą. Mam nadzieję, że po serii porażek w Lidze Mistrzów, w sobotę przed własną publicznością pokażemy, że możemy grać na najwyższym poziomie. Musimy ten mecz wygrać.

Czy taki wynik jak w poprzednim sezonie jest możliwy? - Oczywiście, że tak, a nawet jeszcze wyższy - mówi Mateusz Piechowski. - Najważniejsze jest jednak zwycięstwo. Chcemy się podbudować po ostatnich porażkach. Mam nadzieję, że uda nam się to już w sobotę. Podchodzimy do meczu z nową kartą, trzeba ją zapisać najlepiej jak potrafimy.

Więcej o: