Po właściwych stronach Błoń. Szampany do lodówki!

Przy ul. Kałuży dawno nie było tak dobrze, przy ul. Reymonta tylko raz było gorzej. Wisła Kraków zdobyła tylko punkt mniej od Cracovii, ale wszystko zależy od punktu widzenia. Piłkarze lubią mówić, że ?wyciągną wnioski?, więc zrobiliśmy to za nich. Półmetek sezonu zasadniczego za nami.

Facebook?  | A może Twitter? 

Nikt się już nie śmieje

Przy ul. Kałuży nowość. 15 kolejek minęło, a Cracovia na niemal wszystkich rywali patrzy z góry. Ma 24 punkty, jest na podium ekstraklasy, a kiedy ktoś powie, że ma szansę na grę w europejskich pucharach, ktoś inny nie podśmiewa się pod nosem. Do niedawna tak było - kiedy prezes Janusz Filipiak albo trener Wojciech Stawowy wypalili o planach ataku na Ligę Mistrzów, kibice parskali śmiechem, zamiast wypinać dumnie pierś i w tej pozie czekać na spektakularne sukcesy.

Sukcesu jeszcze odtrąbić nie można, ale coraz lepszą atmosferę wokół klubu czuć i widać gołym okiem. Piłkarze Jacka Zielińskiego zaczynali sezon pod presją i z apetytami rozbudzonymi jak nigdy. Przed derbami z Wisłą kibicowi nie podchodził ze strachu żołądek do gardła, a zamiast tego pojawiał się dreszczyk pozytywnych emocji.

Fani liczyli, że ich drużyna nareszcie będzie dawała więcej powodów do dumy niż wstydu, i się nie przeliczyli. Cracovia w końcu pożegnała koszmary z poprzednich sezonów, w których obijała się o dno ligi.

Zmiana w tabeli jest bardzo dobrze widoczna. Zdarza się czasem, że statystyki zakłamują rzeczywistość, ale tym razem liczby mówią dużo, jeśli nie wszystko. Sprawdziliśmy: Cracovia w ostatnich latach na półmetku sezonu ani razu nie miała więc punktów niż teraz (24), ani razu nie wygrała więcej meczów (siedem), ani razu nawet nie strzeliła więcej bramek (29) i nie zajmowała wyższego miejsca.

Choć nic nie wskazuje, by miała wydarzyć się katastrofa (w tych okolicznościach byłby nią brak awansu do grupy mistrzowskiej), to szampanów zdecydowanie otwierać nie wypada. Cracovia jest na podium, ale od dziewiątego miejsca dzieli ją tylko pięć punktów. W teorii wystarczą dwie kolejki, by spadła do dolnej części tabeli.

Dobrą lekcję dał sezon 2013/14: wtedy drużyna prowadzona przez Wojciecha Stawowego po 15 meczach miała tylko punkt mniej niż obecna, a eksperci nieśmiało widzieli ją uprzykrzającą życie faworytom. Wtedy wszystko skończyło się fiaskiem. Był głośny konflikt trenera z prezesem, w końcu zmiana szkoleniowca, nerwowa gra o utrzymanie, i na koniec miejsce tuż nad strefą spadkową. Niech szampany mrożą się jeszcze co najmniej pół roku.

*Cracovia grała w I lidze

Tak kolorowo nie jest przy Reymonta

Przed sezonem od Wisły nikt nie spodziewał się cudów. Dominowały raczej obawy, bo zespół opuścił Semir Stilić, czyli najważniejszy piłkarz. Jego odejście było zresztą symbolem kłopotów, z jakimi od kilku lat zmaga się klub. Kiedyś najlepsi gracze opuszczali Kraków za kilka milionów euro i lądowali w Hiszpanii, Niemczech czy Francji. Latem Stilić odszedł za darmo i wyjechał na Cypr, bo przy Reymonta nie dostał podwyżki.

Runda upłynęła Wiśle pod znakiem przegrywanych procesów i zawirowań związanych ze zmianą właściciela. Ruszyła w sezon z ujemnym punktem za długi, później Bogusław Cupiał nie oddał jej Towarzystwu Sportowemu, ostatnio chce ją podobno przejąć Andrzej Kuchar. Na razie pozostaje jednak na garnuszku Cupiała i musi spłacać Cwetana Genkowa i Franciszka Smudę - w sumie domagają się ok. 2,5 miliona złotych.

Lepiej było na boisku. Kiedy do siatki trafiał Paweł Brożek i odpowiednio wysoko skakał Wilde-Donald Guerrier, Wisła potrafiła zachwycić. Wygrana z Lechem, kanonady w Bielsku-Białej i Białymstoku przypominały dawny blask. Eksperci chwalili styl drużyny, która pod bramkę przedostawała się po akcjach utkanych z dziesiątek podań. - To krakowska piłka, wyniki muszą przyjść - powtarzano jak mantrę.

- Wisła jest jak Real Madryt. Atak pozycyjny jest trudny, ale powinniśmy tak grać - podkreślał trener Kazimierz Moskal.

Efekt? Jego piłkarze aż w 10 z 15 meczów byli przy piłce częściej niż rywale, więcej goli od nich zdobyli tylko gracze Legii i Cracovii.

Za to wszystko można krakowianom przyklasnąć. Ale - choć to banał - na końcu liczą się punkty. A tych Wisła uzbierała 22. W ostatnich 10 latach po 15 meczach tylko raz miała mniej "oczek" na koncie - w sezonie 2012/2013, który skończyła na siódmym miejscu. I choć przegrywa najrzadziej w ekstraklasie, to wciąż najczęściej remisuje. A zwycięża głównie z drużynami z dołu tabeli - wszystkie, które pokonała, zajmują miejsca w dolnej połówce.

Gdyby Wisła rzeczywiście była Realem, trwałoby w niej właśnie polowanie na czarownice, Moskal dawno pożegnałby się z posadą, a prezes klubu szykowałby pieniądze na zimowe wzmocnienia. Rekordowych transferów w Krakowie nikt się nie spodziewa, a nad trenerem wisi miecz Damoklesa.

Ostatnio o wypowiedzeniu dla Moskala słychać mniej. Wisła w Lubinie zagrała jeden z najsłabszych meczów sezonu, ale przywiozła trzy punkty. Takimi meczami wygrywa się awans do grupy mistrzowskiej. O ambitniejszych celach przy Reymonta na razie nie mają co myśleć.

Cracovia

Piłkarz jesieni: Mateusz Cetnarski. Motor napędowy. Sześć goli i cztery asysty.

Rozczarowanie jesieni: Marcin Budziński. Spodziewaliśmy się po nim dużo, dużo więcej.

Wisła

Piłkarz jesieni: Radosław Cierzniak. Ściągnięty w trybie awaryjnym okazał się zaporą trudną do pokonania. Wisła straciła tylko 13 goli.

Rozczarowanie jesieni: Tomasz Cywka. Zaczął z wysokiego C, a potem tylko fałszował.

Więcej o: