GKS Katowice - Zawisza Bydgoszcz 1:0. Zespół Jerzego Brzęczka coraz bliżej czołówki

W meczu GKS-u Katowice z Zawiszą Bydgoszcz z boiska wiało nudą, ale gospodarze osiągnęli swój cel. Katowiczanie kontynuują serię bez porażki, która teraz wynosi już siedem spotkań.
Bartosz Iwan
GRZEGORZ CELEJEWSKI

Kiedy GKS Katowice wróci do ekstraklasy? Podyskutuj na Facebooku >>

- W tym roku marginesu błędu już nie mamy. Wyczerpaliśmy go wcześniej - mówił przed meczem Grzegorz Goncerz, jasno wskazując, że celem GieKSy jest zima spędzona w czołówce tabeli. Tej samej czołówce, z której ostatnio - zbierając w czterech meczach ledwie trzy punkty - wypadł Zawisza. Dla jednych i drugich sobotni pojedynek był więc idealną okazją, by wysłać sygnał pod tytułem: "Gdy wyliczacie nazwy kandydatów do awansu, to nie zapominajcie o nas!".

Od pierwszej minuty jednak trudno było oprzeć się wrażeniu, że goście z tej możliwości skorzystać nie chcą. Ekipa Macieja Bartoszka grała wolno i bez pomysłu. Na dodatek w 17. minucie nadziała się na bardzo dobrą akcję gospodarzy. Do bramki trafił Bartosz Iwan, choć kawał roboty wykonał Goncerz, który wziął "na plecy" rywala i idealnie wyłożył piłkę koledze.

Gdyby w tym momencie ktoś zrobił sobie przerwę od śledzenia spotkania (rozgrywanego bez udziału publiczności, ale transmitowanego przez klubową telewizję w internecie), z pierwszej połowy nie straciłby praktycznie nic. Zmiana wyniku nie wchodziła w grę, bo dobrych sytuacji nie potrafili sobie stworzyć ani jedni, ani drudzy. Różnica polegała tylko na tym, że momentami GKS rozgrywał piłkę ładnie dla oka, a Zawisza miał problem z rozgrywaniem jej w jakikolwiek sposób. Ostatnim, co można było zrobić w przerwie, to znaleźć w grze zespołu z Bydgoszczy pozytywy.

Początek drugiej odsłony dał jednak przyjezdnym nadzieję na to, że ten mecz może wyglądać inaczej. Poczynająca sobie wcześniej niemal bezbłędnie obrona GieKSy popełniła błąd, który na dogodną pozycję wyprowadził Sylwestra Patejuka. Ten uderzył kąśliwie, ale Mateusz Kuchta dał sobie radę.

Szybko jednak okazało się, że to były jedynie miłe złego początki, bo zaraz potem wszystko wróciło do normy. Innymi słowy - nuda. W 62. minucie wydawało się co prawda, że przerwać może ją rezerwowy Jakub Łukowski, ale - będąc w niezłym położeniu - uderzył wyraźnie obok bramki.

Z oczekiwania na coś ciekawego zrobiła się... końcówka spotkania. Wtedy wreszcie nastąpił przełom, bo niewiele brakowało, by Goncerz umieścił piłkę w siatce po strzale głową. Chwilę później w centrum uwagi znalazł się natomiast Wasil Panajotow, który... za drugą żółtą kartkę wyleciał z boiska.

Katowiczanie kontynuują serię bez porażki, która teraz wynosi już siedem spotkań. Co więcej, cztery ostatnie zagrali na "zero z tyłu".

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>

Więcej o: