Cracovia - Śląsk Wrocław. Czapki z głów

Cracovia w tydzień z bezradnej drużyny zmieniła się w maszynę do zdobywania goli. U siebie rozbiła Śląsk Wrocław 4:1!

Facebook?  | A może Twitter? 

Widok tańczących na środku boiska piłkarzy Cracovii przy ul. Kałuży to ostatnio standard. Tym razem plan był prosty: zagrać jak zwykle, wygrać po raz czwarty z rzędu u siebie i udowodnić, że słaba gra sprzed tygodnia była zwykłym wypadkiem przy pracy. - Chcemy pokazać, że właściwie zareagowaliśmy na to, co wydarzyło się w Łęcznej - wyrecytował przed meczem Jacek Zieliński, trener Cracovii.

Trener był wierny zasadzie, którą zazwyczaj się kieruje, i po porażce sprzed siedmiu dniu wprowadził małe korekty do składu. Do łask wrócił Deleu, a zagrać nie mógł Hubert Wołąkiewicz. Zieliński wstawił go do składu, ale tuż przed meczem stoper doznał urazu, więc na boisko wybiegł Bartosz Rymaniak.

Po raz pierwszy od połowy września do wyjściowej jedenastki trafił przede wszystkim Marcin Budziński. Były czasy, kiedy 25-letni pomocnik nie musiał się martwić, czy zagra, ale to się zmieniło. Tym razem na ławce usiadł Miroslav Covilo, a ofensywna obsada środka pola dawała nadzieję na efektowną grę gospodarzy.

I nie były to oczekiwania na wyrost, bo już po kwadransie było wiadomo, że z formą Cracovii znów jest wszystko w porządku. A nawet lepiej! Jeden z kibiców krzyknął "Ole!", kiedy Bartosz Kapustka posłał piłkę między nogami rywala, a inny rozłożył dumnie ręce, gdy Marcin Budziński popisał się tzw. ruletą. Nie była to sztuka dla sztuki, tylko dodatek do szybkiej i przemyślanej gry.

Krakowianie znów dochodzili do sytuacji z taką łatwością, jakby to był trening. "Jeszcze siedem!" - słychać było z trybun, kiedy gola na 3:0 zdobył Cetnarski. Zaraz po tym, jak wykorzystał sytuację sam na sam, pobiegł podziękować Damianowi Dąbrowskiemu za znakomitą asystę.

Gospodarze strzelali na wszystkie możliwe sposoby - po szybkim ataku skrzydłem, po strzale zza pola karnego, po dośrodkowaniu. Najpierw po centrze z rzutu rożnego piłka odbiła się od głowy Piotra Polczaka, a zaraz trafiła wprost w czekającego przed linią bramkową Erika Jendriszka.

Słowak zrobił swoje, a zaraz wykonanie zadania mógł zameldować drugi z napastników. Po składnej akcji Bartosz Kapustka wycofał piłkę do Denissa Rakelsa, który tylko na to czekał. Potem w roli głównej znów był Jendriszek, który nie zmarnował kontrataku, i zaraz z rozłożonymi rękoma świętował kolejnego gola.

Gdyby nie Mariusz Pawełek, bramkarz Śląska, na początku drugiej połowy Cracovia zdobyłaby kolejne gole, a zamiast tego do siatki trafił Michał Bartkowiak. To na chwilę przywróciło wiarę gościom i dodało im skrzydeł. Obrońcy gospodarzy co chwilę się gubili, a rywale strzelali z groźnych pozycji.

Ale to ostatecznie zmieniło niewiele - drużyna Jacka Zielińskiego na półmetku sezonu zasadniczego ma aż 24 punkty i jest na podium ekstraklasy.

Cracovia - Śląsk Wrocław 4:1 (4:0)

Bramki: Jendriszek (10., 41.), Rakels (15.), Cetnarski (37.) - Bartkowiak (52.)

Cracovia: Sandomierski - Deleu, Polczak, Rymaniak, Jaroszyński Ż - Dąbrowski Ż - Budziński (62. Covilo), Rakels, Cetnarski, Kapustka (68. Zjawiński) - Jendriszek (84. Wdowiak)

Śląsk: Pawełek - Zieliński, Celeban, Pawelec, Dudu - Hołota, Kokoszka (46. Biliński) - Gecow, Grajciar (46. Bartkowiak), Paixao - Dankowski Ż (73. Ostrowski)

Więcej o: