MKS Będzin. Tomasz Wasilkowski, trener MKS-u Będzin: Nadgryźć jak najmocniej [WYWIAD]

- Przerwa bez ligi i przygotowań do sezonu, to największa bolączka większości polskich graczy. Trzy, cztery miesiące bezczynności powodują, że potem muszą na nowo wdrażać się do treningu. Wiele przez to tracą - mówi przed startem PlusLigi Tomasz Wasilkowski, trener MKS-u Będzin.

Facebook?  | A może Twitter? 

Po ponad pół roku przerwy do gry wraca liga mistrzów świata. Nasz region będzie miał w PlusLidze trzech reprezentantów: Jastrzębski Węgiel, BBTS Bielsko-Biała i MKS Będzin. W sobotę dojdzie do pierwszych derbów i starcia MKS-u z Jastrzębskim (godz. 14.45).

Wojciech Todur: Zaraz po podpisaniu kontraktu powiedział pan - "Drużyna przede wszystkim". No więc udało się już panu zbudować tę drużynę?

Tomasz Wasilkowski: Mam nadzieję. Chociaż nie mam też wątpliwości, że ten zespół będzie budował się z tygodnia na tydzień w trakcie trwania rozgrywek. Gdy przyszedłem do klubu, to tak naprawdę nie znałem środowiska, w które wchodziłem. Ludzi, z którymi będę współpracował. Po trzech miesiącach pracy jest już o to łatwiej. Mamy solidnych zawodników, ale nie mamy gwiazd. Dlatego naszą siłą musi być kolektyw. Musimy być ze sobą na dobre i na złe. Wtedy damy sobie szanse na zwycięstwa.

Mimo straty sponsora tytularnego, czyli firmy Banimex, mam wrażenie, że udało wam się zbudować skład silniejszy od tego z minionego sezonu.

- Trudno to ocenić. Na pewno zespół jest inny. Młodszy, a przez to bardziej głodny zwycięstw i nowych doświadczeń. Wierzę w tych chłopaków.

A propos siatkarzy: w ostatnich latach pracował pan jednak przede wszystkim z kobietami. To problem - przestawić się?

- Kiedyś powiedziałem sobie, że nie dam się zaszufladkować. Nie jestem trenerem kobiet czy mężczyzn. Jestem po prostu trenerem. Zawsze patrzę na cel jaki sobie stawiam przez pryzmat ludzi, z którymi przyjdzie mi pracować. To jest najważniejsze. Płeć nie ma tu nic do rzeczy.

Pochodzi pan z Sosnowca. Pamięta pan jeszcze mecze starego Płomienia w hali w Milowicach?

- Nie. Zacząłem się interesować siatkówką, gdy Płomień, a właściwie Płomień-Kazimierz, grał już w hali na Żeromskiego. Pamiętam rok 1996 i mistrzostwo Polski wywalczone przez zespół trenera Andrzeja Urbańskiego. Pamiętam też rzecz jasna kolejne drużyny i siatkarzy. Chociażby Michala Masnego, którego spotkałem w tym tygodniu podczas nagrywania telewizyjnego programu. Bardzo cenię tego zawodnika. Kiedyś trzymałem za niego kciuki, gdy grał w Sosnowcu, a teraz staniemy po dwóch stronach barykady [Masny jest rozgrywającym JW - przyp. red.].

MKS kolejny sezon będzie rozgrywał w hali w Sosnowcu, a to dla mnie dodatkowe emocje. Na trybunach na pewno pojawi się bowiem sporo moich znajomych, rodzina. Zależy mi na tym, żeby mieszkańcy Zagłębia Dąbrowskiego byli dumni z naszej drużyny.

Przeszkadza panu, że jesteście rozdarci między Sosnowcem a Będzinem?

- Rzeczywiście trenujemy w hali na Żeromskiego, ale również i w Łagiszy. Czy to przeszkadza? Gdy podejmowałem się tej pracy, to spytałem, czy można temu szybko zaradzić. Usłyszałem, że "nie". Uważam więc, że jeżeli nie możemy czegoś zmienić, to nie możemy też na to narzekać. Grajmy!

W jakim składzie na Jastrzębski Węgiel? Czy australijski rozgrywający Harrison Peacock jest wciąż poza meczową kadrą?

- Niestety tak. Pracuje indywidualnie. Jest w trakcie rehabilitacji po skręceniu stawu skokowego. Potrzebuje jeszcze trzech, czterech tygodni spokojnej pracy. To będzie dla nas bardzo ważny gracz. Dużo widział, dużo doświadczył. Ma otwartą głowę. Nie było go przez większość naszych przygotowań, dlatego to on będzie musiał poznać i zaakceptować nasz system gry, a nie odwrotnie.

Cieszę się, że spędził ostatnie miesiące na pracy z reprezentacją kraju. Przerwa bez ligi i przygotowań do sezonu jest największa bolączka większości polskich graczy. Trzy, cztery miesiące bezczynności powodują, że potem muszą na nowo wdrażać się do treningu. Wiele przez to tracą.

Na początek zagracie z Jastrzębskim Węglem, który też przeszedł prawdziwą rewolucję. Mówi się, że są słabsi, ale czy słabi?

- Na pewno nie. Co ciekawe, wiele mówi się o problemach Jastrzębskiego Węgla, a zapomina o tym, że nam wciąż do nich daleko. Biją nas pod względem wysokości budżetu, organizacji klubu, że nie wspomnę o tradycji i sukcesach.

Owszem, wiele się tam zmieniło, ale wciąż są mocni. W przedsezonowych sparingach nie odstawali od drużyn, które będą biły się o medale. Dlatego nie mam wątpliwości, że to nasz rywal jest zdecydowany faworytem sobotniego meczu. My jednak postaramy się nadgryźć go najmocniej, jak się da.

Więcej o: