Świetny start Chemika Police i fotel lidera w Lidze Mistrzyń

Agel Prostejov miał być zespołem groźnym, silniejszym niż w poprzednim sezonie. Okazało się, że Chemik Police nie pozwolił mu się rozgrzać w Szczecinie i Agel wyjechał z bolesną porażką (0:3).

Chemik znał już wynik 1. spotkania w swojej grupie i wiedział, że... zakończyło się niespodzianką. Eczacibasi Stambuł przegrało u siebie z Pomi Casalmaggiore 2:3 (11:15 w tie-breaku). Gdy Włoszki pokonują Turczynki, to nie jest to niespodzianką, ale jak obrońca trofeum Ligi Mistrzyń z wiosny 2015 przegrywa na swoim parkiecie - owszem, tak. Chemik chciał więc... właściwie odpowiedzieć.

Przystąpił do spotkania z Agelem z Anną Werblińską i Pauliną Maj-Erwardt w wyjściowym ustawieniu. Przyjmująca i libero reprezentowały Polskę na niedawnych ME (Werblińska zakończyła tamten turniej nawet z urazem), więc w klubie stopniowo były wprowadzane do gry. Ale zagrały w sobotę w Muszynie, gdzie policzanki gładko wygrały 3:0. Ich występ w środę był jedynym znakiem zapytania przed spotkaniem, bo o ile na przyjęciu, rozegraniu oraz na pozycji libero konkurencja w zespole jest dość duża, to Madelaynne Montano jest niekwestionowaną liderką w ataku, a Agnieszka Bednarek-Kasza oraz Stefana Veljković rządzą na środku siatki. To trzy pewniaczki w składzie trenera Giuseppe Cuccariniego.

Wybór Giuseppe Cuccariniego był dobry. Zespół od początku spotkania miał zdecydowaną przewagę. Nie chciał dać się zaskoczyć, jak w styczniowym meczu z Czeszkami w Lidze Mistrzyń. Mało kto stawiał na Agel, a Czeszki potrafiły wygrać w Szczecinie 3:2. Wtedy jednak policzanki grały już bez większej presji, bo wyjście z grupy miały zapewnione. A awans z 1. miejsca tak rozbudził apetyty klubowych działaczy na sukces w Europie, że ci błyskawicznie przyjęli ofertę organizacji Final Four. Organizacyjnie poradzili sobie, ale sportowo zespół zawiódł, bo w dwóch meczach nie ugrał nawet seta. Teraz FF znów jest celem, ale Chemik ma tam dotrzeć po udanych bojach w grupie i fazie pucharowej. Z mistrzem Czech miał postawić pierwszy krok.

I postawił. Mecz nie miał emocji, bo policzanki od początku lepiej przyjmowały, co dawało Joannie Wołosz możliwość różnych rozegrań. I choć do połowy drugiego seta Madelaynne Montano nie była skuteczna, to Kolumbijkę wyręczały Anna Werblińska i Helena Havelkova. Swoje punkty zdobywały środkowe oraz Czeszki, które seryjnie popełniały błędy. Przewaga była tak duża, że włoski szkoleniowiec nawet nie złościł się na pojedyncze błędy swoich podopiecznych. Na zmiany się jednak nie zdecydował (jest z tego znany), bo teraz jego drużyna potrzebuje zgrania.

Od drugiego seta dużo było uśmiechu, żartów po stronie naszego zespołu, ale ten mecz ani przez chwilę nie był zagrożony. Dobrze też bawiła się publiczność, choć... spotkanie oglądało tylko ok. dwóch tysięcy widzów. Więcej będzie na kolejnych występach z bardziej markowymi przeciwnikami z Włoch i Turcji. Na razie rekord frekwencji z meczu z Dynamem Kazań (4,5 tys. widzów) jest niezagrożony.