Trener koszykarek z Olsztyna leci do Marcina Gortata

Tomasz Sztąberski, założyciel i trener w klubie KKS Olsztyn, w listopadzie razem z rodziną odwiedzi w USA najsłynniejszego polskiego koszykarza. - Wyjazd wywalczyła nasza córka podczas jednego z obozów Marcina Gortata - mówi szkoleniowiec.

Marcin Gortat, który z powodzeniem występuje na parkietach najsilniejszej ligi świata NBA, w przerwie między rozgrywkami tradycyjnie odwiedza Polskę. W tym roku specjalnie z myślą o młodzieży zorganizował cztery obozy szkoleniowe, w tym jeden w Nidzicy. To właśnie tam po raz pierwszy dostrzeżony został talent Marty Sztąberskiej, córki Alicji i Tomasza, którzy od lat z powodzeniem prowadzą żeński klub koszykarski KKS Olsztyn.

Rozmowa z Tomaszem Sztąberskim, trenerem KKS Olsztyn

Mateusz Lewandowski: W tym tygodniu prowadzony przez pana KKS, dzień po dniu, rozegra dwa mecze na zapleczu ekstraklasy. Najpierw z Uniwersytetem Warszawskim, potem z AZS Lublin. Ma to związek z wylotem do USA?

Tomasz Sztąberski: Nasza córka najpierw została uznana najlepszą zawodniczką podczas obozu Marcina Gortata w Nidzicy, a następnie, podczas finałowego meczu organizowanego w Krakowie, zajęła drugie miejsce. Dlatego w połowie listopada w nagrodę poleci do USA, a ja z żoną będziemy jej towarzyszyli [wyjazd rodziców pokrywany jest z własnej kieszeni - red.]. Z drugiej strony o przełożenie ligowego spotkania z Uniwersytetem Warszawskim poprosił nas Maciej Gordon, który jednocześnie jest trenerem zespołu ze stolicy i reprezentacji Polski do lat 14. W pierwotnym terminie, w jakim miał się odbyć mecz [14 listopada - red.], odbędzie się zgrupowanie kadry narodowej.

Wracając do występów w lidze. Przed tygodniem pokonaliście Uniwersytet Gdański 64:49, choć przyzna pan, że styl waszej gry pozostawiał wiele do życzenia...

- Wolę takie zwycięstwa niż porażki w pięknym stylu. Szwankuje wciąż nasza skuteczność, która w tym spotkaniu nie była nawet na poziomie pierwszej ligi. Nasz zespół był jednak lepiej przygotowany kondycyjnie i przeciwnik osłabł w drugiej połowie meczu. Dla nas najważniejsze są kolejne punkty, które dopisaliśmy do tabeli.

Sezon rozpoczęliście niezbyt udanie, bo od dwóch porażek z rzędu. Może być podobnie jak w poprzednim roku, kiedy do ostatniej kolejki walczyliście o utrzymanie?

- Kontuzje odniesione przez nasze koszykarki w tamtym sezonie spowodowały, że walczyliśmy o byt. Teraz odnieśliśmy dwa zwycięstwa, ale nie zamierzamy popadać w hurraoptymizm. Ta liga jest bardziej nieprzewidywalna niż w latach ubiegłych.

Teraz o sile KKS wydają się stanowić dwie zawodniczki, Alicja Minczewska i Joanna Markiewicz. Nie martwi pana małe doświadczenie ligowe pozostałych dziewcząt?

- My nie jesteśmy zespołem, w którym ze względów szkoleniowych każda zawodniczka powinna zagrać po 20 minut. W każdej drużynie są liderki, które decydują o wyniku, i tak też jest u nas. Co więcej, uważam, że mamy bardziej wyrównany skład niż jeszcze przed rokiem. Mogę nim rotować, lecz nie robię tego celowo, ponieważ kilka razy obróciło się to przeciwko nam. Na ławkę rezerwowych wędrują te koszykarki, które podczas meczu zaczynają oddychać rękawami lub im nie idzie.

Wiele osób zastanawia się, jak wam udaje się prowadzić zespół na zapleczu ekstraklasy, nie mając sponsora strategicznego a jedynie wsparcie od samorządów?

- I tak jest lepiej niż w latach ubiegłych. Z drugiej strony prawdziwe kłopoty zaczną się w styczniu oraz lutym, kiedy będziemy musieli czekać na dotacje z Urzędu Miasta oraz Urzędu Marszałkowskiego. Z całą pewnością będziemy mieli zaległości wobec osób trzecich, ale te podmioty wiedzą o naszej sytuacji i zachowują wyrozumiałość.

Pierwszoligowe zawodniczki KKS otrzymują jakiekolwiek pieniądze za grę w klubie?

- Do grudnia będą one otrzymywać pieniądze ze stypendiów przyznawanych przez Urząd Miasta. Po tym czasie będziemy wnioskować o ich odnowienie, ponieważ obowiązują one przez pół roku. Prawdopodobnie tak jak i klub, dziewczyny nie dostaną pieniędzy ani w styczniu, ani w lutym. Wyrównanie przyjdzie dopiero w marcu. Ja cieszę się, że od tego roku miasto przychyliło się do mojej prośby i przyznaje mi pulę pieniędzy, którą ja rozdzielam pomiędzy zawodniczki.

Ciężko jest zatrzymać najlepsze koszykarki w Olsztynie? Grając dla innych miast, mogłyby liczyć na wyższe wynagrodzenie.

- Jeśli chodzi o nasze wychowanki, które zaczynają, uczęszczając jeszcze do gimnazjum, to jedynie Alicja Minczewska w występowała w barwach zespołu z Aleksandrowa Łódzkiego [w sezonie 2013/2014 - red.]. W głównej mierze z KKS-u odchodzą te dziewczyny, które wcześniej sami tutaj ściągnęliśmy. Wyjątkiem jest Aneta Burandt, która trzeci rok gra z nami. Trzeba pamiętać, że zawodniczki, które przenoszą się do Olsztyna, powinny być wzmocnieniem, a nie uzupełnieniem naszego składu.

Biorąc pod uwagę budżet czy sytuację kadrową KKS-u, jesteście skazani na wieczną grę o utrzymanie i nic więcej?

- Gdyby na moim miejscu był ktoś inny i zobaczył, w jakich warunkach pracujemy, to zespół grałby najwyżej w drugiej lidze. Zdajemy sobie sprawę, że więcej pieniędzy z miasta nie otrzymamy. Cieszymy się z tego, co mamy. Jeśli wciąż chcemy grać na tym poziomie rozgrywkowym, to musimy do maksimum oszczędzać nasze wydatki związane z meczami wyjazdowymi. Dziewczyny doskonale to rozumieją, dlatego podczas takich podróży mają ze sobą torby pełne jedzenia.

Najbliższe mecze z AZS UW odbędą się w piątek (godz. 17.30) oraz w sobotę AZS-em UMCS II Lublin (15) w hali OSiR-u przy ul. Głowackiego. Wstęp wolny.

Więcej o sporcie z Warmii i Mazur czytaj na olsztyn.sport.pl .

Więcej o: