Zagłębie Lubin - Lech Poznań. "Kolejorz" gra o półfinał Pucharu Polski

Po zwycięstwach nad Fiorentiną i Legią Warszawa piłkarze Lecha Poznań jadą do Lubina, gdzie zagrali jeden z najgorszych meczów w sezonie. Teraz zagrają z Zagłębiem w pierwszym meczu ćwierćfinału Pucharu Polski.

Kiedy w ekstraklasie Lech Poznań kroczył od porażki do remisu, musiał zmierzyć się miesiąc temu z Ruchem Chorzów w Pucharze Polski. Awansował, bo wygrał 1:0 po straszliwych męczarniach. Nie brakowało wówczas opinii, że na szczęście w kolejnej rundzie rozgrywane będą już mecz i rewanż, bo szansa na to, że lechici pokonają kolejną pucharową przeszkodę wydawała się wówczas znikoma. A przecież to właśnie Puchar Polski jest teraz dla Kolejorza jedyną szansą na to, by w przyszłym sezonie zagrać w Europie.

Teraz zespół Jana Urbana wygrał we Florencji i Warszawie. Kibice mówią: "niesłychane!". Trener Lecha Poznań odpowiada: - Niesłychane to było pięć bramek Roberta Lewandowskiego przeciwko Wolfsburgowi.

W przypływie optymizmu nie brakuje pewnie opinii, że gdyby o awansie miał decydować jeden mecz, to i w Lubinie lechici poradziliby sobie. Nie zważając nawet na to, że w połowie sierpnia przegrali tam w lidze 1:2 po jednym ze swoich najgorszych występów w tym sezonie.

Teraz z Zagłębiem trzeba rozegrać dwa mecze - pierwszy w środę, a rewanż 19 listopada przy Bułgarskiej. Drugie spotkanie zostanie rozegrane już po przerwie na mecze reprezentacyjne, a do niej lechici będą grali co trzy dni. Teraz na dodatek są w połowie serii czterech wyjazdowych pojedynków, bo po Florencji i Warszawie czekają ich dwie wyprawy na Dolny Śląsk - w środę do Lubina i w sobotę do Wrocławia na mecz ligowy ze Śląskiem. - Po wygranych spotkaniach człowiek szybciej się regeneruje i czuje mniej bólu - mówi obrońca Marcin Kamiński, a jego słowa pokazują, jak dużą rolę w sporcie odgrywa psychika i jakie cuda potrafi czynić jeden czy dwa wygrane mecze.

Mimo dwóch ostatnich zwycięstw nikt jednak nie odtrąbił końca kryzysu w Kolejorzu. Piłkarze uspokajają i mówią, że potrzebują jeszcze kilku takich małych sukcesów, by odzyskać równowagę. Dlatego też nikt z lechitów nie zapowiada, że teraz rozniosą Zagłębie. - Byłoby fajnie, gdybyśmy strzelili w Lubinie gola lub dwa - mówi Jasmin Burić, co pokazuje, że Lech chce spotkanie z Zagłębiem co najmniej przetrwać, a awans przypieczętować dopiero w rewanżu.

W pierwszy meczu ćwierćfinału Pucharu Polski szansę dostaną pewnie ci, którzy wykorzystali ją we Florencji - Dariusz Dudka czy Tomasz Kędziora. A także ci, którzy wciąż muszą coś udowodnić, czyli David Holman oraz Denis Thomalla.

Wygraną Lecha przy Łazienkowskiej oglądał z trybun stadionu Legii trener lubinian Piotr Stokowiec. Jego drużyna radzi sobie w ekstraklasie bardzo przyzwoicie: zajmuje ósme miejsce, ma 18 pkt (dwa razy tyle co Lech), a jest przecież beniaminkiem.

Czy Zagłębie wzięłoby teraz w ciemno wynik z sierpnia i tamto 2:1 z Kolejorzem? - Trudno powiedzieć, bo to jednak stracony gol u siebie. Ale wygrana to wygrana - zastanawia się Konrad Forenc, bramkarz drużyny z Lubina i przyznaje, że poznaniacy to dla niego rywal zagadka: - Lech odżył i powinien być groźniejszy. Ciężko jednak powiedzieć dokładnie, czego się możemy spodziewać po nim w środę - mówi.

Początek spotkania o godz. 20.30. Transmisja w Polsacie Sport.

Więcej o: