Cracovia kruszyła i kruszyła mur Pogoni, aż w końcu go rozbiła

Piłkarze trenera Jacka Zielińskiego dali kolejny dowód, że w tym sezonie będą groźni dla najlepszych. Niepokonana do tej pory Pogoń Szczecin przy ul. Kałuży była bezradna. Przegrała 1:4.

Niedawno był mały kryzys, ale okazał się niegroźny. Co prawda przed tygodniem krakowianie przegrali w Warszawie z Legią, ale wstydu się nie najedli. A u siebie grają ostatnio jak z nut - najpierw strzelili pięć bramek Lechowi Poznań, a w sobotę cztery szczecinianom. - Z Pogonią było jeszcze lepiej niż z Lechem - uważa trener Zieliński.

Oczy bolały

Pogoń w Krakowie postawiła wysoki mur i długo wydawało się, że gospodarze nie są w stanie go przeskoczyć. Z wycofanymi rywalami męczyli się tak, że aż oczy bolały. - Na to nie da się patrzeć - rzucił jeden z kibiców, a Czesław Michniewicz, trener Pogoni, na konferencji prasowej musiał tłumaczyć, dlaczego jego piłkarze tak rzadko utrzymywali się przy piłce.

Faktycznie - momentami wydawało się, że w ogóle nie chcą jej mieć przy nodze, jakby nie była im do niczego potrzebna. Za to konsekwentnie wybijali ją spod nóg gospodarzy i robili wszystko, by odebrać im ochotę do gry.

- Radzę cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie mecz Arsenal - Bayern Monachium [drużyna z Londynu wygrała 2:0, choć przez większość meczu przewagę mieli Niemcy - przyp. red.]. Piłka nożna nie polega na jej posiadaniu. Cracovia po prostu była skuteczniejsza i zasłużenie wygrała - mówił szkoleniowiec Pogoni.

Drużyna trenera Zielińskiego chciała grać w piłkę, ale czasami nie miała pomysłu, co z nią zrobić. W pierwszej połowie nawet nie stworzyła dogodnej okazji, ale w drugiej mur postawiony przez gości z hukiem runął. Najpierw naruszyła go bramka Mateusza Cetnarskiego, a skruszyły kolejne.

Dwa gole padły po bliźniaczej akcji wypracowanej na treningach. Jakub Wójcicki, który tym razem zastąpił na prawej obronie Deleu, wbiegał w pole karne i wyłożył piłkę Denissowi Rakelsowi.

Pod dyktando

- Pokazaliśmy, że należymy do ścisłej czołówki. Zasłużyliśmy na te trzy punkty. Rywale chyba myśleli, że uda im się dowieźć bezbramkowy remis do końca. Po zdobyciu dwóch goli ten mecz toczył się już wyłącznie pod nasze dyktando - mówi Rakels.

Do siatki trafił też Marcin Budziński. Strzelił wprost w bramkarza Dawida Kudłę, który jednak przepuścił piłkę.

Minusy? Po raz dziewiąty z rzędu krakowianie stracili co najmniej jednego gola. Nie pomogły nawet roszady w obronie. W roli stopera tym razem zagrał Hubert Wołąkiewicz (Zieliński dotąd wystawiał go na boku defensywy), a nawet w 18-osobowej kadrze nie było Sretena Sretenovicia. Czy to kara za błędy w poprzednich spotkaniach?

- Po meczu z Legią był wręcz zdemolowany fizycznie oraz psychicznie. Lepiej, że z trybun na wszystko popatrzył i zjadł coś ciepłego w sektorze VIP-ów. A Wołąkiewicz? Na takiego Huberta czekałem. Długo to trwało, ale warto było czekać! - przekonuje trener Zieliński.

Rozczarowaniem była jedynie frekwencja. Cracovia przez kilka tygodni prowadziła akcję marketingową, która miała na celu przyciągnąć na trybuny co najmniej 10 tys. osób. Zachęty nie pomogły, bo pustych krzesełek było więcej, niż planowano - mecz na żywo zobaczyły 8133 osoby.

Bramki: Cetnarski (48.), Rakels (51., 61.), Budziński (71.) - Zwoliński (56.).

Cracovia: Sandomierski - Wójcicki, Wołąkiewicz, Polczak, Jaroszyński - Kapustka, Dąbrowski (68. Budziński), Covilo, Cetnarski, Rakels (83. Diabang) - Jendriszek (79. Wdowiak).

Pogoń: Kudła - Frączczak, Czerwiński, Fojut Ż, Lewandowski - Przybecki (46. Dwaliszwili), Murawski, Matras (65. Listkowski), Akahoshi, Murayama (52. Małecki Ż) - Zwoliński.