Ruch Chorzów - Śląsk Wrocław. Genialny strzał Stępińskiego na jubileusz Łukasza Surmy

Łukasz Surma rozegrał 500. mecz w lidze. Mariusz Stępiński ma w sobie coś z Roberta Lewandowskiego. To był udany wieczór na Cichej, który zakończył się wygraną Ruchu Chorzów ze Śląskiem Wrocław.

Mecz Ruchu ze Śląskiem przeszedł do historii, zanim się jeszcze zaczął. Było to bowiem spotkanie, w którym po raz pierwszy w historii polskiej piłki wystąpił gracz, który miał w nogach pół tysiąca ligowych meczów.

Tym graczem był oczywiście Łukasz Surma, który, chociaż nie lubi przedmeczowych oficjałek, tym razem pokornie przyjmował kolejne gratulacje i okolicznościowe prezenty. Były więc oczywiście kwiaty, koszulka z numerem "500" i owacje kibiców. Fajny pomysł miał też sędzia Szymon Marciniak, który podarował Surmie żółtą kartkę.

Surma, jak to zazwyczaj bywa, trzymał też potem poziom na boisku, ale jego koledzy z drużyny chwilami jakby mniej. Ruch grał w pierwszej połowie przeciętnie. Wyczekiwał raczej na to, co zaproponuje rywal, niż sam brał się za konstruowanie akcji.

Niebiescy nie dochodzili do sytuacji strzeleckich pod bramką Śląska, a większość ich akcji określilibyśmy mianem przekombinowanych. Niebiescy bowiem nawet, jeżeli mieli okazje, żeby skarcić rywala strzałem, to wyżej cenili sobie kolejne podanie, kolejne kółeczko z piłką. Zupełnie bez sensu.

Śląsk grał szybciej i bardziej pomysłowo. Obrona Ruchu też jednak stała mocno na nogach. Gorąco zrobiło się tylko raz, gdy po zamieszaniu przed polem bramkowym zespołu z Cichej uderzeniem przewrotką popisał się Krzysztof Danielewicz, a piłka odbiła się od poprzeczki.

Stawiamy, że gdy dobiegały do końca sekundy pierwszej połowy, większość kibiców Ruchu pomyślała, że bezbramkowy remis to wcale nie jest taki zły wynik. Tymczasem Mariusz Stępiński, napastnik niebieskich, miał inny plan.

Eugeniusz Lerch, przed laty znakomity napastnik, mistrz Polski z Ruchem z roku 1960, stwierdził ostatnio, że Stępiński ma teraz w sobie coś z Roberta Lewandowskiego - czego się nie dotknie, to zamienia na bramkę. I tak się właśnie stało, bo podaniu Macieja Iwańskiego sytuacja wcale nie była taka oczywista. Stępiński uderzył jednak pięknie, z wyczuciem i rotacją, a piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki. Mariusz Pawełek, bramkarz Śląska był bez szans, a sędzia nawet nie wznowił gry.

Po przerwie obraz gry wiele się nie zmienił. Ruch nadal wyczekiwał na kontry i szybko mógł zapracować w ten sposób na drugiego gola. Genialną asystą popisał się wtedy Marek Zieńczuk, który precyzyjnie dograł piłkę do Stępińskiego.

Napastnik Ruchu nie zdecydował się na strzał, tylko na minięcie Pawełka. Jak wymyślił, tak zrobił, a na koniec jeszcze efektownie się wywrócił. Z trybun wyglądało na to, że zahaczył go Pawełek. Sędzia też tak myślał, gdyż początkowo wskazał na rzut karny. Po chwili jednak zmienił decyzję i ukarał Stępińskiego żółtą kartką za symulkę. Obraz z kamer telewizyjnych pokazał, że arbiter miał rację.

Niebiescy zakończyli mecz w dziesiątkę, bowiem na dwie minuty przed końcem po drugiej żółtej kartce z boiska został wyrzucony Rafał Grodzicki. Dla kapitana Ruchu to nie pierwszyzna. To jego drugi mecz z rzędu na Cichej, który kończy przed czasem.

W doliczonym czasie gry niebiescy mieli rzut karny po faulu na Stępińskim. Kibice domagali się, żeby jedenastkę wykonywał Surma. Podszedł Patryk Lipski i ... okazję zmarnował. Pawełek obronił.

Ostatecznie Ruch wygrał po czterech spotkaniach wyczekiwania na trzy punkty. Śląsk przedłużył serię bez zwycięstwa do pięciu spotkań.

Najzdolniejszy piłkarz najmłodszego pokolenia w naszym regionie to:
Więcej o: