Stwórz własną drużynę i WYGRAJ LIGĘ!
Zagłębie Sosnowiec, beniaminek rozgrywek, jest wiceliderem pierwszej ligi. Wygrało ostatnio cztery mecze z rzędu. Siłą Zagłębia jest drużyna, którą konsolidują tacy gracze jak 35-letni Sebastian Dudek, były mistrz kraju i zdobywca Pucharu Polski w barwach Śląska Wrocław i Zawiszy Bydgoszcz.
Sebastian Dudek: - Tak naprawdę wszystko zaczęło się w rundzie rewanżowej poprzedniego sezonu drugiej ligi. Krok po kroku w Sosnowcu rodził się wtedy zespół z charakterem. Nie wygrywaliśmy wysoko i przekonująco, ale walką i nieustępliwością. Ile to razy zdobywaliśmy bramki w ostatnich minutach meczów... Wiele razy było już tak, że tracili w nas wiarę wszyscy, tylko nie my sami. Nabraliśmy wtedy pewności siebie i staliśmy się prawdziwą drużyną. W Zagłębiu jeden za drugiego w ogień skoczy.
- W mojej filozofii piłki nożnej nie ma już liderów. Liczy się przede wszystkim zespół. Zamiast liderów wolę ekipę, która nie ucieka z klubu pięć minut po prysznicu. W Zagłębiu Sosnowiec mamy fajną grupę, która się lubi, wspiera i chce ze sobą pracować. Poza tym - i to jest najważniejsze - potrafimy grać w piłkę. Trenerzy dobrze przygotowali nas do sezonu. To wszystko w połączeniu z tym duchem, który drzemie w naszej szatni, pozwala nam dziś patrzeć z góry na większość drużyn w pierwszej lidze. W naszych ostatnich wynikach nie ma przypadku. Mocno musieliśmy się napracować na te cztery wygrane z rzędu.
- Może potrzebowaliśmy czasu? To był dobry prognostyk, bo mimo porażek wiedzieliśmy, że nie odstajemy od towarzystwa.
- Staram się mobilizować, ale zawsze pozytywnie. Pamięta pan mecz Zagłębia Sosnowiec z Wigrami Suwałki? Przegrywamy 2:3 i w ostatnich sekundach mamy rzut karny. Kiedyś wziąłbym tę piłkę do ręki i ustawił na jedenastym metrze. Wtedy jednak pomyślałem, że oddam ją Michałowi Fidziukiewiczowi. Dobrze mu wtedy szło. Strzelił przecież wcześniej dwa gole. Karnego jednak nie wykorzystał... To jednak nie miało znaczenia. Teraz myślę już inaczej. Nie interesują mnie indywidualne statystyki. Wolę nie mieć na koniec sezonu, powiedzmy 16 bramek i 10 asyst, byle tylko zespół wygrywał. Zespół jest najważniejszy. Gdybym w przyszłości dostał szansę budowy seniorskiej drużyny jako trener, to budowałbym ją właśnie tak jak Zagłębie Sosnowiec.
- Jestem w trakcie kursu trenerskiego UEFA B. To tak zwany kurs wyrównawczy. Nie wiem, jak będzie wyglądało moje życie po zakończeniu kariery piłkarza, ale szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie siebie za biurkiem. Do końca już bliżej niż dalej, więc czas decyzji się zbliża.
Jesteś kibicem z Zagłębia? Dołącz do nas na fejsie! >>
- Bywam w Żarach tylko kilka razy w roku. Jestem raczej patronem tego przedsięwzięcia. Na miejscu za wszystko odpowiada mój ojciec i trenerzy, którzy tam pracują. Na pomysł powołania akademii dla dzieci i młodzieży wpadłem, grając w Śląsku Wrocław. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że na stare lata będą musiał ruszyć za pracą w Polskę.
- W Sosnowcu fajne jest to, że zawodnicy pierwszej drużyny są zaangażowani w pracę akademii. Regularnie pojawiamy się na treningach różnych grup wiekowych. Oczywiście nie dzieje się to spontanicznie. Nie przychodzimy znienacka i burzymy plan zajęć. Wcześniej rozmawiamy z trenerem grupy. Dostajemy konspekt, żeby się przygotować. Realizujemy z góry założony plan. Dużo rozmawiamy, bo już tak z dzieciakami jest, że chętnie słuchają bardziej doświadczonych kolegów z boiska.
- Chłopaki trenują w roczniku 2008 i rzeczywiście tam można spotkać mnie najczęściej.
- To bliźniaki, ale dwujajowe. Zupełnie inaczej wyglądają i mają też różne charaktery. Na boisku też zachowują się inaczej, ale dla mnie najważniejsze jest to, że przede wszystkim dobrze się bawią. Do niczego ich nie zmuszam. Nie muszą iść w ślady taty.