Motor dopłynął na Arenę Lublin. To był długi szlak

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata

W tym roku lubelski Motor obchodzi jubileusz 65-lecia istnienia. To szmat czasu, w którym klub przechodził różne koleje losu i był nawet czas, że piłkarze wylądowali w IV lidze, a nazwa Motor znikła ze sportowej mapy Polski. Zastąpiły ją różnego rodzaju twory typu LKP Lublin. Teraz Motor chce wrócić do lat świetności i ambitnie walczy o awans do II ligi. Natomiast jeśli chodzi o sam jubileusz, to jego uświetnieniem był sobotni mecz z zaprzyjaźnionym ekstraklasowym Śląskiem Wrocław, który odbył się na pięknej Arenie Lublin, gdzie żółto-biało-niebiescy rozgrywają teraz swoje mecze. Z kronikarskiego obowiązku przypomnę, że Motor przegrał 0:2, ale grał bardzo dzielnie.

Korzystając z okazji, chcę przypomnieć drogę, jaką przebył Motor, aby dojechać na Arenę Lublin, a chodzi mi w tym przypadku o obiekty. Mało kto już pamięta, że przez pierwsze lata istnienia był to klub bezdomny. Piłkarze korzystali przede wszystkim z mieszczącego się przy al. Zygmuntowskich stadionu Budowlanych. Zresztą później nastąpiła fuzja tych klubów. Pierwszego własnego boiska piłkarze doczekali się na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku i był to stadion przy ul. Kresowej. Był to specyficzny obiekt otoczony rzeką Bystrzycą, a droga nań wiodła przez most, przy wejściu na który sprawdzano bilety. To położenie było w pewnym sensie utrapieniem dla próbujących wejść na gapę, ale nie brakowało takich, którzy próbowali przeprawić się wpław. Z czasem odnogę rzeki prowadzącą do młyna Karuzego zasypano i teraz biegnie tamtędy ulica. To właśnie na Kresowej kibice podziwiali takich graczy jak Ryszard Brysiak, Edward Widera, Maciej Famulski czy Witold Sokołowski. Teraz ten stadion znany jest głównie z bazaru, który gości tam w weekendy. Po dekadzie gry na Kresowej futboliści znowu wrócili na al. Zygmuntowskie, gdzie święcili swoje największe sukcesy z występami w I lidze, czyli dzisiejszej ekstraklasie włącznie. Spędzili tam blisko pół wieku, aby teraz przenieść się na taką Arenę, o jakiej założycielom klubu nawet się nie śniło.

Jest jednak coś, co łączy te wszystkie obiekty. Mam tu na myśli rzekę, bo każdy z tych stadionów położony jest nad Bystrzycą.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU