Bratankowie bez sentymentów. Nieudany powrót piłkarzy ręcznych Pogoni do Europy

Piłkarze ręczni Pogoni Szczecin powrócili na europejskie parkiety po 23 latach przerwy. Niespodzianki nie sprawili.

W pierwszym meczu drugiej rundy Pucharu EHF, granatowo-bordowi we własnej hali mierzyli się z węgierskim KK Csurgoi. Faworytem był oczywiście madziarski zespół, rozstawiony zresztą w losowaniu. Podopieczni Rafała Białego nie zamierzali jednak oddać meczu bez walki, tym bardziej że chcieli odkuć się za ostatnie niepowodzenia w lidze (trzy porażki z rzędu).

Początek faktycznie był obiecujący. Pogoń nie odstawała od drużyny z Węgier i przez długi czas mecz był bardzo wyrównany. Kibice, którzy niezbyt szczelnie wypełnili Azoty Arenę, oglądali dość skuteczną grę obu drużyn. Po 10. minutach było 6:4 dla gości, ale granatowo-bordowi trzymali dystans i niedługo potem doprowadzili do wyrównania, a w 18. minucie wyszli nawet na jednobramkowe prowadzenie 10:9.

Potem gra zespołu Rafała Białego zaczęła się jednak sypać, a do tego wszystkiego szczecinianie zarobili dwie kary. Im bliżej było końca pierwszej połowy, tym Csurgoi zaczynało dominować. W końcówce dali prawdziwy popis gry, a jako że skuteczność zaczęła szwankować w drużynie Pogoni, to rywale na przerwę zeszli z prowadzeniem 18:13. Uzyskali je w końcowych fragmentach pierwszej części.

Słaba końcówka nie podłamała jednak podopiecznych Białego, którzy na drugą połowę wyszli bardzo zdeterminowani. Kilka skutecznych akcji w ofensywie oraz poprawienie gry w obronie sprawiły, że w 38. minucie Pogoń przegrywała z Csurgoi tylko dwoma bramkami (20:22).

Granatowo-bordowych nie rozregulowały nawet kary Wojciecha Jedziniaka i Patryka Biernackiego, a do tego w bramce zaczął imponować Edin Tatar i na kwadrans przed końcem, Pogoń zbliżyła się do rywali ledwie na jedną bramkę. Azoty Arena znowu ożyła, a chwilę później Kirył Kniazieu doprowadził do remisu 24:24 i zapowiadało się na fantastyczną końcówkę.

Wnioski z I połowy zostały wyciągnięte, ponieważ Pogoń nie dość, że cały czas szła łeb w łeb z rywalami, to w 55. minucie wyszła nawet na chwilę na prowadzenie 27:26. Wtedy było już wiadomo, że walka o wygraną będzie trwać do ostatniej sekundy. W decydujących akcjach znowu zaczęła jednak szwankować skuteczność gospodarzy i na 120 sekund przed końcem, to Węgrzy mieli dwie bramki zapasu. Na dodatek w kluczowym momencie meczu, Tatar nie porozumiał się z Zarembą i Pogoń zamiast wyprowadzić szybką kontrę, straciła piłkę. Stało się wtedy jasne, że spotkanie wygrają goście z Węgier, którzy dorzucili jeszcze jedno trafienie i pokonali tym samym szczecinian 30:27.

Rewanż w sobotę na parkiecie KK.

Pogoń Szczecin - Csurgoi KK 27:30 (13:18)

Pogoń: Tatar, Kryński - Krupa 3, Zaremba 5, Bruna 2, Jedziniak 0, Krysiak 1, Knazieu 5, Walczak 3, Gierak 8, Biernacki 0.