Eliminacje Mistrzostw Europy 2016. Szkocja - Polska. Tata nie wystawiłby Kapustki na mecz ze Szkocją [WYWIAD]

- Bartkowi często wytykałem błędy, by nie obrósł w piórka. Ostatnio nie ma za co go krytykować, ale ze Szkocją bym go nie wystawił - mówi Kazimierz Kapustka, ojciec piłkarza Cracovii. Mecz ze Szkocją w czwartek o godz. 20.45 w Glasgow.

Rozmowa z Kazimierzem Kapustką, ojcem Bartosza, piłkarza Cracovii i reprezentacji Polski

Jarosław K. Kowal: Syn jest na zgrupowaniu reprezentacji Polski. Zazdrości mu pan czasem?

Kazimierz Kapustka: Nie, nie. Sam tak dawno grałem w piłkę, że już nie pamiętam (śmiech). Zresztą, spokojnie podchodzę do zamieszania wokół syna. Wiadomo, cieszę się, ale to dopiero początek drogi.

Ma większy talent niż tata?

- Trudno to ocenić, bo ja zaczynałem w wieku 16 lat, a on siedmiu! Mieszkałem na wsi, ktoś mnie wypatrzył na spartakiadzie zakładowej... W ciągu dwóch lat znalazłem się w III lidze, czyli dość szybko. Ale to był szczyt, bo miałem braki w technice, których nie da się nadrobić. W innym wypadku pewnie też bym doszedł przynajmniej do ekstraklasy.

Jest pan bardziej dla syna kibicem czy trenerem?

- Ojcem, oczywiście! Co prawda do tej pory często wytykałem mu błędy, by nie obrósł w piórka, ale ostatnio nie ma za co go krytykować! (śmiech). A poważnie: pod względem fizycznym Bartek nadal wygląda słabo, musi nabrać masy. Zresztą, powtarzam mu, by nie spoczywał na laurach. Liczy się trening, trening i jeszcze raz trening. Ostatnio podpowiadam, by popracował nad rzutami wolnymi. Tu jest potencjał.

W reprezentacji Polski zadebiutował z Gibraltarem. Tuż po wejściu od razu stracił piłkę. Nie przestraszył się pan wtedy, że będzie źle?

- Powiem szczerze: miałem obawy. Ale później strzelił gola, choć generalnie jego występ był średni.

Bardzo pan surowy dla niego.

- (śmiech) Ostatnio go chwaliłem, bo w Cracovii miał dobre mecze. Ale nie ma co gratulować zbyt często, bo pomyśli, że jest najlepszy. Niech wytrzyma w kadrze trzy lata, rozegra 20 meczów... Jak zostanie podstawowym zawodnikiem, to wtedy będziemy się cieszyć. Wracając do pytania: w wychowaniu taki surowy nie byłem!

To była rola żony?

- Dokładnie (śmiech). A ja od piłki jestem. Tym bardziej że drugi syn jest sędzią. Zresztą, tak naprawdę Bartek zaczął grać w piłkę tak wcześnie właśnie dzięki niemu. Zawoziłem go na treningi z bratem, choć dzieci w jego wieku tam nie było.

Gonił go pan do treningów czy nie trzeba było?

- Do gry zawsze był chętny, ale na początku trochę się bał. Dopiero kiedy dojeżdżaliśmy na stadion, nerwy opadały. Był chudziutki, a trenował z dziećmi starszymi o trzy lata i sam czasem miałem obawy. Na szczęście trener nad wszystkim czuwał.

Pan doradził mu potem Cracovię?

- Nie, to jego wybór. Była jeszcze Legia i nie ukrywam: sugerowałem, że lepiej wyjechać do Warszawy, bo stamtąd więcej chłopaków przebijało się m.in. do reprezentacji.

Ostatnio nie obawiał się pan o Bartka, kiedy do Cracovii przyszedł trener Jacek Zieliński? Na powitanie posadził go na ławce.

- Nie. Mówiłem mu, że przed nim dużo pracy. I że jeśli będzie dobry, to prędzej czy później każdy trener się na nim pozna. I jeszcze, że w życiu są większe nieszczęścia niż to, że nie wyjdzie w podstawowym składzie. Zresztą, on wcale nie był załamany.

Woda sodowa do głowy nie uderzy?

- Znając go, nic złego się nie stanie, choć mała obawa zawsze jest. Od dawna jest poza domem, różne rzeczy mogą się wydarzyć.

Krytyka spadła na niego po meczu z Błękitnymi Stargard Szczeciński w Pucharze Polski. Podobno naśmiewał się z zarobków rywali...

- Żona śledziła komentarze na ten temat, bo sam bardziej się z tego śmiałem. Większy szum się zrobił, niż powinien. Nic wielkiego się nie stało, choć oczywiście Bartek powinien uważać. Czasem warto milczeć, zamiast powiedzieć za dużo.

Niedawno zdał egzamin na prawo jazdy, szuka też mieszkania. Słowem - dorasta...

- Akurat z załatwianiem spraw to w jego przypadku różnie bywa! (śmiech) Z mieszkaniem też mu wolno idzie. Wiadomo, że piłka jest dla niego najważniejsza, ale inne rzeczy też są ważne. Z prawem jazdy mu pomagałem, ale w przyszłości nikt za niego niczego nie zrobi.

Na wywiadówki chodził pan z duszą na ramieniu?

- W jego przypadku ani z nauką, ani z zachowaniem nigdy nie było problemu. Tylko spać długo lubił, więc czasem zaniedbywał obowiązki.

Kiedy powinien zdecydować się na transfer za granicę?

- Ma jeszcze czas, on zresztą sam to powtarza. Na razie musi ugruntować pozycję w Cracovii. Niech pogra dwa lata, a wtedy zobaczymy. Wymarzona liga? Poradziłby sobie pewnie w niemieckiej, w hiszpańskiej też. Co do Anglii mam wątpliwości, bo tam trzeba więcej walczyć. Nie daj Boże, żeby tylko nie przytrafiła się kontuzja. Znam młodych chłopaków, którzy mieli wielki talent, a potem wszystko wzięło w łeb.

Zagra przeciwko Szkocji?

- Szczerze? Nie wierzę w to. Mecz jest zbyt ważny, a każdy widzi, jaka jest różnica między naszą ligą a tymi, w których grają czołowi reprezentanci. W każdym razie sam bym go nie wystawił. Może w niedzielę przeciwko Irlandii, jeśli sprawa awansu na Euro będzie przesądzona.

Więcej o: