Wisła Kraków. Przy ul. Reymonta nie ma już Błaszczykowskich

Wisłę wciąż dławią problemy finansowe. A jak najłatwiej zdobyć pieniądze? Sprzedając piłkarza. - Ale nie widzę tam zawodnika, którego chciałbym kupić - mówi jednak Kajetan Osuch, menedżer piłkarski.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl Do 30 września Wisła miała spłacić prawie trzy miliony złotych zobowiązań wobec byłych i obecnych pracowników klubu, w tym piłkarzy i trenerów. Pieniądze udało się znaleźć, ale droga do finansowej prostej jest jeszcze daleka, a na spłatę czekają kolejne długi.

W teorii stan konta można szybko podreperować przez sprzedaż piłkarzy. Kiedy kilka lat temu Wisłę opuszczali Maciej Żurawski, Jakub Błaszczykowski czy Marcelo, klub zarabiał na transferach po kilka milionów euro. Ostatnim zawodnikiem, za którego krakowianie zainkasowali pokaźną sumę, był Michał Chrapek. Przed rokiem odszedł do włoskiej Catanii za 1,2 miliona euro.

Dziś przy Reymonta trudno znaleźć piłkarza, na którym klub mógłby zbić fortunę. - Na kolana nie powala przede wszystkim wiek podstawowych piłkarzy Wisły. Trudno spodziewać się np. transferu Pawła Brożka. Nie widzę w Krakowie wyróżniających się 20-latków. Jest Alan Uryga, ale moim zdaniem to nie jest kandydat do wyjazdu za granicę - mówi Osuch, który przeprowadził m.in. transfer Michała Masłowskiego z Zawiszy Bydgoszcz do Legii Warszawa.

Jeśli nie do Turcji, to gdzie?

Mimo wszystko wskazuje kilku zawodników, na których Wisła może zarobić: - Łukasz Burliga, bo robi postępy, sprawdza się i na prawej, i na lewej stronie obrony. Wilde-Donald Guerrier, bo to efektowny zawodnik, a dla takich ludzie przychodzą na stadion. I Maciej Sadlok, bo widzę w nim potencjał na środku obrony.

Sadlok blisko transferu był już latem. Legia miała oferować za obrońcę około 1,5 miliona złotych, ale kluby nie dobiły targu. - Zdziwiłem się. Uważam, że to była godna oferta: nie obrażała klubu ani zawodnika, a Legia nie przepłacała - mówi menedżer.

Propozycja z Warszawy była zaskoczeniem, bo transfery gotówkowe między polskimi klubami należą do rzadkości. Zespoły ekstraklasy zazwyczaj szukają zawodników, którym kończą się kontrakty i nie trzeba za nich płacić tzw. odstępnego. Dlatego potencjalnych kupców piłkarzy Wisły trzeba raczej szukać za granicą.

Taki kierunek mógłby obrać Guerrier. - Ma braki taktyczne, ale piłkarsko na Zachodzie by się obronił. Jego problemem jest jednak brak europejskiego paszportu. W wielu krajach obowiązują limity graczy spoza Unii Europejskiej. Ostatnio w Turcji znów zniesiono ograniczenia przy zatrudnianiu obcokrajowców, więc to dla niego możliwy kierunek - zaznacza Osuch. W przeszłości z Krakowa nad Bosfor przenosili się m.in. bracia Brożkowie czy Patryk Małecki.

A może sprzedawać nie warto?

Guerrier ma okazję promować się nie tylko w ekstraklasie, ale i w reprezentacji. Z podobnego okna wystawowego korzystają też Krzysztof Mączyński i Richard Guzmics. - Gdyby Węgier zagrał w mistrzostwach Europy, może miałby szansę na transfer. Ale raczej nikt nie kupuje 28-letnich stoperów. Prowadziłem interesy Andre Micaela z Zawiszy, który swego czasu wyróżniał się w ekstraklasie. Trudno było dla niego znaleźć oferty na poziomie 300 tys. euro, a był o trzy lata młodszy. Za Guzmicsa Wisła mogłaby dostać maksymalnie 250 tys. euro - uważa Osuch.

Kamil Kosowski, były piłkarz Wisły, a obecnie ekspert Canal+, dodaje do listy wyróżniających się piłkarzy jeszcze jedno nazwisko. - Zainteresowałbym się Guerrierem, Burligą i Bobanem Joviciem. To gotowe "produkty piłkarskie". Jeśli ktoś obserwuje Wisłę, na pewno zwrócił na nich uwagę - twierdzi Kosowski, który do niedawna był dyrektorem sportowym Rozwoju Katowice.

Kłopot w tym, że... - To piłkarze niezbędni dla zespołu. Wisła nie ma szerokiej kadry, sprzedaż któregoś z nich byłaby dużym osłabieniem. Drużyna jest dość dobrze poukładana i szkoda byłoby to zepsuć - podkreśla Kosowski.

Obserwuj @krakow_sport_pl