Bezproblemowe zwycięstwo Pogoni w Chorzowie. Wicelider podtrzymuje świetną passę

Piękny sezon Pogoni Szczecin trwa dalej. Takafumi Akahoshi zapewnił trzy punkty w meczu z Ruchem.

Czesław Michniewicz mocno zaskoczył desygnując skład na mecz z Ruchem Chorzów. Na ławce rezerwowych posadził bowiem Łukasza Zwolińskiego, a od początku postawił na 17-letniego Marcina Listkowskiego. Do pierwszej jedenastki w końcu zmieścił się także Takuya Murayama. W zespole Ruchu tak niespodziewanych roszad nie było.

Portowcy jak na spotkanie wyjazdowe zaczęli dość ofensywnie i już w pierwszej akcji mogli wyjść na prowadzenie. Aktywny był Marcin Listkowski, grą dyrygował Takafumi Akahoshi i granatowo-bordowi szybko wskoczyli na właściwe obroty. Chorzowska publiczność zaczynała się niecierpliwić, a Pogoń konsekwentnie parła do przodu, co w 22. minucie udokumentowała pierwszym trafieniem. Znakomitym zagraniem popisał się Marcin Listkowski, który otworzył drogę do bramki Takafumiemu Akahoshiemu. Japończyk w sytuacji sam na sam (możliwe, że był na minimalnym spalonym) zachował zimną krew i pokonał Matusa Putnockiego.

Na stadionie przy Cichej można było usłyszeć już pierwsze gwizdy. Pogoń w swoim stylu nieco się cofnęła po strzelonej bramce, ale Ruch w żaden sposób nie był w stanie tego wykorzystać. "Niebiescy" byli pasywni i niedokładni, a podopieczni Czesława Michniewicza tylko czekali na zadanie drugiego ciosu. I zrobili to w najlepszym możliwym momencie, ponieważ w ostatniej akcji pierwszej połowy. Mateusz Matras popisał się kapitalnym odbiorem i posłał piłkę w pole karne, gdzie po raz drugi umiejętnie zachował się Akahoshi i podwyższył prowadzenie Pogoni.

Początek drugiej połowy nie obfitował w nadmiar emocji. Pogoń w pełni kontrolowała przebieg wydarzeń, natomiast Ruch nadal był bezradny. Na boisku w końcu pojawił się też Łukasz Zwoliński i kontry gości napędzały chorzowianom coraz większego stracha.

Podopieczni Waldemara Fornalika nie mieli absolutnie żadnych argumentów, co doprowadzało do frustracji chorzowskich kibiców. Jeden z nich reagował tak nadpobudliwie, że na trybuny musiała wkroczyć ochrona. To właśnie w tym miejscu w drugiej połowie było ciekawiej niż na boisku.

Ostatnie dziesięć minut to już fragment, kiedy obie drużyny chciały czym prędzej zejść z boiska. Ruch miał już dość męczarni, a Portowcy nie musieli się już wysilać. Pogoń bez problemu dowiozła prowadzenie 2:0 do końca i zanotowała 11. z rzędu mecz bez porażki, umacniając się na pozycji wicelidera.