Były piłkarz Zawiszy: I liga słaba? A co powiedzieć o ekstraklasie

Paweł Zawistowski przez półtora roku grał w Zawiszy. Było to w sezonie 2011/12 i jesienią 2012 roku. Odszedł, bo nie chciał się pogodzić z karą nałożoną na zawodników przez klub - 5 tys. złotych z powodu słabej gry.

Zawistowski występował potem w Koronie Kielce i Górniku Łęczna. Drugi sezon jest piłkarzem Chojniczanki.

Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz

Waldemar Wojtkowiak: Jak się gra w tej dziwnej I lidze?

Paweł Zawistowski (piłkarz Chojniczanki): Dziwnej?

Dziwnej, bo zespoły na przemian wygrywają i przegrywają.

- A to akurat prawda. Rzeczywiście dotychczasowe mecze pokazały, że każdy może wygrać z każdym. Nikt nie ma patentu na zwycięstwa. Tabela bardzo się spłaszczyła i trudno wskazywać faworytów. Proszę zobaczyć chociażby Miedź Legnica. Dobry budżet, znani piłkarze. Mieli walczyć o ekstraklasę, a w środę przegrywają u siebie 1:4 z Zagłębiem Sosnowiec. I gdzie są w tabeli?

Były już trener Zawiszy Mariusz Rumak mówił, że I liga jest po prostu słaba. Zgadza się pan z tym?

- Ona jest na pewno specyficzna, ale czy słaba? Kilku piłkarzy, którzy w minionym roku grali w I lidze po sezonie trafiło do ekstraklasy i radzą sobie całkiem nieźle. Przykładem może być np. Krzysztof Janus, który dziś jest jednym z liderów Zagłębia. Poza tym skoro ta liga jest niby słaba, to co powiedzieć o ekstraklasie. Ilu ludzi spodziewało się, że liderem będzie Piast Gliwice? Większość twierdziła, że ten klub będzie albo bronił się przed spadkiem, albo walczył w drugiej ósemce. Kto przypuszczał, że Termalica pojedzie do Warszawy i zremisuje z Legią. Jeśli dla kogoś fakt, że każdy wygrywa z każdym świadczy o słabości, to za słabą trzeba także uznać ekstraklasa.

Ogląda pan mecze I ligi?

- No właśnie nie bardzo. I to z kilku powodów. Od kiedy zostałem tatą mam mniej czasu na oglądanie, a poza tym nie każdy ma Polsat Sport, a tylko tam teraz można zobaczyć mecze z I ligi.

Chojniczanka na własnym stadionie nie błyszczy.

- Z tym się nie zgodzę. Przegraliśmy wysoko mecz z Bytovią, ale potem był remis z Dolcanem, a w ostatniej kolejce co prawda na wyjeździe, ale wygraliśmy z Chrobrym. To pokazuje, że potrafimy wyciągać odpowiednie wnioski.

Mecz z Zawiszą będzie dla pana wyjątkowy?

- Pamiętam o tym, że grałem w Zawiszy. I pewnie w jakimś sensie będzie to pojedynek dla mnie wyjątkowy. Może serce zabiłoby mocniej, gdyby spotkanie odbywało się w Bydgoszczy. Fajnie byłoby zagrać znowu na tym stadionie. Ale gramy u siebie, a ja jestem już doświadczonym piłkarzem i wiem, że za mecz z Zawiszą można zdobyć maksymalnie trzy punkty, dokładnie tyle za zwycięstwa w innych spotkaniach. Poza tym, z drużyny, w której grałem, pozostali chyba tylko Kamil Drygas i kierownik drużyny Maciej Kremblewski.

Jest też właściciel klubu Radosław Osuch, z którym rozstawał się pan w mało przyjaznej atmosferze.

- Było, minęło. Na końcu podaliśmy sobie ręce i nie ma między nami żadnego konfliktu.

Jest pan defensywnym pomocnikiem, a więc będzie musiał pan powstrzymać Mikę. Portugalczyk to jeden z najbardziej zaawansowanych technicznie piłkarzy w lidze.

- Tyle tylko, że walory techniczne w tej lidze nie do końca się sprawdzają. Tutaj się gra siłowo. Nie masz miejsca na piękne zagrania. Dostajesz piłkę i do razu jest przy tobie dwóch rywali. Trzeba się rozpychać. Przed sezonem mówiono, że Łukasz Garguła swoją techniką będzie sam wygrywał mecze dla Miedzi. A tak wcale nie jest. Nie obawiam się starcia z Miką.

Zawisza awansuje do ekstraklasy?

- Trudno powiedzieć. Na razie nie odskoczyli reszcie, tak jak w ubiegłym roku Zagłębie Lubin. Na pewno będzie im ciężko, ale do końca sezonu jeszcze sporo meczów, więc trudno teraz przewidywać przyszłość.