Podbeskidzie - Śląsk Wrocław 0:1. Puchar Polski: "Górale" wciąż przegrywają

Piłkarze Śląska Wrocław zagrali w Bielsku-Białej z Podbeskidziem niezłe 45 minut i to wystarczyło im do awansu do ćwierćfinału Pucharu Polski.

W debiucie w Podbeskidziu trener Robert Podoliński dokonał ledwie dwóch zmian w wyjściowym ustawieniu w porównaniu z ostatnim przegranym w katastrofalnych rozmiarach meczem z Wisłą Kraków.

To wystarczyło, by Podbeskidzie tym razem zadowoliło swoich kibiców. Gospodarze przez pierwsze 45 minut przeważali, prowadzili grę i wreszcie, co najważniejsze, strzelali. Naprawdę dużo strzelali. Kolejne uderzenia na bramkę były dziełem Szczepaniaka (5.), Demjana (8.), ponownie Szczepaniaka (12.), Możdżenia (15.). Piłka albo mijała jednak słupek, albo padała łupem bramkarza Śląska Wrocław.

Podbeskidzie grało nieźle, jednak na tle dramatycznie słabych w tej części wrocławian ciężko było prezentować się inaczej.

Pierwsza połowa w wykonaniu Śląska do złudzenia przypominała słabiutki występ tej drużyny w ostatnim meczu ligowym w Zabrzu. Wystarczy wspomnieć, że wrocławianie nie oddali w tym czasie celnego strzału.

Po przerwie role się jednak zmieniły. Śląsk zaczął grać konsekwentniej, przypominał zespół znany z wcześniejszych meczów. Nie trzeba było długo czekać, by goście objęli prowadzenie. W 58. min Gecow uderzył z 17 metrów, piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki!

Podbeskidzie próbowało wyrównać i doprowadzić do dogrywki. Najlepszą okazję miał w 75. min Adu, ale po podaniu Pazi Nigeryjczyk nie trafił dobrze w piłkę.

Na więcej miejscowych nie było stać. Śląsk w ćwierćfinale zagra z Zawiszą Bydgoszcz.

Warto wspomnieć, że na stadionie pojawił się mistrz olimpijski Marian Kasprzyk. Z okazji obchodzonych w dniu meczu 76. urodzin znakomity przed laty bokser otrzymał od prezesa klubu Wojciecha Boreckiego m.in. pamiątkowy góralski kapelusz.

Jesteś kibicem z Bielska-Białej? Dołącz do nas na Fejsie! >>

Więcej o: