Wisła zmiażdżyła Podbeskidzie. Dwa gole Brożka, rzut wolny Popovicia, przewrotka Burligi itd...

Dziewięć miesięcy wiślacy wracali z wyjazdów w kiepskich humorach. W niecały tydzień po słabym występie w Łęcznej przeszli metamorfozę i rozbili Podbeskidzie aż 6:0. W autokarze z Bielska-Białej nastroje musiały być szampańskie.

Trener Kazimierz Moskal zapewne świadomy, jak ważne dla jego posady jest to spotkanie, wystawił na boisko najlepszych, których miał do dyspozycji. Porażki w Bielsku-Białej właściciel mógł już nie zdzierżyć.

Szkoleniowcowi nie przeszkadzało, że Maciej Sadlok przez półtora miesiąca leczył kontuzję, a Paweł Brożek przez trzy tygodnie. W obronie nie zamierzał stawiać na młodzież. Dlatego to Sadlok zastąpił pauzującego za kartki Arkadiusza Głowackiego. Po porażce w Łęcznej i prostych błędach ze składu wypadli Tomasz Cywka i Alan Uryga. W miejsce tego pierwszego z ataku został cofnięty Maciej Jankowski. Za Urygę zagrał Denis Popović.

Wisła rozpoczęła z ogromnym zaangażowaniem, tak jakby chciała jak najszybciej zmazać plamę po meczu w Łęcznej. I jak się okazało, w pełni jej się to udało. W niespełna 120 sekund miała dwie okazje (Richarda Guzmicsa i Pawła Brożka), ale gospodarze jeszcze się wybronili.

Nie mieli jednak nic do powiedzenia w 11. minucie. Świetną akcję rozpoczął i zakończył Brożek. Odegrał piłkę do Popovicia, który na lewej stronie wypatrzył Łukasza Burligę. Obrońca podał do Rafała Boguskiego, ten w pole karne, gdzie już był... Burliga. Trącił futbolówkę piętą, a w odpowiednim miejscu czekał Brożek i pewnie strzelił do siatki.

W 18. minucie blisko podwyższenia był Donald Guerrier, ale jego strzał głową odbił bramkarz. Krakowianie przeważali, rywale nie za bardzo przeszkadzali im w rozgrywaniu akcji. Mecz toczył się częściej na połowie gospodarzy, a ich sporadyczne ataki wiślacy pewnie rozbijali. - Nic nie grają - narzekali kibice Podbeskidzia.

Rzeczywiście, mimo braku Głowackiego defensywa niemal nie popełniała błędów. A już na pewno nie takie jak w Łęcznej.

Kolejnych okazji dla gości nie wykorzystali Guerrier i Brożek. Aż do 33. minuty, kiedy napastnik Wisły podwyższył. Krzysztof Mączyński szybko wykonał rzut wolny, zanim obrońcy gospodarzy się zorientowali, Brożek wpadł w pole karne i mocno uderzył z dość ostrego kąta. Wisła nie zamierzała zwalniać, była naładowana energią i chciała jeszcze dobić rywali. Udało się to Popoviciowi, który sprytnie zaskoczył z rzutu wolnego Zubasa. 3:0 to był nokaut już do przerwy.

Ale Wisła, jak już złapała rywala, nie dawała mu odetchnąć. Dalej atakowała i znów zdobyła gola po bardzo składnej akcji. Dośrodkowanie Guzmicsa, pojedynek w powietrzu wygrał Jankowski, odegrał do Guzmicsa, który wypatrzył Burligę, a obrońca Wisły przewrotką wbił czwartego gola Podbeskidziu.

Po tej bramce piłkarze trenera Moskala nieco się uspokoili i gospodarze mieli kilka szans. Harce bielszczan trwały tylko pięć minut, a ich zapędy ostudziła akcja Brożka i Boguskiego. Podawał napastnik, a skrzydłowy kopnął między nogami bramkarza. "1, 2, 3, 4, 5 mało" - skandowali kibice Wisły.

Za to fani Podbeskidzia już wtedy zaczęli opuszczać stadion. "Żenada", "Tragedia" - to najdelikatniejsze słowa, które padały z ich ust.

Gospodarzy tuż przed końcem dobił Rafael Crivellaro. Tak wysoko na wyjeździe Wisła nie wygrała od 11 lat. W 2004 r. w Lubinie rozbiła Zagłębie 7:1.

Podbeskidzie Bielsko-Biała - Wisła Kraków 0:6 (0:3)

Gole: Brożek (11., 33.), Popović (39.), Burliga (56.), Boguski (71.), Crivellaro (89.).

Podbeskidzie: Zubas - Pazio, Horoszkiewicz, Nowak, Mójta - Kato Ż, Sokołowski (46. Janić Ż), Możdżeń (46. Kowalski), Szczepaniak, Kwame - Demjan (61. Jonkisz).

Wisła: Cierzniak - Jović, Sadlok, Guzmics, Burliga - Mączyński (76. Uryga), Popović - Guerrier (82. Kuczak), Jankowski, Boguski - Brożek (72. Crivellaro).

Więcej o: