Górnik Zabrze - Śląsk Wrocław 2:0. Nareszcie! Na ten moment czekali cztery miesiące

Po zastraszająco słabej w wykonaniu obydwu drużyn pierwszej połowie Górnik Zabrze wreszcie pokazał dobrą skuteczność, wygrywając swój pierwszy mecz od maja! Tym sposobem - przynajmniej do niedzielnego spotkania Lecha Poznań - zespół Leszka Ojrzyńskiego opuścił ostatnie miejsce w tabeli.

- Nie ma co za dużo gadać. Trzeba po prostu wziąć się za czyny, czyli przestać tracić gole i zacząć je zdobywać - mówił dzień przed meczem Leszek Ojrzyński, trener Górnika. Wtedy miał jeszcze nadzieję, że do piątku zdąży się wykurować - narzekający na uraz przywodziciela - Radosław Sobolewski. Ale nic z tego - lider drugiej linii zabrzan nie załapał się nawet do grona rezerwowych. Inna sprawa, że Ojrzyński mógł wreszcie posłać w bój pozyskanego niedawno Pawła Widanowa. A Bułgar z miejsca dostał nie byle jakiego przeciwnika do upilnowania, bo Flavio Paixao.

Tyle że od samego początku Portugalczyk wyglądał słabiutko. Ba, wyglądał tak cały zespół gości. Jakby ludzie Tadeusza Pawłowskiego wyszli z założenia, że skoro Górnik w tabeli jest ostatni, to starcie z nim wygra się samo. W efekcie w całej pierwszej połowie warta odnotowania w wykonaniu Śląska - i to od biedy - była tylko jedna akcja! Ta z 27. minuty, kiedy to groźnie z dystansu uderzył Peter Grajciar.

Co gorsza, gospodarze nie byli wiele w tym okresie lepsi... Owszem, już na pierwszy rzut oka było widać, że chce im się zdecydowanie bardziej niż wrocławianom, ale konkretów nie było z tego praktycznie żadnych. Najlepszą sytuację miejscowi mieli po uderzeniu głową Roberta Jeża, które poszybowało wprost w ręce Mariusza Pawełka. Cóż, do przerwy ten mecz o kategorię "godny ekstraklasy" nawet się nie otarł.

Początek drugiej odsłony wcześniejszą nudę zabrzańskiej publice jednak wynagrodził - Robert Jeż ładnie zgrał piłkę do Aleksandra Kwieka, a ten precyzyjnym strzałem zmieścił ją w siatce. Tym sposobem Górnik dopiero po raz pierwszy w tym sezonie ligowym wyszedł na prowadzenie! Widać wtedy do gości dotarło już, że z ostatnim w tabeli też można przegrać, bo wreszcie ruszyli do przodu. Mało tego. Byli blisko wyrównania, ale w idealnej sytuacji Grajciar przestrzelił. A że - jak to mówią - niewykorzystane okazje się mszczą... Maciej Korzym dobił strzał Romana Gergela i premierowe zwycięstwo ekipy z Zabrza było już o krok. Takiej szansy zabrzanie wypuścić z rąk nie mogli. I nie wypuścili (a mogli wygrać i wyżej, bo w 83. minucie kapitalną okazję miał Roman Gergel). Dzięki temu zepchnęli na ostatnią pozycję w tabeli... mistrza Polski z Poznania.

Zobacz wideo
Więcej o: