Marcin Waliński: AZS Olsztyn niczym szwajcarski zegarek

- Jeżeli coś jest nie tak, to na treningach staramy się to poprawiać. Chcemy, by wszystko chodziło jak w szwajcarskim zegarku - mówi Marcin Waliński, przyjmujący Indykpolu AZS Olsztyn.

W czwartek i piątek siatkarze Indykpolu rozegrali w Iławie dwa sparingi z Lotosem Trefl Gdańsk. Oba wygrali pewnie po 3:1.

Oprócz nowego rozgrywającego Pawła Woickiego mającego wnieść do zespołu spokój i opanowanie, kibice z Olsztyna liczą też na Marcina Walińskiego. To przyjmujący, który miał okazję zbierać doświadczenie m.in. pod okiem Stephane'a Antigi (teraz trener reprezentacji Polski), kiedy ten jeszcze jako siatkarz grał w Transferze Bydgoszcz (2011-2013).

Rozmowa z Marcinem Walińskim, przyjmującym Indykpolu AZS Olsztyn

Mateusz Lewandowski: Kolejny raz spotkaliście się z Lotosem Gdańsk w krótkim odstępie czasu i ponownie wygraliście 3:1. Wasza forma jest tak wysoka?

Marcin Waliński: - Nie ma co popadać w hurraoptymizm. Gdańszczanie grali bez kilku podstawowych zawodników [Sebastian Schwarz, Murphy Troy, Mateusz Mika dołączą do zespołu po mistrzostwach Europy - red.] i to na kluczowych pozycjach. Jedyne, co jest pocieszające, to fakt, że przebijaliśmy się przez ich blok, który będzie taki sam podczas rozgrywek ligowych.

Zgodzi się pan z tezą, że przyjęcie w waszym zespole z meczu na mecz wygląda coraz lepiej?

- Nie wiem, jak to wygląda w liczbach, bo dla mnie nie ma to znaczenia. Najważniejszy jest końcowy wynik spotkania. Wydaje mi się, że jako drużyna zaczynamy się dobrze prezentować. Coraz lepiej rozumiemy się na boisku. Na razie cieszymy się z tego co jest, a czas pokaże, co wydarzy się w przyszłości.

W każdym zespole ważna jest współpraca na linii atakujący - rozgrywający. Pan zna się z Pawłem Woickim z czasów, kiedy obaj graliście w Transferze Bydgoszcz...

- Znam się dość dobrze z Pawłem, więc nie potrzebujemy zbyt dużo czasu na zgranie. Jest on na tyle "elastycznym" zawodnikiem, że potrafi szybko przystosować się do nowych warunków. Jeżeli coś jest nie tak, to na treningach staramy się to poprawiać. Na tę chwilę wszystko zmierza w dobrym kierunku. Chcemy, by wszystko chodziło jak w szwajcarskim zegarku.

W Indykpolu brakuje zawodników, którzy trenują ze swoimi reprezentacjami (belgijski atakujący Bram Van Den Dries i holenderski środkowy Thomas Koelewijn). Nie uważa pan, że po przyjeździe do Olsztyna będą mieli ciężkie zadanie, by przebić się do składu?

- Doświadczenie podpowiada mi, że prędzej czy później i tak trener Andrea Gardini z nich skorzysta. Nie ukrywajmy, oni są nam potrzebni. Będą dobrze przygotowani do rozgrywek, ponieważ przyjadą do nas prosto z mistrzostw Europy [9-18 października - red.]. Z drugiej strony nasza forma będzie rosła z treningu na trening, a w dodatku będziemy już ze sobą zgrani. Ich minusem będzie to, że nie znają się z naszym rozgrywającym. Mam jednak nadzieję, że jak najszybciej wdrożą się do naszej drużyny.

Nad którymi elementami najbardziej pracujecie na treningach?

- Przede wszystkim nad systemem gry. Szkoleniowiec ma swoją filozofię gry w siatkówkę i przekazuje nam ją od pierwszego treningu. Cały czas uczymy się tego, jak mamy grać i gdzie właściwie ustawić się na boisku.

Więcej o siatkarzach Indykpolu AZS czytaj na olsztyn.sport.pl .

Więcej o: