Zawisza jeden krok bliżej Narodowego

- Myślimy tylko o wygranej. Nie przejedziemy 1000 kilometrów do Stalowej Woli i z powrotem, żeby się podłożyć - mówił przed meczem o ćwierćfinał Pucharu Polski trener Zawiszy Daniel Osiński. Piłkarze plan wykonali. Zapomnieli o tym tylko w ostatnim kwadransie spotkania.

Trenowaliście rzuty karne? Takie było pierwsze pytanie reportera Polsatu Sport do Osińskiego - Dla zabawy - odpowiedział - A na poważnie. Nie chcemy mieć dogrywki i karnych. Zamierzamy jak najwcześniej wrócić do Bydgoszczy, żeby się wyspać. Dlatego nie chcemy jedenastek - dodał szkoleniowiec bydgoskiej drużyny, który po raz drugi prowadził zespół. W sobotę oficjalnie występował jako pierwszy trener w spotkaniu ligowym z Rozwojem Katowice. Wówczas jednak miejsce w prostokącie obok ławki zarezerwowane dla głównego coacha zajmował Hermes, jeden z asystentów Mariusza Rumaka. W Stalowej Woli było inaczej. Drużyną z tego miejsca kierował Osiński.

W jedenastce Zawiszy nastąpiło kilka zmian. W bramce zamiast Łukasza Sapeli pokazał się 19-letni Damian Węglarz. Na środku obrony wystąpił Piotr Stawarczyk, a odpoczął Łukasz Nawotczyński. Dla Stawarczyka był to powrót po długiej przerwie. Ostatni zagrał w spotkaniu z MKS Kluczbork, który Zawisza przegrał 2:3, a piłkarz sprowadzony z Ruchu popełnił w nim poważne błędy. Trzecia zmiana w zespole to nieobecność Bułgara Wasiła Panajotowa.

Osiński postawił na prawej obronie na nominalnego skrzydłowego, Jakuba Smektałę. Próbował tego jeszcze w sparingach przed sezonem Rumak, ale potem zrezygnował.

Faworytem pojedynku w Stalowej Woli byli bydgoszczanie i od początku meczu pokazali, że występują w lepszej lidze. Kontrolowali środek boiska, gdzie panowali Kamil Drygas z Maciejem Koną oraz Micą. Akcja ostatniej dwójki dała zawiszanom jedynego gola przed przerwą. 19-letni Kona delikatnie podciął piłkę i posłał ją między obrońcami w pole karne do wbiegającego Portugalczyka. Mica nie miał kłopotów z pokonaniem Tomasza Wietechy.

Bydgoszczanie w pierwszej połowie oddali sześć strzałów celnych, Stal - ani jednego. Powinni zdobyć więcej goli, ale Mica nie wykorzystał sytuacji sam na sam, a główkę Krzysztofa Nykla pięknie obronił Wietecha. Jedną, świetną okazję mieli także gospodarze, ale spudłowali z 6 metrów.

Piłkarze Zawiszy rozstrzygnęli pojedynek od razu po przerwie. Akcja była przedniej urody, a szczególnie podania Miki, który piętą dograł do wbiegającego w pole karne Drygasa. Mocny strzał lewą nogą był nie do obrony. - Z Micą się fajnie gra - mówi strzelec bramki.

Potem bydgoszczanie powinni podwyższyć wynik. Sam na sam z Wietechą był Szymon Lewicki - strzelił w bramkarza Stali. Rzutu wolnego pośredniego z 6 metrów nie wykorzystał Jakub Łukowski.

Trener Osiński zdjął z boiska kolejno Micę, Lewickiego oraz Konę i wówczas gospodarze zdobyli kontaktowego gola. Zrobiło się trochę nerwowo. Stal jednak okazji sobie poważnych do wyrównania nie stworzyła. Zawiszanie zagrają w ćwierćfinale Pucharu Polski.

- Zwyciężyliśmy, ale nasza gra pozostawia wiele do życzenia. Wykonaliśmy jednak plan. Wygraliśmy w 90 minutach, bez dogrywki i karnych - podsumował Drygas - Mieliśmy za wiele prostych strat. Gdyby wszystko było pod kontrolą, strzelilibyśmy trzecią i czwartą bramką - dodał kapitan Zawiszy.

W ćwierćfinale bydgoski zespół zmierzy się ze zwycięzcą pary Podbeskidzie Bielsko-Biała - Śląsk Wrocław.

Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz

Stal - Zawisza 1:2 (0:1)

Bramki: 0:1 Mica (28.), 0:2 Drygas (48.) 1:2 Jabłoński (80.)

Zawisza: Węglarz- Smektała, Wełnicki, Stawarczyk, Nykiel- Drygas, Kona (81. Cywiński)- Kamiński, Mica (60. Patejuk), Łukowski- Lewicki (67. Alawerdaszwili)

Więcej o: