Czesław Michniewicz wraca na trenerską ławkę Pogoni

- Mam nadzieję, że po raz ostatni otrzymałem taką karę i nie będę musiał już oglądać spotkań mojego zespołu z trybun - mówi szkoleniowiec Pogoni Szczecin.

Michniewicz został wysłany na trybuny za krytykowanie decyzji arbitra meczu Pogoń - Wisła Kraków. Automatycznie oznaczało to odsunięcie od prowadzenia portowców w dwóch meczach. Pod nieobecność (na ławce) pierwszego szkoleniowca drużyną kierował pierwszy asystent - Marcin Węglewski. Wyniki? Dobre: remis w Kielcach, wygrana z liderami z Gliwic 3:1.

- Zwycięstwo jest efektem pracy całego sztabu, a nie tylko mojego - podkreślał Węglewski po meczu z Piastem. Pytany jednak o "swoje" wyniki - tylko się uśmiechnął.

- Rozochocił się - śmieje się Michniewicz. - Ma dobre statystyki - dwa punkty na mecz, co pewnie zapewniłoby nam sukces w postaci awansu do grupy mistrzowskiej. Ale wrócimy do normalności.

Czy faktycznie? Szkoleniowcy bardzo często są zwolennikami zasady, że zwycięskiego składu się nie zmienia.

- Ja jej nie wyznaję - zastrzega Czesław Michniewicz. - To nie jest dobre dla drużyny, bo rezerwowi też mają swój wkład w wygrane, często większy niż paru podstawowych zawodników. A ten 12. czy 13. cały czas ma wierzyć, że zagra od początku, bo jakby wiedzieli, że nawet w przypadku wygranej znów będą rezerwowymi, to przestałoby im zależeć.

Michniewicz do Mielca (tam będzie rozegrany mecz z Termalicą Nieciecza) zabiera pełny sztab współpracowników. Cała drużyna rusza już w czwartek i podróż podzieli na etapy.

- Znajdzie się miejsce i dla Marcina - podkreśla z uśmiechem pierwszy trener portowców. - Mam nadzieję, że po raz ostatni otrzymałem taką karę i nie będę musiał już oglądać spotkań mojego zespołu z trybun.