Plażowiczki w Lublinie. Teraz już liczą się tylko Igrzyska

Kinga Kołosińska i Monika Brzostek, brązowe medalistki ME, odwiedziły Lublin. Siatkarki plażowe przez dziesięć miesięcy w roku są poza domem. - Tak naprawdę mamy tylko tydzień wolnego - komentują. Potem małymi krokami zaczynają przygotowania do wyjazdu na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro.

Jak same opowiadają, to był najlepszy sezon w ich seniorskiej karierze. - Brązowy medal Mistrzostw Europy, trzecie miejsce w turnieju Word Grand Prix w Olsztynie i kilka innych udanych występów bardzo cieszą. Wiemy jednak, że stać nas na więcej i myślę, że za rok spotkamy się w jeszcze lepszych humorach, bo medale będą z lepszego kruszcu - komentowała Kołosińska.

Lubelska para ma ogromne szanse na wyjazd na igrzyska olimpijskie do Rio. W tym momencie są na dziewiątej pozycji w olimpijskim rankingu, a kwalifikację ma zapewnione pierwsze 16 par. - Zrezygnowałyśmy już z ostatnich startów w tym roku, mimo że teoretycznie będzie tam łatwiej o punkty. Czujemy jednak, że potrzebujemy przerwy. Już niedługo jedziemy na zgrupowanie regeneracyjne. Musimy wyleczyć wszystkie urazy, by potem już od grudnia mocno zacząć przygotowania do sezonu olimpijskiego - mówi Brzostek i dodaje: - Chociaż jesteśmy blisko wyjazdu do Rio, to chyba w to uwierzymy, dopiero jak złożymy olimpijską przysięgę. Wcześniej trzeba jednak wszystko udowodnić na boisku.

Zawodniczki lubelskiego AZS UMCS TPS są na specjalnej olimpijskiej ścieżce organizowanej przez miasto i urząd marszałkowski. W związku z tym mogą liczyć na samorządowe wsparcie finansowe. - Warto stawiać na sport, bo później możemy cieszyć się z takich sukcesów, jakie odniosły nasze siatkarki. Sport łączy wszystkich. Nieważne, jakie są nasze polityczne barwy, przekonania, narodowość czy rasa. Warto też, żeby dzieci i młodzież brały przykład z Kingi i Moniki - przekonywał Krzysztof Grabczuk, wicemarszałek województwa lubelskiego. - Ostatni medal dla naszego regionu zdobył zapaśnik Andrzej Głąb. Srebro w 1988 w Seulu. Liczymy, że dziewczyny dorzucą coś do tego woreczka - dodaje Grabczuk, który przez wiele lat był też działaczem, trenerem i sędzią zapasów (m.in. na olimpiadzie w Atlancie).