Górnik Zabrze. Miesiąc pracy Leszka Ojrzyńskiego. Zaczynał od spadochronu

- Teraz można już wymagać ode mnie więcej - przyznaje Leszek Ojrzyński. Trener Górnika Zabrze wreszcie miał chwilę, by popracować z zespołem w nieco większym spokoju.

Czy Górnik Zabrze wydostanie się z dna tabeli? Podyskutuj na Facebooku >>

W dniu Wielkich Derbów Śląska Leszkowi Ojrzyńskiemu stuknie dokładnie miesiąc w roli trenera Górnika. Miesiąc - dodajmy - dość szalony. Zespół przejął przecież w biegu. - Śmieję się, że na pierwszy mecz, z Niecieczą, spadłem ze spadochronem - mówi Ojrzyński. - Mogłem poczekać, obejrzeć to spotkanie z trybun i wziąć zespół w poniedziałek. To jednak nie w moim stylu. Chciałem od razu wejść do szatni, spojrzeć chłopakom w oczy i spróbować wygrać. Nie wyszło - dodaje.

Później przyszły remisy z Zagłębiem Lubin i Cracovią, ale choć kilka dobrych momentów było, specjalnej odmiany w grze zabrzan nie odnotowaliśmy. Tę miała zagwarantować dopiero reprezentacyjna przerwa. Ojrzyński wreszcie mógł popracować w nieco większym spokoju, wprowadzić do drużyny nowych zawodników. I dlatego przy okazji derbów z Ruchem poprzeczka idzie mocno w górę. - To prawda, teraz można już wymagać ode mnie więcej - podkreśla Ojrzyński.

A na Roosevelta życzą sobie powtórki z początków jego pracy w Podbeskidziu. Bielszczan również przejął w trudnym momencie i trzech pierwszych meczów nie wygrał (też dwa remisy i porażka). Udało się właśnie za czwartym podejściem.

Kto wygra 104. Wielkie Derby Śląska?
Więcej o: