Trener Lecha Poznań Maciej Skorża: Dwóch graczy zemdlało mi w przerwie. Nie ma kto strzelać bramek

- Dla mnie to także jest szok, że trzy dni po wygranym meczu na Węgrzech gramy coś takiego i przegrywamy z Termalicą Nieciecza. Nie do wszystkich graczy dociera, że nie można tak rozpoczynać spotkań - mówił trener Maciej Skorża po tym, jak jego zespół poniósł piątą porażkę w siódmym meczu ekstraklasy. Tym razem z Termalicą Nieciecza w Mielcu 1:3

Trener Maciej Skorża mecz podsumował bardzo krótko, wyraźnie zdenerwowany i spięty. - Niestety, dwa łatwo stracone gole znów od początku spotkania ustawiły nas w bardzo niekorzystnej sytuacji. Znów się to powtórzyło. W drugiej połowie nasza gra była lepsza, pokazaliśmy więcej determinacji, ale nadal nie ma kto bramek strzelać - stwierdził.

Kilka tematów rozwinął dopiero po pytaniach z sali. - Niewątpliwie widzieliśmy w Mielcu dwa oblicza tego samego zespołu. Gdybyśmy tak grali od początku jak w drugiej połowie, zapewne nie przegralibyśmy - komentował. - Po raz kolejny zaczynamy mecz wyjazdowy w ten sposób, po raz kolejny tracimy szybko gola. Nie powiem już, ile poświęciłem czasu, przestrzegając zawodników przed podobnymi sytuacjami...

Po czym zdenerwował się jeszcze bardziej: - Musi coś w końcu do nich dotrzeć, bo nie wszyscy potrafią to zrozumieć, że tak nie można grać. Tak jak musimy nauczyć się grać co trzy dni, tak też musimy pozbyć się podobnych wad.

Pytany o to, czym spowodowana jest podobna postawa, co doskwiera graczom Lecha i co ich gryzie, odrzekł: - Dla mnie to też jest cios, że trzy dni temu zagraliśmy zwycięski mecz z Videotonem na Węgrzech, a teraz widzimy to, co widzimy. Jestem tym wstrząśnięty. Dwóch graczy zemdlało mi jednak w szatni, biegali dzisiaj, ile mogli. Gdybyśmy wykorzystali sytuacje, nie przegralibyśmy tego. Nie jesteśmy jednak drużyną skuteczną.

Pytany o to, co dalej, powiedział: - Przeżywam deja vu. Sytuacja jest podobna do tej jesienią, gdy obejmowałem ten zespół. Wtedy po meczach z Koroną i Piastem atmosfera podobna. Nie było wówczas w ogóle drużyny.

- Muszę przyznać, że zestawieniem składu nie pomogłem zespołowi. Wystawienie Karola Linettego na pozycji ofensywnego pomocnika na zdało egzaminu. To był błąd. Gdybyśmy od początku zagrali z Denisem Thomallą, może byśmy tego meczu nie przegrali - stwierdził.

Pytany o to, czy wystawienie takiego składu było apelem do zarządu Lecha o nowego napastnika, rzekł: - To nie był apel, ale próba szukania rozwiązań.

Zobacz wideo
Więcej o: