Grand Slam w Olsztynie na dłużej? Tłumy kibiców na finałach

Turniej siatkówki plażowej Warmia Mazury Grand Slam Olsztyn 2015 przeszedł do historii. Przez ostatni tydzień na piaszczystych boiskach Centrum Rekreacyjno-Sportowego ?Ukiel? o największe laury walczyło ponad 300 zawodników z całego świata.

Dla stolicy regionu było to prawdziwe wyzwanie. Przez minione 11 lat prestiżowy turniej Pucharu Świata z powodzeniem odbywał się bowiem w Starych Jabłonkach pod Ostródą. Zmienili się również organizatorzy - zaledwie sześć miesięcy przed startem imprezy wycofała się Grupa Anders, na czele z dotychczasowym dyrektorem zawodów Tomaszem Dowgiałło.

Wielu kibiców zadawało sobie pytanie, czy turniej po takich zmianach nadal będzie stał na najwyższym poziomie. - Na początku nikt nie wierzył w Olsztyn, że sobie poradzi - przyznaje Rafał Pośpiech, dyrektor Warmia Mazury Grand Slam 2015. - Czas, jaki mieliśmy, by zorganizować turniej, był niewielki. I wprawdzie nie chciałbym popadać w hurraoptymizm, bo jest kilka detali, które są do poprawy, to jestem dumny z tego, co udało nam się osiągnąć.

O zmianie lokalizacji tak dużych zawodów wypowiadali się również sami zawodnicy. - Nie chciałbym porównywać tych dwóch turniejów, bo Stare Jabłonki były przez kogo innego organizowane - mówił Michał Kądzioła, utytułowany polski siatkarz plażowy. - Widać, że mamy w kraju fanatyków, którym zależy na siatkówce i bez których te turnieje by się nie odbyły. Można powiedzieć, że mamy tu wszystko, czego nam potrzeba.

Nie sposób jednak uniknąć porównań do Starych Jabłonek, których przypomnijmy największym osiągnięciem było przeprowadzenie mistrzostw świata w 2013 roku. Do tej małej mazurskiej wsi, która liczy raptem 700 mieszkańców, rokrocznie specjalnie na Puchar Świata przyjeżdżały dziesiątki tysięcy kibiców i to nie tylko z kraju.

- Za to w tym roku, po raz pierwszy w historii polskiej edycji World Tour, trybuny stadionów już podczas spotkań kwalifikacyjnych były zapełnione w 75 procentach - podkreśla Rafał Pośpiech. - Pokazuje nam to, że Olsztyn jest właściwym miejscem do rozgrywania takich zawodów. Do tego dochodzą również różnego rodzaju udogodnienia, jakie przygotowaliśmy dla uczestniczących siatkarzy, jak specjalna wanna z lodem czy strefa do regeneracji organizmu.

Według pierwszych szacunków organizatorów przez sześć dni trwania rywalizacji czołowych siatkarzy (25-30 sierpnia) Centrum Rekreacyjno-Sportowe "Ukiel" odwiedziło kilkadziesiąt tysięcy osób. Nie oznacza to jednak, że wszyscy byli zachwyceni przeprowadzką tej sztandarowej imprezy na Warmii i Mazurach. - W Starych Jabłonkach wszystko było w jednym miejscu, tutaj trzeba się naprawdę nachodzić - mówi Anna Kossak, fanka plażówki, która przyjechała z Malborka. - Niestety, trudno tu znaleźć nawet harmonogram turnieju, przez co nie wiadomo, kto z kim i na którym boisku zagra.

Za to wszyscy, którzy w tym czasie odwiedzili Olsztyn, na każdym kroku podkreślali walory turystyczne miasta. - Tutaj jest po prostu przepięknie - mówi Joanna Marek, kibicka pochodząca z Gdańska. - Teren plaży miejskiej jest ogromny, a oprócz oglądania zmagań siatkarzy można również wypocząć. Podobnie zresztą było w Starych Jabłonkach, ale ta okolica wydaje mi się bardziej przystosowana dla turystów. Każdy znajdzie coś dla siebie, dlatego ja z pewnością wrócę do Olsztyna za rok.

Z uznaniem wypowiadali się także uczestniczący w turnieju zagraniczni zawodnicy. - Uwielbiam grać w Polsce - przyznaje Brazylijka Larissa Maestrini, która w parze z Talitą Antunes ostatecznie triumfowały w Grand Slam Olsztyn. - Czuć, że ludzie kochają siatkówkę plażową. Tłumnie przychodzą na mecze i dopingują nas we wspaniały sposób, nawet kiedy nie gramy o podium. To nie zdarza się w innych państwach. Dla takich fanów warto wygrywać.

Trafionym pomysłem okazało się także wybudowanie zamiast jednego stadionu, dwóch mniejszych (główny na 4 tys., mniejszy na 995 osób). Dzięki temu życiem tętnił cały teren położony na CRS Ukiel, a podczas finałowych meczów próżno było szukać na trybunach wolnych krzesełek.

- Problemów z ich zapełnieniem nie byłoby, gdyby mogły pomieścić nawet 5-6 tys. widzów - uważa Mariusz Krzyż, fan siatkówki plażowej z Warszawy. - Nie ukrywam, że spodziewałem się tutaj bitwy pomiędzy kibicami o zajęcie najlepszych miejsc.

Obawy okazały się niesłuszne, ponieważ wpuszczanie i wypuszczanie ludzi odbywało się bardzo sprawnie. Aby dostać się na darmową trybunę (przygotowano ponad 2 tys. bezpłatnych miejsc), trzeba było podejść do bramki, a tam dalej kierował nas ochroniarz. Gdy wolnych krzesełek już zabrakło, wejście było zastawiane barierką.

Wszystkich najbardziej jednak interesowało, jak w Grand Slam Olsztyn wypadną polscy siatkarze. Prawdziwa euforia nastąpiła w sobotnie popołudnie, kiedy to Kinga Kołosińska z Moniką Brzostek sięgnęły po brązowe krążki. W decydującym meczu pokonały holenderską parę Sophie van Gestel i Jantine van der Vlist 2:0. - Kibice bardzo nam pomogli - podkreślała Kołosińska. - Dziękujemy im za doping podczas trwania całego turnieju. Cieszymy się, że wygrałyśmy spotkanie i mamy upragniony brąz.

Słabiej wypadli panowie, ponieważ żadna z trzech polskich par nie dostała się do półfinału. Duet Michał Kądzioła/Jakub Szałankiewicz został sklasyfikowany na 17. miejscu, Grzegorz Fjałek/Mariusz Prudel zajęli 9. lokatę, a Bartosz Łosiak/Piotr Kantor musieli zadowolić się 5. pozycją. W niedzielnym finale ostatecznie zwyciężyli Brazylijczycy Alison/Bruno Schmidt, którzy rozprawili się z Amerykanami Gibb/Patterson w dwóch setach.

Tymczasem organizatorzy Grand Slam już myślą o 2016 roku. - Chciałbym, aby trybuny mogły pomieścić więcej kibiców - mówi Rafał Pośpiech, dyrektor turnieju. - Mam parę kosmetycznych uwag, które z całą pewnością zostaną wcielone w życie. Jeśli miasto powie "tak", to nie wyobrażam sobie, by za rok impreza nie odbyła się w Olsztynie.

Więcej o sporcie z Warmii i Mazur czytaj na olsztyn.sport.pl .

Więcej o: