Mateusz Kuchta: W zimie chcę uniknąć powrotu do Górnika Zabrze [ROZMOWA]

- Czas uciekał, a ja w klubie nadal nie grałem. Przestawałem być tym młodym i perspektywicznym. Dlatego przez ten ostatni rok w Górniku Zabrze dusiłem się w sobie - mówi Mateusz Kuchta, bramkarz GKS-u Katowice, dokąd wypożyczył go Górnik.

O Kuchcie już od dawna mówi się jako o dużym bramkarskim talencie, choć jeszcze niedawno mało kto widział go w akcji. Wszystko zmieniło się za sprawą wypożyczenia z Górnika Zabrze do GKS-u Katowice. Tu 19-latek miejsce w składzie już ma.

Kamil Kwaśniewski: Mówi się, że bramkarz powinien mieć trochę nierówno pod kopułą, ale pan na takiego nie wygląda.

Mateusz Kuchta: Szaleńcem nie jestem, ale krzyknąć potrafię. Poza tym wiele zależy od szatni. W Górniku jest wielu doświadczonych zawodników, więc obowiązuje pewna hierarchia. Młody nie może się specjalnie wychylać. Co innego w Katowicach. Tutaj ludzie po trzydziestce to właściwie wyjątki, zespół jest naprawdę młody. Wejść do takiej szatni jest więc znacznie łatwiej. Podoba mi się to, że nie ma w tej grupie jednego przywódcy. Oczywiście Grzesiu Goncerz, Mateusz Kamiński czy Łukasz Pielorz mają najwięcej do powiedzenia, ale zabrać głos może naprawdę każdy. Szczerze? Po raz pierwszy jestem w szatni, gdzie panuje tak dobra atmosfera.

Kamyczek do ogródka szatni Górnika?

- Nie. Chodzi mi tylko o to, że ten podział na starszych i młodszych jest tam jednak spory. W Katowicach nie ma go praktycznie wcale.

No i to w Katowicach dostał pan szansę gry.

- Za trenera Nawałki każdy w Górniku czuł się ważny. Bez względu na to, czy był pewniakiem do gry, czy nie mieścił się nawet na ławce. Mimo że przychodziłem do klubu jako 16-latek, po każdym treningu słyszałem od trenera: "Mati, musisz być gotowy!". Wziął mnie też do osiemnastki na mecze z Legią Warszawa czy Wisłą Kraków. A takie rzeczy budują pewność siebie, dają motywację. Później poszedłem na wypożyczenie do Okocimskiego Brzesko, wyglądałem tam naprawdę fajnie i po powrocie do Górnika liczyłem po cichu, że powalczę o wyjściowy skład. Zacząłem sezon jako zmiennik Pavelsa Steinborsa, ale przyszedł gorszy okres, popełniałem błędy. Trzy miesiące były w moim wykonaniu naprawdę słabe. Potrzebowałem jednego dobrego spotkania, na przełamanie. Łapałem się na ławkę pierwszej drużyny, ale czułem, że szans na grę nie mam. Zeszłej zimy chciałem więc iść na kolejne wypożyczenie. Trener Warzycha nie wyraził jednak zgody. Zostałem i nic się nie zmieniło. Miałem nadzieję, że może zagram w samej końcówce sezonu, kiedy Górnik miał już pewne utrzymanie, ale nic z tego.

Tego nam zabrakło. Zespół nie grał już o nic, więc aż prosiło się, żeby sprawdzić młodego.

- Miałem też wsparcie kibiców. Wstawiali się za mną choćby na facebookowym koncie klubu. To miłe, ale - wiadomo - decydował trener Warzycha, który bał się na mnie postawić.

Myśli pan, że przeszło mu to przez myśl?

- Ja tego nie odczułem, chociaż od jednego z członków sztabu szkoleniowego wiem, że przez moment - chyba po porażce z Wisłą Kraków - trener faktycznie się nad tym zastanawiał. Ale widać szybko się z tego pomysłu wycofał. To nie znaczy jednak, że mam jakieś pretensje. Wsparcia od trenera Warzychy mi brakowało, ale zawsze wychodzę z założenia, że jeśli piłkarz chce grać, to musi się obronić formą na treningach. Poza tym żyję tym, co dzisiaj - jestem w Katowicach i czuję się tu naprawdę świetnie. Górnik w umowie zastrzegł sobie co prawda, że zimą będzie mógł mnie ściągnąć z powrotem, ale mówię otwarcie, że chciałbym tego uniknąć. W GieKSie mam zamiar zagrać cały sezon.

Przygodę z nią rozpoczął pan naprawdę nieźle.

- Kiedy trener Piekarczyk powiedział, że wystąpię w Pucharze Polski, wiedziałem, że to duża szansa. W meczu ligowym musi przecież grać co najmniej jeden młodzieżowiec, a ja nim jestem. I rzeczywiście, w składzie na Arkę Gdynia, czyli na ligę, też się znalazłem. Chociaż nigdy nie będę z siebie zadowolony, jeśli drużyna przegrywa. Wolę już zawalić gola, ale dopisać w tabeli trzy punkty.

Jest pan pod szczególną obserwacją. W końcu przyjęło się, że Kuchta to wielki talent.

- Po meczach juniorskiej kadry zrobiło się trochę szumu, ale podchodziłem do tego na spokojnie. Czas uciekał, a ja w klubie nadal nie grałem. Przestawałem być tym młodym i perspektywicznym. Dlatego przez ten ostatni rok w Górniku dusiłem się w sobie. Na dodatek straciłem miejsce w reprezentacji, bo wyskoczył Bartek Drągowski z Jagiellonii. A ja nawet nie miałem argumentów, by podjąć z nim rywalizację.

Jesteś kibicem ze Śląska? Dołącz do nas na Fejsie! >>

Więcej o: