Grand Slam. Cały Olsztyn żyje siatkówką plażową

Na boiskach Centrum Rekreacyjno-Sportowego ?Ukiel? w decydującą fazę wchodzi turniej Grand Slam w siatkówce plażowej. W Olsztynie po raz pierwszy w historii rywalizują najlepsze zawodniczki i zawodnicy na świecie

Przez ostatnie 11 lat turniej z cyklu World Tour odbywał się w Starych Jabłonkach koło Ostródy. W tym roku ta prestiżowa impreza debiutuje w stolicy Warmii i Mazur. Jak przyznają organizatorzy, jedyne czego mogliby się obawiać, to pogody. - Nie mamy na nią żadnego wpływu, ale jak dotąd i ona nam dopisuje - mówi z uśmiechem Rafał Pośpiech, dyrektor Warmia Mazury Grand Slam Olsztyn 2015. - Zawody zawsze blakną, kiedy pojawia się choćby kropla deszczu.

Jak przyznaje główny organizator zmagań, tłum ludzi odwiedzających plażę miejską nad Jeziorem Krzywym sam napędzą tą imprezę. - Zainteresowanie zawodami jest bardzo duże - podkreśla Pośpiech. - Są z nami kibice z Łotwy, a na finały przyjeżdżają również Rosjanie. Widać, że Olsztyn żyje siatkówką, a jego mieszkańcy znają się na tym sporcie.

Mimo że największe sportowe emocje dopiero przed nami, to już podczas meczów kwalifikacyjnych wielkie trybuny na 4 tys. osób zapełniły się w połowie fanami plażówki. - Jestem zaskoczony tak fajną atmosferą, która towarzyszy zawodom od wtorku, czyli pierwszego dnia zmagań - zaznacza Michał, kibic, który przyjechał z Elbląga. - Pierwszy raz jestem na turnieju siatkówki plażowej, i to właśnie w Olsztynie.

Zachwyceni są także sami siatkarze. - Niczego nam tutaj nie brakuje - mówi Monika Brzostek, utalentowana polska zawodniczka, która występuje w parze z Kingą Kołosińską. - Świetną sprawą jest m.in. strefa odnowy biologicznej, gdzie po rozegranym spotkaniu możemy wymoczyć się w wodzie z jodem. Nigdy wcześniej tego nie było. Organizatorzy naprawdę o nas dbają.

Nie oznacza to jednak, że Olsztyn debiutujący w roli gospodarza nie natrafił na mniejsze lub większe trudności. Jedną z nich jest słabe oznakowanie dróg dojazdowych do miejsca rozgrywania zawodów. - Trochę zasmucił mnie fakt, że niektóre znaki przez nas ustawione po prostu poznikały - mówi Rafał Pośpiech. - Mamy jednak zamiar dodać kolejne, które ułatwią kibicom poruszanie się.

Wszystkich najbardziej interesuje jednak to, co dzieje się na boiskach, a dzieje się niemało. Zmagania w Grand Slamie otworzyły mecze kwalifikacyjne wśród kobiet, gdzie Polska miała dwóch przedstawicieli. Mowa o pochodzącej z Iławy Marcie Pietroczuk, która na co dzień gra w parze z Pauliną Stasiak oraz duecie Agnieszka Adamek/Kinga Legieta. Niestety wszystkie swoją przygodę z olsztyńskim turniejem zakończyły już po pierwszych spotkaniach. - Na początku rzeczywiście ręce trochę się trzęsły, ale z czasem było coraz lepiej - mówiła zaraz po występie Marta Pietroczuk, wychowanka Zryw Volley Iława. - Próbowałyśmy też trochę zagrań, których nie mamy dopracowanych. Błędy były więc nieuniknione.

Teraz rywalizacja wkroczyła w najważniejszy etap, a więc turniej główny, gdzie Polskę reprezentują trzy żeńskie pary. Największe szanse na odniesienie sukcesu mają Kinga Kołosińska i Monika Brzostek, które bez porażki przeszły przez fazę grupową i mogły się skupić na dalszej fazie rozgrywek. - Byłyśmy bardzo skupione i starałyśmy się utrzymać nasz poziom gry - tłumaczyła Kołosińka. - Obie grałyśmy dobrze w obronie. Monika świetnie radziła sobie w polu, natomiast ja umiejętnie blokowałam. Teraz skupiamy się na dalszym etapie rozgrywek. Tam nie możemy już sobie pozwolić na błędy.

Tyle szczęścia nie miały duety Agata Trybuła/Martyna Kłoda oraz Maria Włoch/Aleksandra Stępień, które szybko pożegnały się z turniejem. Mimo że nie udało się im wygrać żadnego spotkania w fazie grupowej, to trzeba przyznać, że przyszło im się zmierzyć z silnymi rywalkami.

Polscy kibice duże nadzieje wiązali także z występem iławianina Macieja Rudola, który gra z Maciejem Kosiakiem. By przebrnąć przez sito kwalifikacji i dostać się do turnieju głównego, musieli rozstrzygnąć na swoją korzyć dwa pojedynki. Tym większa szkoda, że ulegli reprezentantom Austrii Alexandrowi Huber i Robinowi Seidl 0:2. - Być może zmęczenie dało o sobie znać - zastanawia się Rudol. - Jesteśmy po turnieju w Skopje [zajęli tam pierwsze miejsce - red.], gdzie rozegraliśmy wiele spotkań. W poniedziałek wróciliśmy, a podróż była męcząca. Tutaj zdołaliśmy we wtorek odbyć zaledwie jeden krótki trening. Mimo to uważam, że nie to było przyczyną naszej porażki.

W ten sposób stało się jasne, że w turnieju głównym ostatecznie wystartowały trzy biało-czerwone pary - Michał Kądzioła/Jakub Szałankiewicz, Bartosz Kantor/Piotr Łosiak oraz Grzegorz Fjałek/Mariusz Prudel (wyniki na olsztyn.sport.pl ). Na ostatnią dwójkę najbardziej liczą miejscowi kibice, którzy pamiętają 2011 rok, kiedy to ich ulubieńcy w Starych Jabłonkach zajęli wysokie 2. miejsce. Powtórzenie tego osiągnięcia byłoby nie lada sukcesem. - Nie zakładamy sobie jakichś konkretnych celów przed turniejami - mówi Mariusz Prudel. - Każdy z nas jednak planuje sobie, co chciałby osiągnąć. Ja uważam, że najważniejsza jest dobra dyspozycja, a reszta przyjdzie razem z nią.

W piątek emocje na terenie CRS Ukiel rozpoczną się już o godz. 9, kiedy do zmagań przystąpią najlepsze siatkarki. Dwie godziny później w akcji zobaczymy także panów. Losy turnieju Grand Slam rozstrzygną się jednak w weekend. W sobotę zobaczymy dwa półfinałowe mecze pań (od godz. 10.15), a także pojedynek o trzecie miejsce (15.30) i finał (16.30). W niedzielę zaś, ostatniego dnia zmagań, rozstrzygną się losy podium wśród siatkarzy - półfinały (od 11), o trzecią pozycję (14), wielki finał (15).

Organizatorzy przygotowali 2,2 tys. bezpłatnych biletów (płatne zostały już wykupione). Aby wejść na trybunę głównego stadionu, należy podejść do bramki, przez którą ochrona będzie wpuszczać ludzi. Dopóki wszystkie miejsca nie zostaną zajęte, każdy będzie mógł wejść. To samo dotyczy mniejszego stadionu.

Więcej o sporcie z Warmii i Mazur czytaj na olsztyn.sport.pl .

Więcej o: