W niedzielę w meczu SPAR Falubazu Zielona Góra z MrGarden GKM Grudziądz (57:33) w żużlowej ekstralidze wyścig 15. skończył się dla Darcy'ego Warda fatalnie. Australijczyk próbował wyprzedzić Artjoma Łagutę i zahaczył o jego tylne koło. Zawodnik gospodarzy najpierw z impetem upadł na tor, a potem uderzył w bandę. Długo nie podnosił się z toru, na który wjechała karetka.
Australijczyk uskarżał się na ból kręgosłupa i szyi, ale zapewniał, że ma czucie w nogach. Został przewieziony do szpitala, a badanie tomografem komputerowym wykazało przerwanie rdzenia kręgowego na odcinku, który odpowiada za dolne partie ciała, o czym zielonogórski klub poinformował na Twitterze.
Rokowania są bardzo złe, ale w jakim stanie jest Ward, dowiemy się najwcześniej w środę. Na poniedziałkowym briefiengu lekarze poinformowali jedynie, że żużlowiec sam oddycha i jest świadomy.
Ward jeździ także w lidze na Wyspach Brytyjskich w zespole ze Swindon. Robins poniedziałkowy mecz z Poole Pirates już odwołali, a do Zielonej Góry zjechali prezes klubu oraz mistrz świata z 2012 roku Chris Holder, rodak i kolega Warda. "Jadę do Ciebie, trzymaj się brachu" - pisał na Twitterze, a w nocy informował kibiców o stanie zdrowia Warda.
Wypadek Warda wzbudził ogromne poruszenie na całym świecie. Prośbę o modlitwy i dużo ciepłych słów m.in. na Twitterze słali nie tylko przedstawiciele żużlowego światka, ale i prezes PZPN Zbigniew Boniek.