GKS Katowice. Grzegorz Goncerz show. Cztery gole kapitana!

Grad bramek na Bukowej. GKS Katowice w efektownym stylu zrehabilitował się za porażki z Zagłębiem Sosnowiec i Arką Gdynia.

Kiedy GKS Katowice awansuje do Ekstraklasy? Podyskutuj na Facebooku >>

- Więcej oczekuję od Grześka Goncerza, ale nie ma sensu wywierać na niego presji, bo to zespół powinien mu stwarzać więcej sytuacji strzeleckich - mówił nam kilka dni przed meczem Grzegorz Proksa, dyrektor sportowy GieKSy. A że dyrektora sportowego zespół powinien słuchać, to w rywalizacji z beniaminkiem z Kluczborka wszystko wyglądało już tak, jak wyglądać powinno.

Popularny "Gonzo" miał okazje bramkowe i doskonale wiedział, jak zamieniać je na radość trybun. Najpierw ośmieszył obrońców MKS-u, później ci... ośmieszyli się sami, w końcu - tak dla odmiany - świetną asystą popisał się Wojciech Trochim. Tak oto jeszcze przed upływem pół godziny gry Goncerz świętował klasycznego hat tricka. Król strzelców poprzedniego sezonu powrócił na właściwe tory!

W pierwszej połowie trudno było znaleźć w GKS-ie słabsze ogniwo. Bo tak jak efektownie było w ofensywie, tak też nie można było przyczepić się do tego, co w obronie. Zresztą przed przerwą goście poważnie zagrozili Mateuszowi Kuchcie tylko raz, i to dopiero przy trzybramkowym prowadzeniu GieKSy. Po płaskim dośrodkowaniu Adama Orłowicza piłką w poprzeczkę trafił Michał Kojder. Dobra akcja, ale to było zdecydowanie za mało, by spodziewać się, że po przerwie Kluczbork zdoła katowiczan chociażby postraszyć.

Gościom należy jednak oddać, że do pewnego momentu wyglądali lepiej od GieKSy. Ba, w 78. minucie dopięli swego, gdy większych szans Kuchcie nie dał - precyzyjnym strzałem głową - rezerwowy Piotr Giel. Ale kiedy zanosiło się na to, że końcówka będzie należała - z punktu widzenia gospodarzy - do nerwowych, GKS w efektownym stylu rozwiał wszelkie wątpliwości. Wszystko za sprawą Adriana Frańczaka, który pokonał Oskara Pogorzelca mocnym, mierzonym strzałem.

Na tym wcale nie koniec, bo - po faulu na Aleksandrze Januszkiewiczu - ekipa Piotra Piekarczyka miała jeszcze rzut karny. Do piłki - wiadomo - podszedł Goncerz i uderzył tak, jak w tym spotkaniu przyzwyczaił, czyli bez litości dla rywali.

- W pierwszej połowie przyjemnie było patrzeć na nasze akcje - podkreślał Piotr Piekarczyk, trener ekipy z Bukowej.

Andrzej Konwiński, szkoleniowiec MKS-u, był natomiast mocno podłamany: - Zagraliśmy 10 minut w pierwszej połowie i 20 w drugiej. Reszta należała do gospodarzy - podsumował.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>

Więcej o: