Piast Gliwice. Tomasz Mokwa opowiada o testach w Górniku Zabrze [WYWIAD]

- Wiadomo, że można było trafić do tej ekstraklasy szybciej, ale czasem to wcale nie wychodzi na dobre. Bywa, że chłopak, który dostanie się tu w bardzo młodym wieku, zachłyśnie się sukcesem - mówi Tomasz Mokwa, obrońca Piasta Gliwice.

Facebook?  | A może Twitter? 

Kamil Kwaśniewski: O miejsce w składzie rywalizuje pan m.in. z Adrianem Klepczyńskim, co łatwe nie jest. Trener przecież dwa razy się zastanowi zanim posadzi kapitana na ławce.

Tomasz Mokwa: Możliwe, chociaż mnóstwo już było w futbolu przykładów, które pokazały, że można. Choćby Paweł Olkowski: gdy przechodził do Kolonii, wielu wróżyło mu ławkę rezerwowych, bo na jego pozycji grał kapitan drużyny. Mimo to ciężką pracą wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie.

A propos Olkowskiego - do tej pory pana kariera układa się podobnie. Młoda Ekstraklasa, I liga, teraz ekstraklasa.

- Chciałbym, żeby tak było nadal. Każdy ma jednak własną drogę. Staram się stawiać na niej kolejne kroki. Wiadomo, że można było trafić do tej ekstraklasy szybciej, ale czasem to wcale nie wychodzi na dobre. Bywa, że chłopak, który dostanie się tu w bardzo młodym wieku, zachłyśnie się sukcesem i poczuje "większym" niż w rzeczywistości jest.

Ja wytyczam sobie kolejne cele. Już kilka lat temu, będąc jeszcze w Arce Gdynia, założyłem sobie, że trafię do ekstraklasy. Udało się, choć okrężną drogą. Grałem w drugiej i pierwszej lidze, a w międzyczasie byłem próbowany na testach w klubach ekstraklasy. Byłem w Widzewie Łódź, Górniku Zabrze.

Wiele panu zabrakło, by zostać w Górniku?

- Wydaje mi się, że było blisko. Pojechaliśmy na dwutygodniowy obóz do Grodziska Wielkopolskiego i choć wśród testowanych zawodników panował spory ruch, ja dotrwałem do końca. I właśnie ostatniego dnia trener Nawałka powiedział mi, że skoro na wiosnę Górnik ma walczyć o czołowe miejsca, to nie będzie czasu na ogrywanie młodych. Wspomniał też, że będzie miał mnie na oku, ale temat gry w Zabrzu już nigdy nie wrócił.

Poczuć tę słynną dyscyplinę Nawałki jednak pan zdążył.

- Czy zawodnik ma 35 lat, czy 17, chodzi jak w zegarku. Wszyscy wiedzą, co mają robić. Dosłownie każda minuta jest dokładnie zaplanowana. A przy tym żaden z piłkarzy nie odezwie się nawet słowem. Idealny porządek.

Więcej o: