Po właściwych stronach Błoń: Piłkarze bez zmarszczek [Wnioski po 5. kolejce]

Piłkarskie brzydkie kaczątka wyrosły na łabędzie, niektórzy zawodnicy grają na kredyt, a piosenki o trenerze zmieniły adres. Oto, czego dowiedzieliśmy się o Cracovii i Wiśle Kraków po 5. kolejce ekstraklasy.

Przebieraniec czy analfabeta

Z piłkarzem może być jak z dziewczyną w dyskotece. Zdarza się, że w małej, przyciemnionej salce kandydatka na żonę wygląda jak ósmy cud świata, ale w pełnym świetle czar pryska. W oczy rzuca się nadmierny makijaż czy cellulit, a dużo bardziej zjawiskowa okazuje się niepozorna brunetka, która podpierała ścianę.

Mateusz Cetnarski - jeszcze rok temu wyglądał jak przebieraniec. Był kandydatem na środkowego pomocnika z prawdziwego zdarzenia, a grał tak, że pożytek mogły mieć z niego najwyżej walczące o awans do III ligi rezerwy. Wtedy mogło się wydawać, że pod ścianą spędzi resztę kariery, a przeszedł całkowitą metamorfozę. Nie będziemy się wysilać na wyszukane pochwały, bo wystarczy przywołać fakty. Dorobek Cetnarskiego w meczach tego sezonu: 1) gol i asysta z Koroną; 2) asysta z Podbeskidziem; 3) gol z Wisłą; 4) kluczowe podanie z Lechią, po którym padł zwycięski gol. W sumie przyłożył nogę do tego, że Cracovia zdobyła punkty w czterech z pięciu spotkań.

Kolejny dowód, że w piłce pozory mylą? Donald Guerrier. Gdy przychodził do Wisły, był taktycznym analfabetą. Wydawało się nawet, że będzie trzeba mu wytłumaczyć, na czym polega spalony. Łapano go na nim bez przerwy, a trener Franciszek Smuda też łapał - za bidon i celował w jego stronę. Guerrier wskazówek słuchał niechętnie i wyglądał na zawodnika, który nadaje się tylko na Orlika, bo tam może wbić wzrok w ziemię, okiwać wszystkich, a na koniec strzelić gola.

Dziś z piłkarskiego wariata zamienił się w zawodnika nieobliczalnego. A to wskoczy na Pawła Brożka i zdobędzie gola, by za chwilę uderzyć niemal z połowy w okolice chorągiewki. Ale nawet najbardziej kuriozalne próby można mu wybaczyć, bo takie są prawa lidera zespołu. Być może brzmi to dziwnie, ale taką funkcję Guerrier dziś pełni. W spotkaniu z Legią zdobył gola, z Lechią dołożył kolejnego, a przy dwóch miał udział.

Killerów dwóch

Czasem piłkarze znajdą się w (nie)odpowiednim miejscu o (nie)odpowiedniej porze. Kiedyś Bartłomiej Dudzic rozegrał w Cracovii całą rundę jako napastnik, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że do tej roli kompletnie się nie nadaje. Wychodził na boisko, rozczarowywał i... za tydzień znowu wychodził. Potem znów rozczarowywał i znów wychodził. Ostatecznie nie zdobył żadnego gola, ale dziś może się chwalić, że w ekstraklasie rozegrał ponad 100 meczów. Miał szczęście (a może pecha?), że w drużynie nie było nikogo innego, kto mógłby występować na tej pozycji.

Dziś trener Jacek Zieliński mówi, że nie ma killera. Czyli kogoś, kto nie potrzebuje 15 sytuacji, by w końcu trafić do siatki. W Cracovii kandydatów do ataku brakuje, więc trzeba szukać opcji rezerwowych. W roli wysuniętego napastnika grał ostatnio Marcin Budziński, który jest jednak jak długoterminowa prognoza pogody. Bardzo trudno przewidzieć, czy się sprawdzi. W ubiegłym sezonie były mecze, kiedy nikt poza nim nie zasługiwał na pochwały. A dziś można chwalić każdego z osobna, ale nie Budzińskiego. Słowo "chimeryczny" w tym przypadku jest chyba odpowiednie.

Porównywanie Pawła Brożka i Dudzica byłoby dalece niestosowne. Drugi z nich na zdobycie tylu bramek co napastnik Wisły potrzebowałby pewnie jakichś 300 lat. Ale dziś trudno nie zauważyć, że Brożek gra na kredyt. Być może angażuje się nawet bardziej niż przed laty, ale to dlatego, że musi czymś nadrabiać. Nie gra już jak "Stojanow" (tak określił styl mało ruchliwego zawodnika trener Franciszek Smuda), ale goni po całym boisku, atakuje bramkarza, ale pożytku z tego niewiele.

Brożek nie ma asyst, nie zdobywa bramek i nawet nie dochodzi do pozycji strzeleckich. Wisła w tym sezonie na bramkę rywala uderzyła 46 razy, a jej wysunięty napastnik... dwa (oba niecelne). Więcej strzałów ma nawet środkowy obrońca Arkadiusz Głowacki. Z jednej strony Brożek występuje trochę za zasługi, z drugiej grać musi, choć może sam wolałby zrobić sobie tydzień przerwy i popracować? Być może alternatywą jest wystawienie pary Rafael Crivellaro - Maciej Janowski? Bo w obecnej formie Brożek się męczy, a kibicom daje argumenty do krytyki.

Trenerze! Prosimy o uśmiech

Ostatnio lekko odbrązowiona została też postać Kazimierza Moskala. Gdy w 1990 r. odchodził z Wisły do Lecha Poznań, kibice protestowali pod klubem, a niektórym podobno zakręciła się łza w oku.

Od tamtej pory przy Reymonta śpiewano, że Moskala nie wolno tknąć, bo będzie się miało wielkie nieprzyjemności. Później wrócił, zdobył z Wisłą jeszcze dwa mistrzostwa Polski, a następnie przy Reymonta uczył się trenerki.

Zawsze obejmował zespół w trudnej sytuacji i pieśni śpiewano na ogół przy okazji trudnych meczów. Teraz peanów o szkoleniowcu z trybun nie słuchać, a zamiast tego coraz więcej jest narzekania. Bo Wisła Moskala nie przegrywa, ale za to wyspecjalizowała się w remisach. Do tego stopnia, że zdobywa 1,21 punktu na mecz. Przy takiej średniej w poprzednim sezonie po rundzie zasadniczej Wisła zajęłaby dopiero 14. miejsce. Może dla Moskala jeszcze nic straconego, bo bohaterów rodzą kryzysy.

Nie można napisać, że Jacek Zieliński przy ul. Kałuży został przyjęty chłodno, ale wielkich oczekiwań nie było. Bo na co tu liczyć, skoro drużyna za poprzedniego trenera miała problemy ze składnymi akcjami i przylgnęła do dołu tabeli? Tymczasem człowiek, który przyszedł jako ratownik, w parę chwil (konkretnie w niecałe cztery miesiące) zdążył przejść do historii. W końcu takiej passy meczów bez porażki w Cracovii nie było od 66 lat.

Eksperci wychwalają jego drużynę, kibice po meczach wykrzykują jego nazwisko i tylko... sam Zieliński do wyników podchodzi z dziwną rezerwą. Nie skacze z radości, nie krzyczy wniebogłosy, tylko robi wszystko, by schować się za maską obojętności.

Zamiast mówić o sukcesach, na każdym kroku powtarza, że prędzej czy później przyjdzie kryzys i krytyka. Niby się zgadza, ale to retoryka w stylu: "Po co rano ścielić łóżko, skoro wieczorem i tak będzie trzeba iść spać?".

Trenerze! Prosimy o więcej uśmiechu.

Więcej o: