Pogoń podniosła ciśnienie kibicom, ale ostatecznie wywozi z Bielska komplet

W pierwszych 45 minutach wszystko szło zgodnie z planem i Pogoń gładko prowadziła 2-0. W drugiej części portowcy musieli jednak uciekać spod topora. I dzięki Patrykowi Małeckiemu zrobili to skutecznie.

Pogoń Szczecin do spotkania w Bielsku przystąpiła we wzmocnionym w ofensywie składzie. Do pierwszej jedenastki wrócili Łukasz Zwoliński oraz Patryk Małecki. Sporym zaskoczeniem było przede wszystkim desygnowanie do gry tego drugiego, który miał wejść dopiero w drugiej połowie. W Podbeskidziu na lewe skrzydło wskoczył nominalny lewy obrońca Fabian Hiszpański, a poza kadrą znalazł się Maciej Korzym.

Pogoń mocno weszła w spotkanie i od pierwszej minuty była stroną dominującą. Podbeskidzie odgryzało się sporadycznie, a portowcy konsekwentnie dążyli do strzelenia pierwszej bramki. I kibice Dumy Pomorza, którzy przyjechali kilkaset kilometrów, nie musieli się niecierpliwić i szybko zostali wynagrodzeni. W 17. minucie Rafał Murawski wrzucił z rzutu wolnego idealnie na głowę Jarosława Fojuta, a ten wyprowadził granatowo-bordowych na prowadzenie.

Zawodnicy Czesława Michniewicza poszli za ciosem i po chwili byli bliscy podwyższenia prowadzenia. Patryk Małecki jeden ze swoich rajdów zakończył uderzeniem w poprzeczkę. Gospodarze konsekwentnie prosili się jednak o stratę kolejnej bramki i sami ją sprokurowali. Jeden z defensorów Podbeskidzia wsadził na minę Emilijusa Zubasa i bramkarz bielszczan wyekspediował piłkę w taki sposób, że trafiła ona pod nogi Rafała Murawskiego. Ten strzałem przy słupku zdobył drugą bramkę dla Pogoni.

Ukontentowana drużyna ze Szczecina do końca pierwszej połowy nie musiała już forsować tempa i miała wszystko pod kontrolą. Bezradnemu Podbeskidziu nie pomogła nawet taktyczna zmiana w 37. minucie, kiedy to Fabiana Hiszpańskiego zastąpił Damian Chmiel.

Na drugą połowę wyszło odmienione Podbeskidzie, które już w 51. minucie złapało kontakt. Frank Adu Kwame ograł Mateusza Lewandowskiego i wystawił piłkę Chmielowi, który trafił do siatki. Nie minęły trzy minuty, a był już remis. Mateusz Szczepaniak wykorzystał dokładną centrę z rożnego i bierność w obronie Zwolińskiego.

Pogoń w porę się jednak przebudziła. W 60. minucie błysk Akahoshiego oraz przytomne zachowanie Małeckiego sprawiły, że portowcy po raz kolejny wyszli na prowadzenie. Stykowy wynik gwarantował emocje do samego końca, jednak kolejne bramki już nie padły. Pogoń bała się już otworzyć (najlepszą kontrę zmarnował Zwoliński w 93. minucie), a gospodarze w swoich atakach nie byli zbyt konkretni.

Dzięki wygranej Pogoń awansowała na 5. pozycję w tabeli. W piątek podejmie Wisłę Kraków (godz. 18).