Olimpia Grudziądz - Lech Poznań 0:2. "Kolejorz" wymęczył awans w Pucharze Polski, dwa gole Davida Holmana

W wielkim upale i po ogromnych mękach Lech Poznań pokonał pierwszoligową Olimpię Grudziądz 2:0 i awansował do 1/8 finału Pucharu Polski. Autorem obu trafień dla mistrzów Polski był David Holman.

- Grajom jak z Bazylejom - błysnął jeden z kibiców Olimpii, gdy piłkarzom Lecha Poznań wyraźnie nie szło na boisku pierwszoligowca. Mieszkańcy Grudziądza jeszcze kilka dni temu oglądali poznaniaków w TV podczas nieudanej rywalizacji z FC Basel w eliminacjach do Ligi Mistrzów, a teraz mogli zobaczyć mistrzów Polski na własne oczy. Gdyby faktycznie "Kolejorz" zagrał w Grudziądzu tak jak choćby podczas rewanżu w Szwajcarii, nie byłoby źle, bo z tamtą formą zespół Macieja Skorży powinien sobie bez problemu poradzić z ekipą Olimpii.

W Pucharze Polski walczył jednak zespół, w którym znalazło się wielu rezerwowych lechitów, więc można było drżeć o wynik. Tym bardziej że, gdy oba zespoły rozgrzewały się przed meczem, spiker na stadionie odczytywał wyniki kolejnych spotkań pucharowych, w których niżej notowane zespoły prowadziły z przedstawicielami ekstraklasy (ostatecznie niespodzianek nie było). To mogło dodać odwagi piłkarzom w koszulkach w biało-zielone pasy, tym bardziej że trzy lata temu rozprawili się już z Lechem w Pucharze Polski. A teraz mieli naprzeciwko siebie zespół przybity odpadnięciem z walki o Champions League, z zaledwie jednym zwycięstwem w lidze i przede wszystkim bardzo nieskuteczny, bo przecież w trzech ostatnich spotkaniach "Kolejorz" nie potrafił zdobyć bramki.

Teraz przełamał się bardzo szybko, bo już w 9. minucie David Holman z bliska kopnął piłkę obok Michała Wróbla i dał drużynie prowadzenie. Węgier błysnął formą w trakcie letnich przygotowań i sparingów, zapowiadał, że będzie chciał jesienią powalczyć o to, żeby Lech wykupił go z Ferencvarosu Budapeszt. Gol w Grudziądzu był z pewnością cenny, ale wcale nie świadczył o dobrej grze młodego pomocnika. Wystarczy powiedzieć, że przed tą bramką Madziar w beznadziejny sposób stracił piłkę na własnej połowie, ale gospodarze tego prezentu nie wykorzystali.

Poznaniacy prowadzili, ale jakoś nie poczuli się pewniej. W ogromnym upale starali się zwalniać grę, długo rozgrywać piłkę, a gdy przyszło już zagrać ją w stronę bramki Olimpii Grudziądz, kończyło się to stratą. Przez całą pierwszą połowę lechici nie stworzyli sobie ani jednej okazji do podwyższenia prowadzenia, a ogromną ochotę na zlikwidowanie jednobramkowej straty mieli ambitni gracze z pierwszej ligi.

Piłkarze Olimpii atakowali głównie lewą stroną boiska, czyli tam, gdzie od początku meczu kryta trybuna stadionu w Grudziądzu dawała tak cenny w tych warunkach cień (w upale posłuszeństwa odmówił m.in. stadionowy telebim, który dał się uruchomić dopiero parę minut przed przerwą). Co jakiś czas na bramkę "Kolejorza" sunęły żywiołowe, spontaniczne ataki, które wprawiały w stan uniesienia miejscowych fanów. Tak naprawdę jednak gospodarze mieli jedną bardzo dobrą okazję, gdy w ostatniej minucie Adam Cieśliński z bliska nie trafił do bramki po tym, jak na głowę spadła mu piłka odbita przez Macieja Gostomskiego.

Początek drugiej części dawał nadzieję na to, że mistrzowie kraju jednak ogarnęli się i przejmą kontrolę nad meczem. Strzelili nawet gola, ale ze spalonego i wynik się nie zmienił. Potem przyszło jednak trudne kilkadziesiąt minut, w których aż roiło się od kiksów i prostych błędów poznaniaków. Miejscowi grali z większym zaangażowaniem, wielką ambicją, której zawsze przybywa, gdy trzeba zmierzyć się z wyżej notowanym rywalem. Lech nie miał aż takiej przewagi w umiejętnościach, by wcześniej pozbawić Olimpię nadziei na pucharową niespodziankę. W 83. minucie Maciej Gostomski wygrał pojedynek z Fabianem Pawelą, a trzy minuty później David Holman z bliska posłał piłkę nad Michałem Wróblem. Dobrym, płaskim dośrodkowaniem popisał się wcześniej Gergo Lovrencsics i to akcja Węgrów przypieczętowała awans. I to jest najważniejsze dla zespołu Macieja Skorży, ale nie można zapominać, że wtorkowy pojedynek w Grudziądzu był takim, do którego najlepiej pasuje powiedzenie: Wynik lepszy niż gra.

W kolejnej rundzie, zaplanowanej na 23 września, Lech Poznań zagra ze zwycięzcą pojedynku Ruch Chorzów - Wisła Kraków.

Zobacz wideo
Więcej o: