Górnik Zabrze. Łukasz Madej: Gdy wrócą kibice, klub czeka fajna przyszłość [WYWIAD]

- Każdy w Zabrzu marzy, by klub znów grał w europejskich pucharach. Po otwarciu stadionu będzie o to łatwiej. Tak samo jak o miano ?polskiego Schalke? - uważa Łukasz Madej, pomocnik Górnika Zabrze.

Trzy mecze i tylko jeden punkt, który na dodatek pozwolił tylko wyjść w tabeli na zero. Liczby, które sprawiają, że sobotni mecz Górnika Zabrze z Jagiellonią Białystok urasta do rangi niezwykle ważnego. A skoro tak, to oczy skierowane są zwłaszcza na najbardziej doświadczonych zawodników, czyli m.in. Łukasza Madeja.

Kamil Kwaśniewski: Chwilę po transferze do Zabrza mówił pan, że kiedy zakończy się budowa nowego stadionu, Górnik stanie się "polskim Schalke". Dziś powie pan to samo?

Łukasz Madej: Od tamtego czasu klub dosyć mocno się zmienił, musi zaciskać pasa. Trzeba sobie powiedzieć, że kadrowo jest słabszy niż choćby dwa lata temu. Wiadomo, każdy tu marzy, by Górnik znów grał w europejskich pucharach. Po otwarciu stadionu będzie o to łatwiej. Tak samo jak o to miano "polskiego Schalke". Kiedy na Roosevelta wrócą te tysiące kibiców, ten klub będzie miał przed sobą naprawdę fajną przyszłość. Trzeba jeszcze jednak trochę poczekać.

Celem "na już" jest z kolei pierwsze zwycięstwo w sezonie. Z konkretnym napastnikiem w składzie byłoby lżej.

- Oczywiście, świetnie byłoby mieć w zespole piłkarza, który zdobędzie w sezonie 15 bramek, ale tacy kosztują duże pieniądze. Na szczęście równie dobrze można grać bez choćby jednego napastnika, a i tak wysoko wygrywać. Bo najważniejsze to mieć w drużynie kreatywnych ludzi. Takich, którzy robią przewagę, wygrywają pojedynki jeden na jeden. A tę nogę, by skierować piłkę do siatki, ktoś zawsze dostawi. Dzisiaj w ataku gra Roman Gergel, zdobył już dwa gole i chwała mu za to. Kto wie, może nawet ta zmiana pozycji okaże się strzałem w dziesiątkę i Roman już tu zostanie? W piłce często tak bywa.

Ostatnio pełne 90 minut dostał Marcin Urynowicz. Rzeczywiście taki talent?

- Tak sądzę. To dobrze wyszkolony chłopak, piłka w grze mu nie przeszkadza. Pytanie tylko, jak wiele zajmie mu aklimatyzacja w ekstraklasie: miesiąc, pół roku czy może rok?

W wywiadzie dla "Sportu" Artur Płatek powiedział, że Urynowicz ma kilka kilogramów nadwagi.

- Być może trenerowi bardziej chodziło o to, że Marcin mógłby być bardziej - tak to nazwijmy - postawny. Wiem po sobie, że chłopcy w takim młodym wieku powinni sporo czasu poświęcać na trening na siłowni. To daje naprawdę dużo. Nawet jeśli sprawi, że przez rok taki chłopak będzie w słabszej formie, zaprocentuje w przyszłości. Dlatego uważam, że Marcin powinien wręcz jeszcze przybrać masy. Wtedy będzie jeszcze lepszym zawodnikiem.

Kłopoty w ofensywie mają też w Jagiellonii Białystok. Wszystko przez odejście Patryka Tuszyńskiego i Niki Dzalamidze.

- To spore osłabienie, a przecież wcześniej z Białegostoku odszedł też Michał Pazdan. Nie ma na świecie drużyny, dla której strata trzech podstawowych zawodników nie byłaby problemem. Ale piłka to biznes. Skoro zaoferowano za tę trójkę tak duże pieniądze, to na miejscu prezesa Jagiellonii też bym ją sprzedał. Chociaż nie ma co liczyć na to, że "Jaga" przyjedzie do nas podłamana. Nie, ma szeroką kadrę, więc na miejsce tych, którzy odeszli, wchodzą następni.

W Zabrzu trafią na solidną defensywę? W trakcie ostatnich treningów Robert Warzycha poświęcał jej sporo uwagi.

- Nie od dziś wiadomo, że mamy z nią problem. Inna sprawa, że źle by było, gdybyśmy nagle zaczęli poświęcać jej dosłownie każdy trening. Trzeba zwracać uwagę na wszystkie elementy. To recepta na dobre wyniki. Te - mam nadzieję - zaczną się dla nas właśnie od meczu z Jagiellonią.

Na koniec pozytywny akcent. Z którym rywalem zanotowaliście najwyższe domowe zwycięstwo w zeszłym sezonie?

- Z Jagiellonią, było 3:0. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby w sobotę doszło do powtórki.

Czy Górnik Zabrze wskoczy w tym sezonie do grupy mistrzowskiej?
Więcej o: