GKS Katowice. Wojciech Cygan: Widzę GieKSę w... pierwszej ósemce ekstraklasy [WYWIAD]

- Kiedy GieKSę przejął Centrozap, falę entuzjazmu wśród kibiców budowano na złudnych obietnicach. Teraz klub ma mocne fundamenty - podkreśla Wojciech Cygan, prezes GKS-u Katowice.

Kiedy GKS Katowice awansuje do ekstraklasy? Podyskutuj na Facebooku >>

Plany na przyszłość i kolejne wzmocnienia - o tym (i nie tylko) porozmawialiśmy z Wojciechem Cyganem, prezesem katowickiego klubu.

Kamil Kwaśniewski: Gdzie widzi pan GieKSę za - powiedzmy - trzy lata?

Wojciech Cygan: W pierwszej ósemce ekstraklasy i na nowym stadionie. Wedle planów miasta, właśnie wtedy powinna się kończyć się jego budowa. Z sukcesami powinny już też funkcjonować pozostałe sekcje sportowe, które pojawią się w spółce.

Reforma ekstraklasy sprawiła, że owa pierwsza ósemka ekstraklasy to jednocześnie duża szansa na europejskie puchary.

- Nie wiem, czy wszystkie kluby, które celują w grupę mistrzowską, myślą jednocześnie o pucharach. Mam wrażenie, że niektórzy kombinują tak: "Awansujemy do ósemki, a potem mamy już spokój". My natomiast jesteśmy klubem ambitnym, więc jeśli przyjdzie nam w tej ósemce powalczyć, to będziemy się bić o jak najwyższe cele. To jednak melodia przyszłości, nie chciałbym wyjść na człowieka lekko odrealnionego. Dziś jesteśmy w pierwszej lidze. Ba, ledwie po pierwszej kolejce sezonu. Tego się trzymajmy.

Co może przemawiać za tym, że już tym sezonie wywalczycie awans?

- W ciągu ostatnich miesięcy dość mocno się przeobraziliśmy. Dzięki decyzji radnych i władz miasta o dofinansowaniu klubu porzucamy bagaż długów, które przez lata GKS-owi mocno ciążyły. Oczywiście, poprawa finansów nie oznacza automatycznie poprawy na boisku, ale dla bieżącego funkcjonowania klubu to bardzo istotna sprawa. A jeśli miasto chce budować silną GieKSę, to my musimy zrobić wszystko, żeby taka była. Nie tylko organizacyjnie czy marketingowo, ale również sportowo.

Tak samo mówiono, kiedy do klubu wkroczył Centrozap.

- Pieniądze z miasta są pewne, mają pokrycie. Tamte z czasów Centrozapu go nie miały. Falę entuzjazmu wśród kibiców budowano wtedy na złudnych obietnicach. Teraz klub ma mocne fundamenty, o czym świadczy choćby inwestowanie w naszą akademię "Młoda GieKSa". Po wielu latach udało nam się uporządkować szkolenie młodzieży przy Bukowej.

Powie pan, że na tle innych pierwszoligowców GKS ma mocny skład?

- Powiem, że nie widzę nikogo, kto wyraźnie wybijałby się ponad konkurencję. Zespołu, który zdominowałby tę ligę jak w poprzednim sezonie Zagłębie Lubin, na pewno nie będzie.

Kibice mogą się jeszcze spodziewać wzmocnień?

- W pewnym momencie powiedzieliśmy sobie, że poczekamy dwie - trzy kolejki i wtedy zastanowimy się, czy i jakie wzmocnienia są potrzebne. Miejsce w kadrze jest. Na razie więc przede wszystkim obserwujemy, chociaż - z drugiej strony - nie jest tak, że telefony przestały dzwonić. Cały czas dostajemy jakieś propozycje, ale nie są to oferty z rodzaju tych, które bierze się w ciemno.

Kogo za to pozyskać wam się nie udało?

- Chcieliśmy chociażby Rubena Jurado. To było na samym początku okresu przygotowawczego.

W ekstraklasowym Piaście Gliwice miał jeden z lepszych kontraktów.

- Nie poszło o pieniądze, bo do tego etapu w ogóle nie doszliśmy. Jurado po prostu poinformował nas, że ma na swoją karierę inny plan.

Hiszpana w szatni nie ma, ale i bez niego ta zmieniła się dosyć mocno.

- Da się w niej odczuć znacznie lepszą atmosferę. Pewnie ważnym elementem są tu dobre wyniki pierwszych spotkań.

Wcześniej kilka nazwisk się tam zasiedziało?

- Być może do pewnych rozwiązań GieKSa była przywiązana zbyt długo. Trzeba było coś zmienić.

Zobacz wideo
Więcej o: