Jesteś kibicem z Bydgoszczy? Dyskutuj i dołącz do nas na Facebooku Sport.pl Bydgoszcz
Mecz na szczycie I ligi, jak nazywane było spotkanie Arki z Zawiszą nie zawiodło widzów.
- To był dobry mecz. Dramaturgia, słupki i poprzeczki, sytuacje po obu stronach. Było na co patrzeć. Z przebiegu spotkania ten remis jest, uważam, sprawiedliwy. Przyjechaliśmy co prawda po trzy punkty, ale trzeba szanować to, co się udało się zdobyć - mówił zadowolony po meczu trener gości.
Zarówno Arka i Zawisza postawiły sobie wysoko poprzeczkę. Jednak to gospodarze wyszli na prowadzeni i poszli później za ciosem.
- Wiedzieliśmy ze czeka nas bardzo trudne spotkanie. Arka szykowała coś specjalnego i musieliśmy być gotowi na wszystko. O mało co, a już po pierwszej połowie bylibyśmy poza meczem. Przy 2:0 byłoby już bardzo ciężko - komentował Rumak. - Nie ustrzegliśmy się błędu po stałym fragmencie i to gola strzelił nam najniższy piłkarz na boisku.
Kluczowym momentem meczu był z pewnością fakt przestrzelonego przez żółto-niebieskich rzutu karnego. Feralnym wykonawcą był Marcus da Silva, który nonszalancko uderzył futbolówkę i tę bez problemu nogami odbił bramkarz Zawiszy Łukasz Sapela.
- Sapela wyczekał ten karny, wprowadził w dezorientacje Marcusa i dlatego czapki z głów dla niego. Rzuty karne to gra psychologiczna, którą wygrał nasz bramkarz. Wiedzieliśmy też, że Marcus strzela po rogach, a teraz uderzył w środek. Tym bardziej wyczekanie było mocno ryzykowne, ale się opłacało - analizował Rumak.