Nie żyje Edmund Milecki. Twórca potęgi Zawiszy

Edmund Milecki był człowiekiem, który dla Zawiszy potrafił uczynić wszystko. Zbudował więc dla klubu stadion i urządził niezwykłe powitanie Teresie Ciepły, złotej medalistce olimpijskiej z Tokio. Odszedł twórca potęgi największego klubu sportowego w Bydgoszczy.

Choć płk Edmund Milecki od wielu lat był na emeryturze, poruszał się o lasce, ale rzadkie były dni, kiedy nie zjawiał się w siedzibie klubu i swoim najbardziej ukochanym stowarzyszeniu lekkoatletycznym. Nigdy nie znikła jego pasja do Zawiszy. Był dumny z klubu, którego był jednym z głównych twórców. - Sukcesów Zawiszy jest tak dużo, że trzeba by ciężarówki, żeby zmieścić te worki medali zdobyte przez naszych sportowców - napisał do "Wyborczej", kiedy organizowaliśmy na 65-lecie klubu plebiscyt na najlepszego zawodnika w dziejach Zawiszy. Miał swoich faworytów. Gwiazdą 65-lecia była dla niego Teresa Ciepły. Dalej w swej dziesiątce umieścił Zdzisława Krzyszkowiaka, Pawła Wojciechowskiego, Andrzeja Brończyka, Andrzeja Szajnę, Zbigniewa Bońka, Witolda Barana, Jana Wojnowskiego, Zygmunta Zawadzkiego. A dziesiątkę płk. Mileckiego zamykała kajakarka Daniela Pilecka.

Przeważali lekkoatleci i nic w tym dziwnego, skoro płk Milecki przez dziesięciolecia kierował sekcją lekkoatletyczną klubu, przynoszącą Zawiszy najwięcej olimpijskich trofeów. - Teresa to był złoty człowiek - wspominał złotą medalistkę z igrzysk w Tokio, kiedy pisałem dla klubu historyczny szkic dziejów królowej sportu w Zawiszy na 65-lecie klubu. Sam zadbał o jego powstanie, bo pomimo upływu lat czuł się odpowiedzialnym współgospodarzem klubu. I sypał jak z rękawa anegdotami. Był bohaterem wielu z nich, jak choćby tej z podwójnym powitaniem w Bydgoszczy Teresy Ciepły po jej sukcesach w Tokio. Na oficjalnych zdjęciach z 1964 roku widać tłumy witające złotą i srebrną medalistkę na dworcu kolejowym. Tyle że ona wtedy przyjechała z Torunia. - Historia była dramatyczna. Byliśmy umówieni, że ją odbierzemy z lotniska w Warszawie. Nie wiem, jak to się stało, ale umówionego dnia rozminęliśmy się na Okęciu. Zajechaliśmy tam samochodem, a Teresy już nie było. Przyleciała wcześniej, nie spotkała nas i pojechała pociągiem do Bydgoszczy. Kłopot był, bo jak tu nie uhonorować podwójnej medalistki olimpijskiej. Następnego dnia wsadziłem więc Teresę w samochód i pojechaliśmy do Torunia. Tam wsiadła w pociąg jadący z Warszawy i wysiadła na dworcu w Bydgoszczy z medalami, witana przez tysiące ludzi. Nie żałuję. Należało się to Teresie - wspominał płk Milecki.

Nie było dla niego rzeczy niemożliwej do zrobienia dla Zawiszy i miasta, w którym zaczął pracować ponad 60 lat temu. Najpierw był wydział wychowania fizycznego w sztabie POW, a potem praca kierownika sekcji lekkoatletycznej w CWKS Bydgoszcz, czyli Zawiszy. W 1954 roku rozpoczął budowę stadionu - wbrew woli ówczesnych władz Bydgoszczy, ale z charakterystycznym dla siebie uporem doprowadził ją do końca. Wspominał architekta, Jerzego Hoffmanna, najchętniej rysującego swoje wizje patykiem na piasku. Potrzebna była ziemia na nasyp pod trybuny, zwoził ją z grupą żołnierzy z Łęgnowa oraz z ul. Chodkiewicza, kiedy robiono tam kanalizację. - W 1955 roku zasialiśmy już trawę na boisku i zagraliśmy pierwszy mecz piłkarski z zespołem z NRD, Vorwaerts Frankfurt. Tak to się zaczęło - wspominał twórca Zawiszy.

Dzięki jego pracy zmienił się ten fragment Bydgoszczy na północy miasta, który dziś kojarzy się z rozbudowującym się ciągle obiektem Zawiszy. Płk Milecki był zawsze gorącym orędownikiem ich rozwoju. Walczył o kolejne obiekty powstające przy organizacji pierwszych, historycznych mistrzostw świata młodzieży do lat 18, Pucharu Europy czy mistrzostw Europy do lat 23. Zbierał zasłużone pochwały za ich wzorową organizację. Był inicjatorem także Europejskiego Festiwalu Sztafet, który przerodził się w Europejski Festiwal Lekkoatletyczny. Przekonywał do swoich pomysłów władze Bydgoszczy i PZLA.

Jest jedynym człowiekiem, który został odznaczony Złotą Odznaką Zawiszy. Odszedł w wieku 88 lat.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.