Pogoń będzie obserwować mecz Błękitni - Termalica, bo to potencjalny rywal w Pucharze Polski

Co w tej edycji osiągną portowcy w Pucharze Polski? Humory kibiców już na starcie zostały jednak nieco popsute, ponieważ w 1/16 granatowo-bordowych czeka wyjazd do Białegostoku, na mecz z Jagiellonią. Sceptycyzmu sympatyków portowej jedenastki nie podziela natomiast trener - Czesław Michniewicz.

W 1/16 można było wylosować zespoły znacznie niżej notowane albo przynajmniej mieć na tyle szczęścia, żeby ten mecz, który decyduje o awansie do kolejnej fazy, rozegrać na własnym obiekcie. Los do Pogoni niespecjalnie się uśmiechnął i już pierwsza przeszkoda będzie nie lada wyzwaniem. Jagiellonia to trzeci zespół poprzedniego sezonu, który szczególnie na własnym boisku nie zwykł przegrywać i przyzwyczaił kibiców do tego, że jest w stanie odwrócić losy nawet w ostatniej minucie spotkania. Czesław Michniewicz absolutnie się jednak nie załamał i zamierza chwycić byka za rogi. Przed trenerem kolejna sentymentalna podróż, ponieważ w 2011 roku prowadził zespół z Białegostoku.

- Jak chcesz zdobyć Puchar Polski, to nie możesz sobie wybierać przeciwnika. Dla mnie to nie jest problem, że gramy z Jagiellonią. To na pewno wymagający przeciwnik, ale warto zauważyć, że z dobrymi zespołami dobrze gra się w piłkę. Nie ma u nas z tego powodu żadnego załamania. To jest puchar, to jest jeden mecz i jak będziemy grali dobrze, to wszystko się może zdarzyć - komentuje sportowy aspekt losowania Michniewicz.

Kibice Pogoni liczą, że optymizm trenera przełoży się na postawę zespołu na boisku, ponieważ w Szczecinie wszyscy są mocno spragnieni pucharowego sukcesu. Od pamiętnego występu w finale w 2010 roku - z nomen omen Jagiellonią - kolejne podejścia w Pucharze Polski były pasmem niepowodzeń i rozczarowań. Spotkanie z białostockim zespołem wydaje się więc idealną okazją na rewanż i nowe otwarcie.

W zeszłym roku po sporych problemach Pogoń uporała się z Dolcanem, a potem po dogrywce przegrała przy Łazienkowskiej z Legią. Wcześniej Pogoń za burtę od razu wyrzucały Zawisza, Stomil czy Olimpia Grudziądz.

Po ewentualnym przejściu Jagiellonii poziom trudności jednak nie spadnie. W kolejnej rundzie czeka szczecinianie zagrają ze zwycięzcą pary Błękitni Stargard - Termalica (środa, godz. 17.30 w Stargardzie), a potem na drodze stanie ktoś z czwórki: Olimpia Grudziądz, Lech Poznań, Ruch Chorzów bądź Wisła Kraków. Na razie w Szczecinie nikt o tym jednak nie myśli, bo o ile sama Jagiellonia nie spędza trenerowi snu z oczu, o tyle aspekt logistyczny już jak najbardziej. Nie dość, że w środku tygodnia portowców czeka wyprawa na drugi koniec Polski do Białegostoku, to kolejny ligowy mecz grają w Bielsku-Białej. Granatowo-bordowi w kilka dni przemierzą więc setki kilometrów. Co gorsza, Ekstraklasa nie pomogła Pogoni i mecz z Podbeskidziem zaplanowała na poniedziałek.

- Problemem jest odległość. Po meczu u siebie jedziemy na Puchar Polski do Białegostoku. To jest środa, a potem mamy Bielsko w poniedziałek. Gdybyśmy z Podbeskidziem grali w piątek lub sobotę, to pojechalibyśmy tam bezpośrednio z Białegostoku, a tak to najprawdopodobniej wrócimy po Jagiellonii do Szczecina. Mamy mały dylemat. Myślimy ewentualnie nad jakimś samolotem, ale to na razie wszystko jest w sferze planów - zaznacza Michniewicz.