Maraton kajakowy to sport dla twardzieli. Jak było w Olsztynie?

Na taką imprezę Olsztyn musiał czekać dekadę. W weekend aż 331 zawodników wystartowało w Międzynarodowych Mistrzostwach Polski w Maratonie Kajakowym. - Wysunęłam się na prowadzenie już na drugim kilometrze. Potem wystarczyło tylko trzymać odpowiedni dystans do rywalek - mówi Martyna Lisiecka, reprezentantka KSC Olsztyn.

Kajakarze i kanadyjkarze w dwudniowej imprezie rozgrywanej nad jeziorem Ukiel rywalizowali na siedmiu dystansach - 6,4; 9,6; 12,8; 16; 19,2; 22,4 oraz 25,6 km. Wśród nich nie zabrakło reprezentantów Polski oraz Litwy. W sobotę najwięcej problemów sprawiła uczestnikom jednak nie silna konkurencja, ale niesprzyjająca aura. - Warunki pogodowe nie są ekstremalne, ale nie ułatwiają zadania ani zawodnikom, ani nam, organizatorom - mówił Adam Seroczyński, medalista Igrzysk Olimpijskich z Sydney, prezes Warmińsko-Mazurskiego Związku Kajakowego. - Tym, którzy mają mniejsze umiejętności i nie potrafią przeciwstawić się bocznej fali, będzie trochę trudniej. Jedno jest pewne, kajakarze to twardzi ludzie i muszą sobie radzić.

Podobnego zdania był prezes Kayak Sport Club Olsztyn. - Pogoda nie jest problemem. Zawodnicy mogą startować w każdych warunkach, nawet w tak spartańskich - podkreślał Janusz Milewski.

To było jednak wyzwanie dla kajakarzy, którzy specjalizują się nie w maratonie, ale w sprincie. Jednym z nich był Denis Ambroziak, brązowy medalista mistrzostw świata z 2011 roku. - Prawdziwy kryzys miałem już na pierwszej przenosce - przyznaje zawodnik KSC Olsztyn.

A na myśli miał miejsce, w którym zawodnicy musieli wyjść z wody i przebiec ze swoim kajakiem 150 metrów po plaży. Czynność tę musieli powtarzać po każdym okrążeniu na jeziorze wynoszącym 3,3 km. - Miałem dużo wody w kajaku, a nie miałem ze sobą pompki, więc reszta rywali mi uciekła - tłumaczy Ambroziak. - Po 10. kilometrze [startował na dystansie 25,6 km - red.] zrezygnowałem z dalszej walki. To jednak nie jest dyscyplina dla mnie.

Kibice, którzy zmagania obserwowali z plaży miejskiej w Olsztynie, z podziwem patrzyli na zaangażowanie, z jakim do zawodów podeszły panie. - Warunki atmosferyczne są straszne, nawroty też idą mi bardzo ciężko. Okazało się to ponad moje siły - przyznaje Klaudia Kujawa z AZS-u AWF Gorzów Wielkopolski, która startowała na 22,4 km. - Jeśli ktoś przygotowuje się pod maraton, to sobie poradzi, ale my przyjechaliśmy tu bez wcześniejszych treningów. Poza tym, specjalizujemy się w sprincie.

W tej samej konkurencji wystąpiła kajakarka z Olsztyna Martyna Lisiecka, która - jak się potem okazało - nie miała sobie równych i pewnie sięgnęła po złoty medal. - Miałam płynąć treningowo i walczyć o pierwszą trójkę - mówiła na mecie zawodniczka. - Wygrałam, więc cieszę się z tego podwójnie. Wysunęłam się na prowadzenie już na drugim kilometrze. Potem wystarczyło tylko trzymać odpowiedni dystans do rywalek i unikać niepotrzebnej nerwówki.

W sobotę nieco gorzej poszło Adamowi Roćko, w którym KSC Olsztyn także pokładał wielkie nadzieje. - Zająłem czwarte miejsce - mówi kajakarz. - Odczuwam spory niedosyt. Pogoda nie ułatwiała nam zadania, ale wygrali ci, którzy lepiej poradzili sobie z niesprzyjającymi warunkami. Cieszę się jednak, że walczyłem do końca i się nie wycofałem. Przegrałem, ale z nie byle kim.

Więcej o sporcie z Warmii i Mazur czytaj na olsztyn.sport.pl .

Więcej o: