Górnik Zabrze. Tak nudnego lata dawno nie było. To dobrze czy źle? [KOMENTARZ]

Już przed miesiącem prokurent Górnika Zabrze Andrzej Pawłowski zapowiedział, że latem szaleństw w klubie nie będzie. Słowa dotrzymuje.

To w Zabrzu najnudniejsza od lat wakacyjna przerwa. W porównaniu z Ruchem Chorzów, Piastem Gliwice i Podbeskidziem, gdzie doszło do rewolucji w kadrach drużyn, na Roosevelta sielanka. Przynajmniej tak to wygląda na zewnątrz.

Próżno szukać w Zabrzu głośnych transferów. Odeszli z zespołu Seweryn Gancarczyk, Błażej Augustyn i Pavels Steinbors, ale trudno o którymkolwiek napisać, że był asem zespołu. Z nimi, czy bez nich w składzie, Górnik grał mniej więcej tak samo. Nowi na Roosevelta? Też nudy, skoro transferem numer jeden jest bramkarz Sebastian Przyrowski, który wiosną zaliczył spadek do drugiej ligi z GKS-em Tychy. No i 19-latek Marcin Urynowicz, wcześniej bijący strzeleckie rekordy w Gwarku Zabrze.

Nie słychać w Zabrzu tak głośnych jeszcze pół roku temu narzekań na klubowe finanse. Piłkarze nie podnoszą głośno tych kwestii, a przedłużenie kontraktów przez kolejnych doświadczonych zawodników świadczy chyba o tym, że kasa się zgadza.

W sprawie stadionu na Roosevelta powiedziano i napisano już chyba wszystko. W Zabrzu utrzymują, że do przymusowej przeprowadzki na mecze do Bielska-Białej nie dojdzie. W ten sposób odpadł kolejny problem, budzący do niedawna emocje. Kibice czekają na nowe trybuny już tak długo, że kolejny miesiąc zwłoki nie robi już na nich żadnego wrażenia.

Taki spokój ma oczywiście swoje dobre i złe strony. Niektóre kluby nawet wolą, jak jest o nich głośno, bo to przekłada się na wzrost medialnej popularności. Ostatni przykład GKS-u Tychy wskazuje jednak, że to nie zawsze jest równoznaczne z sukcesem sportowym. Wraz z zatrudnieniem w klubie Tomasza Hajty, osoby zawsze budzącej emocje (najczęściej skrajne), medialność klubu urosła ze trzy razy. Pewnie w Tychach woleliby mieć teraz PR na poziomie Leśnika Kobiór, ale drużynę nadal w pierwszej lidze.

Sztuką trenerów i szefów Górnika jest wykreowanie wizerunku przewidywalnego klubu. W Zabrzu jak jeden mąż powtarzają, że wszystko mają pod kontrolą. Finansowo, stadionowo i sportowo. Wyniki sparingów jeszcze wzmocniły to poczucie bezpieczeństwa. Górnik cztery z nich wygrał, dwa zremisował. Najważniejszy problem szkoleniowców to zmiana ustawienia defensywy i powrót do gry czterema obrońca. Górnik od czasu wyjazdu do Chin Mateusza Zachary nie zafundował sobie doświadczonego napastnika. Ale nawet ta potężna wyrwa w składzie budzi coraz mniejsze emocje. Przestawi się do ataku Romana Gergela albo Bartosza Iwana, a może strzeli coś ten Urynowicz i po kłopocie.

Oczywiście, trenerzy Józef Dankowski i Robert Warzycha na wszelki wypadek cały czas podkreślają, że pomyślne wyniki gier kontrolnych o niczym nie świadczą i jest nad czym pracować, ale zawsze jednak odpada kolejny powód do podnoszenia trudnych kwestii.

Choćby takiej, że zabrzańska drużyna może być w nowym sezonie jedną z najstarszych w ekstraklasie. Sebastian Przyrowski, Grzegorz Kasprzik, Łukasz Madej, Rafał Kosznik, Bartosz Iwan, Robert Jeż, Radosław Sobolewski, Mariusz Przybylski, Mariusz Magiera i Oleksandr Szeweluchin dawno przekroczyli trzydziestkę. To nie jest najlepsza wiadomość dla Górnika. Może się wkrótce okazać, że przegapiony został właściwy moment na odmłodzenie zespołu.

A wtedy okaże się, że to nie była wakacyjna sielanka, ale czas zmarnowany.

Więcej o: