Piłkarz odchodzi ze Stomilu: Musiałem podjąć ryzyko

- Jednym z kryteriów, którym się kierowałem, było to, że Zawisza w najbliższym sezonie będzie walczył o powrót do ekstraklasy - mówi Tomasz Wełnicki, były już obrońca Stomilu. W poniedziałek 25-latek podpisał kontrakt z klubem z Bydgoszczy.

Defensor, który urodził się w Olsztynie, poprzedniego sezonu nie może zaliczyć do udanych. Przychodził do Stomilu z zamiarem wywalczenia sobie miejsca w pierwszym składzie, lecz już w czwartej kolejce (23 sierpnia), kiedy to biało-niebiescy pokonali u siebie Arkę Gdynia 1:0, zerwał wiązadła krzyżowe w kolanie. Po wielomiesięcznej rehabilitacji wrócił na boisko dopiero w maju. Teraz zdecydował się podpisać kontrakt z bydgoskim Zawiszą, który spadł z T-Mobile Ekstraklasy.

Rozmowa z Tomaszem Wełnickim

Waldemar Bargiel: W swojej nowej drużynie ma pan grać w defensywie u boku doświadczonego Piotra Stawarczyka. To będzie najlepszą parą stoperów w pierwszej lidze?

Tomasz Wełnicki, obrońca Zawiszy Bydgoszcz: Trudno powiedzieć, ponieważ dopiero co podpisałem kontrakt. Mam jednak nadzieję, że podczas mojego pobytu w Bydgoszczy czeka mnie wiele pozytywnych rzeczy. Jednym z kryteriów, którym się kierowałem, było to, że Zawisza w najbliższym sezonie będzie walczył o powrót do ekstraklasy. Chcę uniknąć gry przez kilka sezonów wyłącznie w pierwszej lidze. Teraz skupiamy się już na przygotowaniach do rundy jesiennej.

Od wspomnianego Stawarczyka będzie pan mógł się wiele nauczyć. Podpatrywał pan już umiejętności nowych kolegów z zespołu?

- W piłce nożnej zawsze jest tak, że mocne strony jednego zawodnika u drugiego są mankamentami. Chodzi o to, żeby zbierać te pozytywne cechy i stosować je na boisku. Dokładnie takie było moje nastawienie do gry w Stomilu oraz we wszystkich poprzednich klubach. Jeśli jest okazja do rozwoju, to trzeba robić postępy.

Wystąpił pan do tej pory w dwóch sparingach Zawiszy. Jak wypadliście?

- Najpierw pokonaliśmy Olimpię Grudziądz 3:2. Z kolei w środę uczestniczyliśmy w grze kontrolnej z Bytovią Bytów i zremisowaliśmy 1:1. Cieszę się, że wybiegłem na boisko. Podoba mi się też nowe miasto oraz atmosfera w klubie. To dla mnie kolejny, ciekawy etap w karierze.

Wybrał pan Zawiszę dlatego, że oferta ze Stomilu była słabsza?

- To nie tak, że byłem ukierunkowany wyłącznie na zespół z Bydgoszczy. Chciałem negocjować ze Stomilem, ale sytuacja w klubie była bardzo niejasna. Spotkałem się z prezesami - Borkowskim i Szwedem - jeszcze przed ostatnim meczem minionego sezonu. Wtedy powiedzieli mi, że chcą przedłużyć ze mną kontrakt. Nie dostałem jednak od nich w tej sprawie żadnego telefonu. Co więcej, nie wiadomo było i dalej nie jest, jakim budżetem będzie dysponował klub z Olsztyna.

Nie szkoda jednak było panu opuszczać Stomil?

- Jak będę w Olsztynie, to na pewno pojadę na stadion, by spotkać się z chłopakami. Gra dla tego klubu to dla mnie bardzo fajny kawałek życia. Miałem tylko pecha, ponieważ już na początku sezonu zerwałem wiązadła krzyżowe i przez długi czas nie mogłem pokazywać swoich umiejętności.

Mogę się zatem domyślać, co jest pana głównym celem w Zawiszy. Być zdrowym?

- Dokładnie tak. Jeśli zawodnikowi doskwierają chociażby drobne urazy, to nie jest on w stanie zaprezentować pełni możliwości. Wiem, że nikt nie zagwarantuje mi tego, że Zawisza po roku awansuje do ekstraklasy, ale musiałem podjąć te ryzyko. Mogę tylko przypuszczać, że przy decyzji o tym, czy mnie ściągnąć, czy nie, znaczenie miał całokształt mojego piłkarskiego CV. Występowałem w Górniku Zabrze [2013-2014 - red.], a także w austriackiej Bundeslidze [2011-2013 - red.]. Pokazałem się tam z dobrej strony, ale gdyby nie kontuzje, to teraz byłbym wyżej.

Więcej o piłkarzach Stomilu czytaj na olsztyn.sport.pl .

Więcej o: