Te kraje są na esportowym szczycie. To nie przypadek

Heroic podczas PGL Major Stockholm
fot. PGL

W dobie bardzo mocnej pozycji międzynarodowych ekip na scenie CS:GO, jednolite ekipy tracą na prestiżu. Poszczególne kraje mają problem z wystawieniem choć paru liczących się drużyn do rywalizacji. Które państwo można więc uznać za najsilniejsze obecnie w Counter-Strike'u?

Counter-Strike ewoluuje. To już nie są czasy, kiedy bardzo tradycyjnie i konserwatywnie podchodzono do tematu budowy zespołu. Zawodnicy również nie obawiają się szukać opcji poza granicami swojego kraju, chętnie rozpatrując wszelakie oferty. To wszystko przełożyło się na powstanie wielu mieszanych ekip, a zmiana mentalności bardzo pomogła w ich rozwoju. I chociaż scena przeszła spore przetasowania, tak niektóre kraje nadal wiodą na niej prym.

Zobacz wideo Praca marzeń naszych dzieci, żyła złota, a zarobki? "Polska w światowej czołówce"

Zmiany standardów na scenie CS:GO

Pierwsze lata rozwoju sceny CS:GO były zdominowane przez Skandynawów - głównie Szwedów i Duńczyków. Swoją markę wyrobiły zespołu pokroju fnatic, Ninjas in Pyjamas czy Dignitas, którego skład przeszedł potem pod szyld TSM. Cicho o swoje miejsce ubiegali się też Polacy z Virtus.pro oraz kilka francuskich formacji z EnVy, Titan oraz LDLC na czele. Ciekawe projekty zaczęły się też tworzyć na wschodzie, gdzie w siłę rosły Natus Vincere (Ukraina), a także kilka mniejszych ekip. Najwolniej ze wszystkich rozwijali się Niemcy - MOUZ dopiero raczkowało, zaś na BIG trzeba było jeszcze trochę poczekać. Za oceanem prężnie budowali się Amerykanie, podczas gdy Brazylia dopchnęła się do czołówki w 2015 roku.

Generalnie więc podział sił był dość zbalansowany. Mnóstwo państw i regionów miało swoich reprezentantów. Raczej niewiele konceptów opierano na budowie międzynarodowej, anglojęzycznej sklejki. Pierwszym takowym na wysokim poziomie był najpewniej skład Team Kinguin z 2015 roku, który wyewoluował potem w G2, a finalnie trafił do FaZe Clanu. To właśnie ostatnia z tych organizacji od początku wejścia na scenę CS:GO do teraz inwestuje jedynie w zespoły mieszane. FaZe nigdy nie był drużyną złożoną z zawodników z tego samego kraju, ani nawet nigdy nie przypisano mu żadnej flagi, gdyż w składzie zawsze miał maksymalnie dwóch graczy jednej narodowości.

Z czasem coraz więcej organizacji stawiało na mieszane składy. G2 nie wyszedł projekt francuskiego "super-składu", wobec czego ściągnięto na przełamanie kilku graczy z Bałkanów. W obecnym roku francuskie tradycje przełamało też Vitality - aktualnie w składzie jest dwóch Duńczyków i Izraelczyk. MOUZ od dłuższego czasu nie wraca do niemieckiej piątki. Ze swojej strefy komfortu wyszły już nawet takie marki jak ENCE, fnatic czy Ninjas in Pyjamas. Wszystkie przez długie lata utożsamiano na scenie CS:GO z określonymi państwami, ale teraz każda z nich ma międzynarodowe zestawienia.

I nie chodzi tu o to, że jednolite narodowościowo zespoły to zły pomysł. Po prostu drużyna międzynarodowa jest w stanie szybciej adaptować się do pewnych schematów i zmian. Do tego zawsze ma ona szersze pole doboru graczy - w końcu językiem komunikacji będzie tu angielski, który w esportowej branży jest raczej bardzo pospolity. 

Trudno jest raz za razem odświeżać drużynę nowymi graczami z tego samego regionu. W końcu obiecujące talenty się skończą, a usilne bazowanie na tym samym koncepcie nie doprowadzi do niczego skutecznego. Przykładem jest polskie Virtus.pro - gdy pierwotny skład zaczął się wypalać, a weterani nie potrafili dowieźć skuteczności, organizacja szukała alternatyw w Polsce, ale sklecane raz za razem drużyny nie potrafiły choć po części dorównać osiągnięciom poprzedniej ekipy. Po niespełna dwóch latach prób VP wycofało się z inwestowania w Polaków, przenosząc się na rosyjski rynek.

Oczywiście międzynarodowe zespoły mają też swoje wady. Do największych problemów może należeć sama logistyka. By wycisnąć z drużyny maksimum, trzeba jej zapewniać pole do rozwoju - na przykład poprzez specjalne obozy przygotowawcze. Na takowych powinni zjawiać się wszyscy, a w momencie, kiedy każdy gracz mieszka w innym kraju, na pewno trudniej jest to spiąć. Nie każdy może sobie pozwolić na swobodne przeprowadzki. O problemach związanych z grą dla zagranicznej marki opowiadał swego czasu Richard "shox" Papillon, który przez pierwszą połowę 2022 roku reprezentował Team Liquid. Francuz często musiał latać do Stanów Zjednoczonych, by dołączać do drużyny osobiście, podczas gdy jego rodzina zostawała w Europie. Nie działało to dobrze na jego psychikę, a gdy rywalizował z domu, musiał liczyć się z różnicą czasową. Papillona to przerosło - po kilku miesiącach zrezygnował z gry dla "Rumaków".

Który kraj jest najmocniejszy w CS:GO? 

Jak więc widać, sporo się pozmieniało i nawet najstarsze marki poszerzają swoje horyzonty, mocno mieszając w swoich składach. Regionalnie wiele krajów mocno na tym straciło. Obecnie marną pozycję na arenie międzynarodowej ma Polska, która po erze Virtusów nie potrafiła już nigdy wystawić żadnego mocnego reprezentanta. Finlandia może to samo powiedzieć po reformach dokonanych w ENCE, które przestało grać pod jej flagą. Szwecji pozostali tylko Ninjas in Pyjamas, a ich skład tworzy nominalnie tylko trzech Szwedów, co jednak wciąż utrzymuje większość. Jednego przedstawiciela mają też Niemcy - wciąż tradycję podtrzymuje BIG. Francja zupełnie straciła na znaczeniu po transferach w G2 i Vitality.

Tym sposobem wyszło, że praktycznie wszystkie państwa, uznawane wcześniej za potęgi sceny CS:GO, spadły z piedestału. Jedna drużyna na poziomie na cały kraj to bardzo mało, a przecież niektóre regiony nie mają nawet tego minimum. Te, które rzeczywiście ugruntowały swoją pozycję, można wyliczyć na palcach jednej ręki.

Więcej treści esportowych na Gazeta.pl.

Obecnym liderem światowego rankingu CS:GO jest Heroic - w pełni duński skład. Organizacja w swojej historii miała tylko dwa Szwedów w swoim zestawieniu. Poza nimi zawsze drużynę budowano na Duńczykach. Heroic umie wyłapywać najlepszych graczy regionu i umiejętnie rotować w swojej drużynie. To stabilna marka, która trzyma się czołówki od lat. To przekonuje Duńczyków, że warto jest pozostać na własnym gruncie, zamiast usilnie szukać szans za granicą. Heroic znalazło zdrowy balans i na tym punktuje.

Poza nim w Danii wciąż działa też Astralis. Nieźle spisują się też Sprout (trzech Duńczyków) oraz Copenhagen Flames (czterech Duńczyków). Obecnie kraj z Półwyspu Jutlandzkiego ma więc zdecydowanie najmocniejszą reprezentację na scenie CS:GO. Duńczycy bardzo dobrze rozwijają się na płaszczyźnie esportowej, co chwila promując nowe talenty. Tam źródła po prostu się nie wyczerpują. Kraj przetrwał próbę czasu i modernizację schematów oraz norm.

Ostatnie dwa lata to z kolei również pokaz siły ze strony Rosjan. Wcześniej przydarzały im się okazyjne sukcesy na scenie CS:GO, ale stworzenie rosyjskiego Virtus.pro, rozwój Spirit i Cloud9 (wcześniej Gambit), a także okres gry pod rosyjską flagą Natus Vincere niesamowicie podbiły notowania Europy Wschodniej. W szczytowych momentach Rosja potrafiła wystawiać do najbardziej prestiżowych turniejów nawet do pięciu swoich drużyn. Obecnie przynajmniej trzy - Outsiders (VP), Cloud9 i Spirit można zaliczyć do tych z samej czołówki sceny.

Dania i Rosja to obecnie dwie potęgi sceny CS:GO, do których konkurencja nie ma podjazdu. Oba kraje mają silną tradycję w Counter-Strike'u, za którą idą mocne i znane nazwiska. Ponadto nie brakuje u nich talentów - ich wdrażanie przebiega bardzo płynnie. Niewielu młodych graczy decyduje się na wyjazd. Zasługuje to na uznanie, bo państwa te przetrwały okres intensywnych zmian, pokazując swą silną pozycję i możliwości adaptacji.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...