Jego pięć minut w esporcie się skończyło. Słowacki gracz ponownie rozczarował fanów

Ze szczytu pada aż na samo dno. Pochwały zamieniają się w skargi. Realne ambicje to teraz niezrealizowane marzenia. Jak upada słowacka legenda Counter-Strike'a?
Guardian, DreamHack Sztokholm 2018
fot: Adela Sznajder/DreamHack

Ladislav "GuardiaN" Kovacs był kiedyś był jednym z najlepszych graczy na świecie, a na pewno najlepszym snajperem w CS:GO. Młodzi traktowali go jako autorytet, a starsi respektowali, doceniając jego staż i umiejętności. Przed Słowakiem rozpościerały się wszelkie perspektywy, jakie oferowała esportowa branża. Teraz jego osoba jest jedynie śladem w historii Counter-Strike'a i przykładem kompletnie wypalonego esportowca.

Zobacz wideo Praca marzeń naszych dzieci, żyła złota, a zarobki? "Polska w światowej czołówce"

Stopniowo się staczał...

W grudniu 2019 roku Słowak na stałe wypadłe z obiegu na szczycie esportowej sceny CS:GO, na skutek rozstania z NAVI. Organizacja słusznie zaufała Oleksandrowi "s1mplowi" Kostyliewowi, podczas gdy "GuardiaN" wypadał na jego tle znacznie słabiej. Pojawili się młodsi, bardziej utalentowani gracze, którzy dużo lepiej adaptowali się do nowych standardów gry

Słowaka nie mogły obronić zasługi, choć te robią wrażenie. Nieprzerwanie od 2013 do 2018 roku łapał się do zestawienia najlepszych graczy sezonu - najlepszy rezultat to 2. miejsce w 2015 roku. Kovacs stawał się swego rodzaju reliktem i musiał zrobić krok w tył, aby nabrać wiatru w żagle. Problem w tym, że wyjątkowo trudno przychodziło mu pokorne przyzwyczajenie do nowych standardów.

Temu też pierwszym stabilnym zespołem po NAVI, w jakim wylądował, było Singularity, z którym związał się we wrześniu 2021 roku. Prawie dwa lata od odejścia z Natus Vincere. Duńska organizacja nie okazała się też dla niego żadnym wybawieniem. Rozegrał w jej barwach tylko 49 map na przestrzeni sześciu miesięcy. Potem umowa została rozwiązana. Pobyt Słowaka w drużynie najlepiej skomentują słowa Denisa "seizeda" Kostina, z którym Kovacs grał w Singularity, a wcześniej i przez lata w NAVI.

Wydaje mi się, że nie powinienem tego mówić przed oficjalnym ogłoszeniem, ale Ladislav nie ma za grosz motywacji do gry w CS:GO. Przynajmniej teraz. Powiedział, że w tym roku nie chce grać, ale wszyscy chyba dobrze wiemy, że nigdy nie wróci do gry.

... aż sięgnął dna

Szerzej temat osoby "GuardiaNa" i jego przeszłości poruszaliśmy w jednym z tekstów pod koniec marca. Już wtedy wydawało się, że Kovacs przekreślił swoją karierę i nie podejmie kolejnej próby jej reanimacji. Ale jednak - zrobił to. Ponownie zaangażował się w świeży, ambitny projekt. I znowu rozczarował wszystkich, przypominając o sobie tylko na moment, by internauci z politowaniem skomentowali jego działania.

W maju ogłoszono projekt słowackiego Sampi. Jego najgłośniejszym nazwiskiem został właśnie "GuardiaN", który miał stanąć na czele młodego, obiecującego składu. Słowacy, trochę wzorem swych sąsiadów z SINNERS, wierzyli, że stać ich na stworzenie mocnej, lokalnej ekipy. Kovacs dawał jej medialność, ale też liczono, iż zostanie spoiwem całej piątki. Jakże ironiczne, bo to właśnie z nim od początku Sampi miało najwięcej problemów.

Więcej treści esportowych na Gazeta.pl.

"GuardiaN" rozegrał 22 mapy przez pół sezonu i to głównie w ramach turniejów lokalnych. Słabiutki rating 0,98 mówi sam za siebie. To już nie jest ten zawodnik, który zagrał w trzech finałach Majora i długo był uważany za najlepszego snajpera sceny CS:GO. Tamten "GuardiaN" umarł lata temu, a pozostał po nim jedynie cień.

2022 rok kończy ogłoszenie Sampi o rozstaniu z Kovacsem. Jako powód podaje się jego słaby stan zdrowotny, ale to bardzo pospolita wymówka przy sytuacjach, kiedy gracz jest skonfliktowany z organizacją. I tak Słowak wypadł z kolejnego projektu, potykając się ponownie.

Mądre porzekadło mówi: trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny. "GuardiaN" powinien był to zrobić dawno temu. W zasadzie od powrotu do NAVI jego kariera to pasmo niepowodzeń. Tego jest już po prostu za wiele. Słowak psuje latami budowany wizerunek i smutno się na to patrzy. Być może gdzieś tkwi w nim nadzieja, że jego kariera jeszcze ma jakiś rozdział, ale odwołując się do słów "seizeda", być może rzeczywiście Kovacsowi brakuje naturalnej motywacji, aby stanąć na wysokości zadania i grać ponownie na przyzwoitym poziomie.

Więcej o: